Bardzo Wam Dziękuję za te wspaniałe komentarze ;* Kocham W;as i wiele to dla mnie znaczy *.* Jeżeli na czyimś bloga zaobserwowanym przeze mnie nie komentuje to znaczy, że nie mam czasu. Nauka, dodatkowe zajęcia itd... Zrozumcie /

czwartek, 17 kwietnia 2014

Po prostu Dziękuję

Polska
274
Stany Zjednoczone
53
Niemcy
25
Irlandia
9
Holandia
8
Czy wy to widzicie? Myślałam, że mnie czytacie w Polsce, w ewentualności w Stanach... ale w Irlandii i Holandii? Dziękuję... Jesteście dla mnie bardzo ważni i ten blog też jest ważny... Aż się poryczę zaraz <3 Po prostu zależy mi na tym wszystkim. Dzięki wam ten blog jeszcze istnieje. Miałam go usunąć, ale kiedy zobaczyłam, ile osób tutaj wchodzi i skąd, to normalnie... Piszczałam chyba z godzinę w łazience. Ten blog ma.... dwa miesiące? I 400 wyświetleń. Pewnie powiecie: ''Co? Tak mało?''. Ale nie... Dla mnie to duża liczba... Dlatego jeszcze raz Dziękuję za zaglądanie do mojego bloga, komentowanie. Kocham was <3
A szczególnie Borkoś Blanco <3
Uwielbiam Cię ;) i Twoje filmiki

















                                

     Blancowaa <3

Rozdział 16 sezon 1

Martina
*1 tydzień później*
Płakałam leżąc na łóżku i wspominając te wszystkie chwile z Nim i moimi przyjaciółmi, później pierwsze kłamstwa, a na końcu o pocałunku z chłopakiem mojego życia. Postanowiłam. Pójdę jutro do Lodovicy i wypytam, gdzie oni są. Dlaczego jutro a nie teraz? Bo jest 01:23 a ja nie mogę zasnąć. Wiem! Sięgnęłam telefon, podłączyłam słuchawki i włożyłam do uszów. Przeleciałam całą playlistę i znalazłam. Rozległy się pierwsze słowa piosenki "Podemos". Jorge kiedyś mi ją zaśpiewał, a ja bez jego zgody to nagrałam. Uśmiechnęłam się blado. Po policzku spłynęła mi łza, tęsknoty i strachu. Opuściłam powieki w słuchając się w słowa. Po krótkim czasie zasnęłam, jak do kołysanki.
  Rano obudziłam się z dziwnie dobrym humorem. Szybko się ubrałam i zrobiłam sobie śniadanie. Kiedy zajadałam się kanapkami do kuchni wszedł Facundo. Pomyślałam, że być może on mi powie, gdzie oni się znajdują. Na pewno ma z nim jakiś kontakt.
-Facu....?
-Tak?
-Ty masz jakiś kontakt z Jorgem, co nie?
-No tak, ale dlaczego pytasz?
-Powiedz mi gdzie są.
-Nie zrobię tego.
-Co? Dlaczego? -zapytałam z pretensjami.
-Bo byś poszła go szukać. To oczywiste.
-Nienawidzę was wszystkich! -krzyknęłam, po czym pobiegłam do swojego pokoju. Kolejny raz w ciągu tego tygodnia wybuchnęłam płaczem. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Podniosłam głowę i zobaczyłam zmartwioną Lodovice.
-Słyszałam jak krzyczałaś na Facundo. Tini zrozum, że Jorge się o Ciebie boi i nie chce, byśmy udzielali Ci jakiejkolwiek informacji na temat ich położeniu. Ja też za nimi tęsknie i boję się, że coś im się stanie, ale niczego nie jesteśmy wstanie zatrzymać i powstrzymać.
-Lodo ale ja bym mogła za Niego życie oddać... Czuję, jakby coś z każdym dniem, godziną, minutą, sekundą, w moim sercu znikało. Każda cząstka mojego organizmu krzyczy. Chcę się z nim zobaczyć. Tylko tyle. Albo choćby porozmawiać. Niestety ode mnie nie odbiera...
-Wiesz co? Poproszę Facu i pogadasz z nim. -złapała mnie za rękę i pociągła do pokoju chłopaka. Ostatecznie się zgodził i zadzwonił do Niego.
-Ktoś chce z Tobą rozmawiać.... Martina.... Nie nic nie mówiliśmy... -podał mi komórkę.
-Cześć... Nawet nie wiesz jak tęsknię. Jak tam u was? Wszystko dobrze?
-Tak. Nie masz co się martwić. Kotek... Nie mam pojęcia kiedy wrócę, przepraszam... Kocham Cię pamiętaj. A Ty jak się trzymasz?
-Bez Ciebie? Umieram... Proszę Cię powiedz mi gdzie jesteś.
-Nie mogę... Stało by Ci się ck
oś i tyle. A tego nigdy bym sobie nie wybaczył.
-Ale... -przerwał mi.
-Nigdy Ci nie powiem gdzie jestem, bo Cię kocham, a jeśli Ci powiem, to sprowadzę na Ciebie same niebezpieczeństwo i nie mam pewności, co zrobisz mając świadomość, gdzie jestem.
-Ale... Okey. Kocham Cię, pa.... Uważaj na siebie, czekam. -podałam telefon chłopakowi i pobiegłam do pokoju. Przez całą rozmowę wstrzymywałam się, by nie wybuchnąć płaczem. Gdy usłyszałam jego głos... To tak, jakby komuś się wylały kolorowe farby na podłogę. Są bezpieczni.... I to się liczy! Nie ważne, czy jest obok mnie, czy po drugiej stronie świata, ważne, że jest bezpieczny i nic mu się nie stanie. Wybuchnęłam płaczem. Już nie daję sobie rady z tą całą sprawą. Moje chłopaka i dwójkę przyjaciół goni 4 mężczyzn, których chcą ich zabić. I jakby tu nie zwariować?
Wyciągnęłam telefon i gapiłam się na moją tapetę przez chyba pół godziny, wspominając wszystkie chwile, spędzone z nim. Nasz pierwszy pocałunek, pierwsze spotkanie, pierwsze rozmowy, pierwszy przytulas.... Tak bardzo mi go brakuje.










wtorek, 15 kwietnia 2014

Rozdział 15 sezon 1

Martina
Pobiegłam do domku i zaczęłam szukać Rugge. Znalazłam go w salonie z resztą.
-Mają Mercedes. -powiedziałam prosto z mostu.
-Masz iść do Jorge, jest na plaży i... -w tym momencie usłyszałam strzał. Rugge wybiegł z mieszkania, a ja za nim. Boję się. Cholernie się boję. O Mechi, o Jorge, o nas wszystkich... Po chwili znajdowaliśmy się na plaży. Od razu dostrzegliśmy 5 osób. Jeden facet leżał na piasku. Prawdopodobnie to on dostał z broni. Kiedy Jorge mnie zobaczył kopnął mocno kolesia, z którym się bił i podbiegł do mnie.
-Tini masz iść do domu! Może Ci się coś stać!
-Ale... -złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie, namiętnie całując.
-Idź do domu. Proszę...
-No... dobrze. Kocham Cię, i uważaj na siebie.
-Ja Ciebie też... -i odbiegł ode mnie. Pomógł Rugge, bo dostał od jednego. Wróciłam do domu. Na mój widok wszyscy zerwali się z miejsc.
-Skoro już się zaczęło, to tutaj nie jesteśmy bezpieczni. Tak jak kazał nam Jorge, wyjeżdżamy do takiego jednego domku. Tam nikt nas nie znajdzie... -powiedział Facundo.
-Co? Mamy ich zostawić?! -krzyknęłam. 
-Jorge wie, gdzie to jest. Kiedy się ich pozbędzie razem z Mechi i Rugge wrócą. Nie bój się, da sobie radę. -przytulił mnie. Wybuchnęłam płaczem. Oderwałam się od niego i poszłam pakować. Cały czas pakując swoje ciuchy do walizki myślałam nad tym, czy oni wrócą. A jeśli coś im się stanie? Przecież.... Oni mogą coś im zrobić. Tak bardzo się boję. Siedziałam tak pół godziny, później chłopaki pakowali nasze rzeczy do samochodów. Przez całą drogę, która trwała chyba 4 godziny, nie odezwałam się ani słowem. Im dalej auto jechało, tym bardziej powiększała się moja dziura w sercu. Czułam jakby coś mi wypalało to miejsce, jakby ktoś mnie dźgał.... I to wszystko przez moich przyjaciół i Niego. Niego, który sprawił, że moje życie nabrało sensu. Takiego dobrego... Kiedy dojechaliśmy od razu weszłam do naszego "nowego mieszkania". Otworzyłam pierwsze lepsze drzwi i natrafiłam na pokój. Zamknęłam się w nim, położyłam na łóżku, plecami do drzwi. Wybuchnęłam płaczem. Wiem, że nie dawno się widzieliśmy, to tak bardzo tęsknie, a myśl, że być może go już nigdy nie zobaczę, dołowała coraz bardziej.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hmmm.... Co mogę powiedzieć? Zapraszam na mojego drugiego bloga, którego zaczęłam: Peligrasemnet bellas - Niebezpiecznie piękne <3

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Rozdział 14 sezon 1

Martina
Siedziałam z Mercedes na plaży aż się nie zaczęło ściemniać i zrobiło się chłodno. Wtedy zebrałyśmy swoje rzeczy i kiedy mieliśmy iść do domku, podeszło do nas trzech mężczyzn.
-Cześć dziewczyny, znacie nie jaką Martine Stoessel i Mercedes Lambre? -zapytali. Kiedy jeden z nich położył dłoń na biodrze, zauważyłam broń. Przeraziłam się i zestresowałam.
-Nie, nikogo takiego nie zna... -przerwała mi Mechi.
-Jakto nie? Przecież to my! -miałam ochotę krzyknąć na nią, ale jeden facet zakrył mi twarz ręką. złapał mnie w talii i gdzieś szedł. Widziałam jak drugi chwyta Mercedes. Bałam się jak nigdy. Oni nam przecież mogą zrobić krzywdę. I to przez moje... byłego chłopaka. Zaczęłam się szarpać, wyrywać ale to nic nie dało.
-Jeśli chcesz, żeby nic Ci się nie stało, to masz być grzeczna. Rozumiesz? -szepczał mi do ucha. Przestałam na chwilę i ugryzłam go w rękę. Puścił mnie, jednak od razu zaczął za mną biec. Biegłam ile sił miałam w nogach, nie patrząc za siebie. Nagle poczułam jak się od kogoś odbijam. Już chciałam uciekać z myślą, że to jeden z porywaczy, ale ten ktoś złapał mnie za nadgarstek. Odwróciłam się i ujrzałam zmartwionego Jorge. Łzy spływały mi po policzkach strumieniami.
-Co Ci się stało?
-Trzeba pomóc Mercedes! Oni ją mają!
-Kto?
-Jacyś trzej faceci chcieli nas porwać. -przytulił mnie.
-Leć do domku i powiedz Rugge, żeby przyszedł....
-Na plażę. -pocałował mnie w czubek głowy.
-Masz siedzieć z Xab'em i Facu oraz dziewczynami w domu i nigdzie nie wyłaźcie. Zrozumiano? -kiwnęłam głową na znak, że mówię "tak". Pobiegł na plażę, a ja do domku.


--------------------------------------------------------------------

Zrobiłam część 1, bo muszę jeszcze odrobić lekcje i pouczyć się na sprawdziany ♥♥♥ No i macie rozdzialik napisany przez godzinę, obmyślany przez trzy dni ^^ ★ sorki za błędy jak jakieś będą, bo pisze z telefonu ▲▼

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 13 sezon 1

Martina
*1 tydzień później*
Wszystkie zaległości odrobiliśmy i wykonaliśmy w Studiu, czyli piosenki na zaliczenie itp. Dzisiaj jedziemy nad morze, gdzie wcześniej zaprosiła nas Candelaria. Mój ojciec zgodził się pod warunkiem, że Rugge też z nami jedzie... Ja i Jorge jesteśmy oficjalnie parą. Z czego oczywiście się ogromnie cieszę ;) Pakuję ostatnie rzeczy do walizki i czekam za chłopakiem.
-Rugge! Pośpiesz się!
-Już idę! -zbiegł po schodach. Pożegnaliśmy się z wszystkimi i wsiedliśmy do jego auta. Przez całą drogę do Cande, mój przyjaciel śpiewał razem z radiem, przepraszam, on FAŁSZOWAŁ!!
-Rugge! Proszę Cię...
-No wiesz Ty co? -udał obrażonego. Westchnęłam i pocałowałam go w policzek.
-No dobra.... -zaśmiałam się. Po chwili dojechaliśmy na miejsce. Wyciągnęłam walizki z bagażnika i weszłam do domu. Wszyscy już byli, więc od razu wróciłam się do samochodu. Jednak przed otworzeniem drzwi, ktoś złapał mnie w talii i odciągnął od reszty.
-Co? -zapytałam. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego idiotę.
-Jak to co? Nawet się nie przywitasz? A poza tym, jedziesz ZE MNĄ, i się nie sprzeciwiaj.
-Ale ja chciałam jechać z dziewczynami....
-Muszę Ci coś powiedzieć, proszę, nie chcę jechać sam.
-No dobrze... Masz. -podałam mu walizki. Zapakował je do auta i otworzył mi drzwi. Zapięłam pasy i czekałam, aż sam wsiądzie. Kiedy już to zrobił włożył klucze do stacyjki i odpalił. Dłuższą chwilę milczał. Dopiero, gdy chciałam włączyć radio się odezwał.
-Tini... Bo... Ja nie wiem od czego zacząć...
-Najlepiej od początku.
-Kiedyś chodziłem z taką jedną Anabel. No i... ona miała uciążliwego byłego. Kilka razy wdałem się w bójkę i doszły do tego, że zaczęliśmy do siebie strzelać z broni. Ponieważ on, ma problemy z agresją i wszyscy go brali za wariata. On trafił do więzienia, a ja nie zerwałem z Anabel, gdy mi powiedziała, że chciała od samego początku mnie wykorzystać, bo bała się z nim zerwać, a wtedy to ja bym z nim musiał rywalizować. Udało jej się. Nie dawno wyszedł z pudła i Anabel do mnie dzwoniła, żebym uważał, bo był u niej i się o mnie pytał. Powiedziała, że jestem w Buenos Aires, bo przyłożył jej broń do głowy. Przepraszam Cię... -nie wiedziałam co powiedzieć. Mój chłopak jest w niezłych tarapatach. Poczułam, jak dreszcze przechodzą przez moje ciało.
-Powiesz coś? Martina....
-Nie wiem co mam o tym myśleć.... Zaskoczyłeś mnie....
-Tini, ja Cię bardzo przepraszam... Ale.... Musimy się rozstać.
-Co? -jakbym "ożyła". Czy on ze mną zrywa?
-Jak na razie nie chcę byś była w niebezpieczeństwie. Nie chcę by Ci się coś stało... -przerwałam mu.
-Czyli chcesz, bym cierpiała jeszcze bardziej?
-Nie o to mi chodzi... -stanął przed jakimś domkiem.
-A ja myślę, że o to... -wysiadłam z samochodu i wyciągnęłam walizki. Łzy spływały po moich policzkach strumieniami. Chłopak wybiegł z auta i w mgnieniu oka znalazł obok mnie.
-Ale Tini przecież.... -przerwałam mu.
-Kto jeszcze o tym wie?
-Wszyscy nasi przyjaciele. Powiedziałem im.... -szepnął i spuścił głowę.
-Czyli ja wiem ostatnia... -z domku wyszli nasi przyjaciele.
-Wiedzieliście i mi nic nie powiedzieliście?! Nienawidzę was wszystkich! -wbiegłam do domku i weszłam do pierwszego lepszego pokoju. Trzasnęłam drzwiami i usiadłam na podłodze opierając o ścianę. Podkuliłam nogi, aż do samej brody i wybuchnęłam płaczem. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, jednak nawet nie drgnęłam. Ten ktoś usiadł obok mnie i przytulił. Po perfumach wyczułam, że to Mechi.
-Ale dlaczego wy mi nic nie mówiliście? Wszędzie tylko kłamstwa. Diego mnie zdradzał z Nicol i wy o tym wiedzieliście, a teraz ledwo co chodzę z Jorge'm, a on już ze mną zrywa.... Dlaczego?...
-Oj Tini.... On ma teraz poważne kłopoty i nie chce, byś Ty za to zapłaciła. Z tego co nam o nim opowiadał wywnioskowałam, że on chciałby Ci coś zrobić, a nawet zabić. Wtedy Jorge by sobie tego nie wybaczył i musiałby żyć z tą świadomością....
-Ale ja go kocham i chcę być przy nim...
-Nikt nie zrozumie logiki chłopaków. -zaśmiałyśmy się.
-To co? Przebieramy się i idziemy SAME na plażę?
-Yhymm... -zrobiłyśmy to, co potrzeba i poszliśmy w wcześniej wspomniane miejsce. Poinformowałyśmy tylko Cande, bo to jej domek.

niedziela, 6 kwietnia 2014

Rozdział 12 sezon 1

Martina
-Lodo, fajnie że mi pomagasz z tym układem, ale mi zaraz nogi odpadną.... -kolejny raz narzekałam. Siedzimy tu od dwóch godzin....
-Oj, Tini jeśli chcesz być dobra, musisz ćwiczyć. -uśmiechnęła się.
-Cały dzień jesteś jakaś wesoła. Stało się coś?
-No.... Bo.... Nie wiem jak to powiedzieć....
-Najlepiej prosto z mostu.
-Widziałam jak Diego dostaje w twarz od Nicol. Chyba musiało boleć....
-I to cię tak uszczęśliwia?
-No tak, ale później w Resto całego go oblała sokiem! -wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Czyli, że się dowiedziała... Ja już się zbieram, pa. -pocałowaliśmy się w policzek i poszłam do szatni. Przebrałam się i ruszyłam w stronę domu. Byłam już na przeciw mojego domu, gdy mój telefon wydobył z siebie dźwięk, informujący o dostaniu wiadomości.        
"Hej, przyjdź do parku, obok TEGO drzewa ;)
                                              Od: Jorge 18:24
 Westchnęłam i zawróciłam do parku. Chłopak stał obok drzewa. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niego.
-To po co chciałeś się spotkać?
-Wiesz... Przepraszam. -stanął naprzeciwko mnie.
-Za co? -spytałam. Był jakiś taki... Poddenerwowany?
-Za to. - złapał mnie za ramiona i pocałował..... Zaskoczył mnie. Stałam jak wryta. Ale po chwili przymknęłam oczy i oddałam pocałunek. Czułam, jak się uśmiecha. Położyłam swoje dłonie na jego ramionach i napawałam się tą chwilą. Chłopak po chwili się ode mnie odsunął.
-Ufasz mi? -wyciągnął rękę w moją stronę. Kiwnęłam twierdząco głową i złapałam go za dłoń. Szliśmy chyba z 3 minuty i ujrzałam motor.
-O nie, nie, nie.... Ja nigdzie z Tobą nie pojadę.
-Dlaczego? Przecież nic Ci nie zrobię...
-Tak wiem, ale ta maszyna za to może nam coś zrobić nam obojgu. Jorge proszę....
-Nie. Trzymaj ten kask i wskakuj.
-Ale.... -spojrzał na mnie tymi swoimi oczami.
-Okey.... -mruknęłam. Założył mi kask i posadził mnie na tej maszynie. Jechaliśmy dosyć krótko. Byliśmy przed jego domem. Po co mnie tutaj zaprowadził?
-Po co przyjechaliśmy do Twojego domu?
-Tylko chcę odstawić motor. Pójdziemy na chwileczkę do mojego domu i idziemy się przejść na plaże.
-Jak chcesz.... -czułam się trochę dziwnie, w końcu przed chwilą się pocałowaliśmy, a on nawet nic o tym nie wspomni. Szybko pobiegł do swojego domu, a ja na niego czekałam. Kiedy w końcu wrócił poszliśmy na tą plaże.
-Tini.... Przepraszam Cię za ten pocałunek, nie powinienem, wiem, ale oddałaś go, czyli, że Ty też coś do mnie czujesz? No bo, ja Ci to chciałem już dawno powiedzieć, ale najpierw ta cała afera z Diego, a później myślałem, ze to za wcześnie dla Ciebie i..... Po prostu przepraszam. Chciałem już mieć to z głowy, nie dusić tego w sobie, wiem, że wykonałem dość duży krok, ale tak bardzo pragnąłem Twojego pocałunku, nie mogłem wytrzymać i... Stało się. Możesz mnie teraz znienawidzić, ale ja tylko Cię kocham....
-Spokojnie Jorge. Może to potraktujesz jako odpowiedź? -spytałam i złączyłam nasze usta w delikatnym pocałunku....

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 11 sezon 1

Martina
Jorge był u mnie do ok. 21:00, później go tata przepędził. Położyłam się na łóżku i zasnęłam. Obudziłam się dosyć późno, więc i tak nie było sensu wstawać, skoro już jestem spóźniona do Studia. Ktoś do mnie zadzwonił. Złapałam telefon i tego pożałowałam.
-Czego chcesz Diego? -zapytałam prosto z mostu.
-A może "cześć Diego, co u ciebie"?
-Cześć, czego chcesz?
-Zapytać się dlaczego nie ma Cię w Studiu?
-A co Cię to obchodzi? -rozłączyłam się i odłożyłam telefon, jednak po chwili znowu ktoś zadzwonił. Tym razem uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Cześć Jorge.
-Hej, dlaczego nie ma Cię w Studiu? Coś się stało?
-Zaspałam, a nie opłaca się iść na ostatnie zajęcia.
-Okey, przyjdę do Ciebie po zajęciach. Pa -i się rozłączył. Przygryzłam dolną wargę i uśmiechnęłam się.
-Jeeej! -pisnęłam. Spojrzałam na zegarek. Za 30 minut koniec zajęć! Nie wyrobię się! Szybko podbiegłam do szafy i wyjęłam z niej ten zestaw. Udało mi się to w 10 minut. Przebrałam się i uczesałam itp. Wyrobiłam się, bo jak skończyłam ktoś zadzwonił do drzwi.
Zbiegłam po schodach i zdążyłam wcisnąć się przed Olgitę. Przeprosiłam, poprawiłam włosy i otworzyłam.
-Cześ.... -przerwałam. To nie był Jorge, tylko jakiś dostawca.
-Dzień dobry. Zamawiał ktoś pizzę? -zmarszczyłam brwi.
-Tak, ja. -powiedziała Olga. Spojrzałam się na nią wzrokiem "sorry" i usiadłam na kanapie. Po jakiś 10 minutach ponownie ktoś zapukał. Podeszłam do drzwi i zaprosiłam Jorge do domu.
-Hej, wchodź.
-Cześć. Co Ty taka wesoła?
-Przyszłeś.... To już jest powód do radości. -poszliśmy do mojego pokoju i usiedliśmy na łóżku.
-Martina dobrze się trzymasz po wczorajszym? -spytał z troską.
-Tak, nie masz się o co niepokoić. Może pójdziemy się przejść?
-Jasne. -uśmiechnął się. Zeszłam do gabinetu taty i go poinformowałam o wyjściu. Szliśmy w ciszy, ale takiej przyjemnej ciszy...
-Jorge....? -zapytałam.
-Tak?
-Co było na zajęciach?
-Ćwiczyliśmy tylko piosenki, nic wielkiego... -poczułam jak kropla wody dotyka mój policzek. Podniosłam głowę do góry i to czego się obawiałam wydarzyło się. Pada deszcz. Szybko z Jorgem pobiegliśmy pod drzewo. Ja byłam o nie oparte, a chłopak stał naprzeciwko mnie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy, a deszcz dalej padał. W pewnym momencie zauważyłam samochód, który by wjechał w bruneta, więc pociągnęłam go za koszulę do siebie. Był znowu bardzo blisko...... Pomyślałam, że to dobry moment i chciałam go pocałować. Stanęłam na palcach i gdy już czułam jego oddech na mojej twarzy odsunęłam się.
-Przepraszam..... -spuściłam głowę i odepchnęłam go lekko, by wyjść. Pobiegłam do Studia i zadzwoniłam do dziewczyn. Taki miałam zamiar ale komórka mi padła. Poczułam jak ktoś od tyłu łapie mnie za rękę.
Odwróciłam się i zobaczyłam Jorge. Uśmiechnęłam się.
-Śledzisz mnie? -zaśmiałam się.
-Uciekłaś, nie wiedziałem czy nic Ci się nie stało..... -złapał oddech.
-Musimy porozmawiać....
-O czym? -udawałam głupią.
-O tym, co się przed chwilą prawie stało.....
-Jorge... -podeszła do nas Lodo.
-Hejka! Też się chowacie przed deszczem?
-No tak.... Lodovica zostawisz nas samych? -spytał Jorge.
-Jorge! A może ja nie chcę by sobie poszła? -złapałam ją za rękę.
-Okey, ale kiedyś i tak musimy o tym pogadać... -odszedł. Dziewczyna spojrzała na mnie znacząco.
-Prawie go pocałowałam....
-Co?!
-Poniosło mnie... Dobra nie gadajmy o tym. Idziemy poćwiczyć z tańcem, skoro już musimy tu siedzieć?
-Jasne. -przebraliśmy się i zajęliśmy salę Gregoria.......