Bardzo Wam Dziękuję za te wspaniałe komentarze ;* Kocham W;as i wiele to dla mnie znaczy *.* Jeżeli na czyimś bloga zaobserwowanym przeze mnie nie komentuje to znaczy, że nie mam czasu. Nauka, dodatkowe zajęcia itd... Zrozumcie /

piątek, 24 października 2014

Rozdział 2 s.3




Martina




     Po opuszczeniu lotniska próbowałam złapać taksówkę, ale jakoś mi się to nie udawało. Dlatego wyciągnęłam z mojej torebki i Phone i wykręciłam numer Ruggero.
     - Co chciałaś gaduło? - powitał mnie ''miło''.
     - Odebrałbyś mnie z lotniska?
     - Jasne. Poczekaj 10 minut. 
     - Dziękuję. - wcisnęłam czerwoną słuchawkę i włożyłam telefon ponownie do torebki.
    
     - Martina! - krzyknął mój ojciec, gdy weszłam do domu. Uśmiechnęłam się. Nie mogłam się doczekać spotkania.
     - Tato! - również krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
     - Już tak szybko? Jak Ci minął lot? Jak tam w Nowym Jorku? Znalazłaś sobie kogoś? - zadawał mnóstwo pytań. To ostatnie mnie zdziwiło.
     - Dzień dobry. - usłyszałam głos za plecami swojego ojca. Kobiecy głos. Spojrzałam się w tamtą stronę i ujrzałam panią Blanco. Uśmiechnęłam się sztucznie. Pomyślałam, że skoro jest ona, to będzie jeszcze jej mąż i ich syn. Jorge. A nie... Jorge jest w Madrycie. Zapomniałam...
     - Dzień dobry. 
     - Jak widzę cała i zdrowa.
     - Na szczęście. Jest ktoś jeszcze w tym domu?
     - Nie. Ale dzisiaj ma przyjechać Jorge. Długo się nie widzieliście.
     - Yhym... - mruknęłam. - A co u niego? - postanowiłam się zapytać.
     - Wszystko dobrze. A nawet bardzo dobrze. Chodź, zrobię Ci herbatę albo kawę. Co wolisz?
     - Kawę.
     Przeszliśmy do kuchni. Zastanawiało mnie to, co tutaj robi pani Blanco.
     - Przepraszam, że tak to zabrzmi, ale... co pani tutaj robi?
     - Prowadzimy, a właściwie, to zaczęliśmy prowadzić wspólną firmę.
     - Aha... - od razu pomyślałam sobie, że Jorge będzie często przebywał u nas w domu, a ja u niego. Jakoś zrobiło mi się dziwnie...
     - No to opowiadaj kochanie. - powiedział do mnie tata.
   
     Nawijałam im o mojej pracy, o tym co robiłam i tak dalej... Mój ojciec ponowił wcześniej zadane mi pytanie. "Znalazłaś kogoś"?...
     - Nie... A jak tam u Ciebie? W ogóle w Buenos Aires! - szybko zmieniłam temat.
     - Wspaniale. Tylko wiesz... Ruggero czasami sprawia kłopoty... - zaśmiał się i spojrzał na chłopaka. Ten spojrzał na niego z miną "co?! to nie prawda!". Wybuchnęłam śmiechem. Nie mogłam się opanować. Po chwili jego wzrok spoczął na mnie i podniósł jedną brew do góry, co skutkowało głośniejszym śmiechem, jeśli to było możliwe. Dawno się tak nie śmiałam... Tak bardzo za nimi tęskniłam...
     Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi do środka. Do domu. Nie miałam pojęcia kto to jest. Przestałam się śmiać i mając na twarzy wielki uśmiech czekałam, aż ktoś wejdzie do kuchni.
     - Mamo, mogłabyś mnie wcześniej informować o wyjściu z firmy - ten "ktoś" chyba właśnie ściągał bluzę, albo płaszcz. Ale ten głos... i słowo "mamo"... tylko jedna osoba ma taki głos. -. Dopiero co przyjechałem. Chciałem się z Tobą zobaczyć, a dowiaduję się od Amandy, że jesteś na kawie u pana Germana. Następnym ra...  - wtedy wszedł i zaniemówił. Patrzył na mnie. Badał mnie wzrokiem, mając delikatnie otwarte usta. - Martina?... - wyszeptał.
     - Cześć. - odezwałam się. Serce waliło mi jak oszalałe...
     - Co Ty tu robisz?... - zapytał po dłuższej chwili milczenia.
     - To może my was zostawimy samych? - zapytała jego mama i opuścili z moim tatą i Ruggero kuchnie.
     - Odpowiesz?
     - Mój tata chciał, żebym przyjechała, to przyjechałam... A Ty? Myślałam, że zostaniesz na stałe w Madrycie. - po wypowiedzeniu tych słów zrozumiałam, co powiedziałam. - Znaczy, tak sądziłam, nie chodzi mi o to, że chcę byś tam, ugh... znaczy... wiesz o co mi chodzi... - zaśmiał się. Poczułam ciepło w środku.
     - Przyjechałem, bo się stęskniłem za rodziną, przyjaciółmi i... w sprawie firmy naszych rodziców.
     - Czyli tylko ja o tym nie wiedziałam? - zaśmiałam się. Uśmiechnął się ukazując mi swoje białe ząbki i słodkie dołeczki. Oparłam się łokciami o blat, a Jorge podszedł do mnie bliżej.
     - Tęskniłem za Tobą. - powiedział. Oparł się tak samo jak ja po mojej prawej stronie.
     - Ja za Tobą też. - uśmiechnęłam się delikatnie.
     - Jak tam? Znalazłaś sobie kogoś? - zaśmiał się.
     - Czemu każdy o to pyta?! - dołączyłam do niego. - Nie, nie mam. A Ty?
     - Wiesz... - zrobił taką minę specjalnie by mnie wkurzyć i przeciągał.
     - Mów. - dziabnęłam go palcem w brzuch. Poczułam, jak mój paznokieć wbija się w jego twarde mięśnie. Udałam, że nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Ale tak na prawdę, to się tak jakoś dziwnie, ale fajnie, poczułam.
     - No okey. Mam. - smutno mi się robiło, ale tego nie pokazałam. - Opowiem Ci szczegóły później. Chodźmy teraz do naszych rodziców. I Rugge. - chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę salonu. Miałam ochotę zamknąć się w swoim pokoju i nigdy z niego nie wychodzić...

wtorek, 30 września 2014

Czy ktoś mnie w ogóle czyta??? :/ (WAŻNE!)

Hej. Mam takie jedno pytanie. Czy wy mnie jeszcze czytacie? No bo jest coraz mniej komentarzy... Wiem, że jest szkoła i wgl no ale proszę was. Czuję się, jakbym pisała do siebie, dla siebie. Jeżeli czytacie tego, to napiszcie byle co w komentarzy. Choćby kropkę.
Jeżeli będzie mało komentarzy albo wcale, to usuwam bloga.
Tak będzie najprościej.
Przepraszam was za moją nieobecność, ale zrozumcie.
Szkoła, nauka, a do tego przychodzą najróżniejsze problemy...
Zrozumcie.
A, i tak wgl to Wszystkiego Naj z okazji Dnia Chłopca! ;*

wtorek, 16 września 2014

Rozdział 1 sezon 3



Martina



          Dzisiaj wracam do Buenos Aires. Dlaczego? Albo nie... opowiem wam wszystko od początku. No więc tak... Po tym, jak Diego chciał mnie pocałować Jorge wyjechał. No właściwie to wyleciał. Samolotem. Do Madrytu. Przez pierwsze tygodnie było normalnie, nie tak, jak zawsze, ale normalnie. Ale po kilku miesiącach nie miałam co robić. Przestałam śpiewać, wypisałam się ze Studia. Chodziłam tam tylko na lekcję tańca, bo chciałam zachować kondycję. Z naszej paczki odeszło dużo osób. Już nic nie jest takie samo. Wyprowadziłam się z Buenos Aires i zamieszkałam w Nowym Jorku. Tam poznałam kilka osób, ale i tak całe dnie spędzałam przed telewizorem, albo w pracy. Byłam asystentką w takiej jednej firmie. Ale zmęczyłam się tym. Wolne miałam tylko niedziele, czasami. Pracowałam od rana do wieczora. Mój tato chciał, żebym przyleciała do nich na miesiąc, albo kilka tygodni. Zgodziłam się, bo bardzo za nimi tęskniłam. 
      Chwyciłam moje walizki i opuściłam hotel. Złapałam taxi i podałam adres na lotnisko. Dziwne uczucie zawitało w moim brzuchu. Stres? Nie lubię tego...


------------------------------------------------------------------------------
No już, już wyjaśniam.
W ogóle nie miałam pojęcia co napisać, więc zrobiłam sezon 3.
Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam itp.
Myślę, że ten seozn lepiej będzie mi się pisał i napiszę go jak najlepiej.
Jutro mamy wolne (znaczy się nie do końca, bo mamy religię)
Bo mam wycieczkę i to w czasie lekcji ^^
Pozdrawiam ;33
PS Przepraszam za brak pytań do LBA, już je dodałam do postu ;D

poniedziałek, 15 września 2014

LBA! #2 [EDIT] (pytania)

No więc tak... Zostałam nominowana do Liebster Blog Award! Po raz drugi! ;DD Kto mnie nominował? Dziewczyna, która ma fantastycznego bloga <33
http://loveislikemagictry.blogspot.com/ --- cisver77 ;*
Bardzo Ci za to kochana dziękuję <33
Przejdźmy do pytań:
1) Najważniejsze słowo
Odp. Hmm... Właściwie dwa. "Przepraszam" i "Obiecuję"...
2) Ważny cytat
Odp. Nigdy nie żałuj swojej decyzji.
3) Co daje Ci poczucie szczęścia
Odp. Moi przyjaciele ;**
4) Bez czego nie możesz żyć
Odp. Powietrza?? xDD Nie no... tak właściwie, to gdyby nie moi przyjaciele to bym tyle nie wytrzymała xD
5) Dlaczego życie jest takie ważne
Odp. Szczerze? Długo zastanawiałam się nad tą odpowiedzią... Ale myślę, że dlatego, że mamy jakieś powody do szczęścia. Choćby jeden. Jeśli się sami zabijemy, stracimy wszystko... Rodzinę, przyjaciół. Dlatego nie warto popełniać samobójstwa. Skracamy swój żywot, a inni cierpią za nas.

Moje pytania:
1) Dlaczego lubisz pisać
2) Ile lat/miesięcy/dni spędziłaś przy pisaniu (tak około)
3) Gdybyś mogła spotkać się z jakimkolwiek aktorem/aktorką z serialu "Violetta", to kogo byś wybrała
4) Czy czytasz moje opowiadanie
5) Twój ulubiony blog

PS Przepraszam was, że wcześniej nie wstawiłam pytań, ale tak jakoś zaczęłam od razu nominować inne blogi i mi wyleciały z głowy xD Zapomniałam o nich xD

To tyle ;D
Ja nominuję:
1. Invisible z tego przecudownego bloga <33 --> http://amor-que-sobrevivira-todo.blogspot.com/
2. Werkaa Blanco, która prowadzi ślicznego bloga *.* http://leonviolettayfranymarcoo.blogspot.com/
3. Nicole Verdas z bloga, którego czytam od niedawna, a już się zakochałam xD http://leonetta--opowiadanie.blogspot.com/
4. Angiee Polonia z bloga tu obok. Piszesz genialnie ! http://violetta-y-leon.blogspot.com/

Więcej osób nie nominuję, ponieważ wybrałam tylko cztery osoby, które według mnie zasługują. Czytam wszystkie i mogę tylko wypowiedzieć jedno słowo: Cudo ;* (no i ewentualnie Bosko *.*)
Hahah xD

A co do opowiadań to:
Życie Martiny (ten z drugim sezonem) - nwm czy nie zakończyć tej historii. Nie mam pomysłu na niego, w ogóle zepsułam tą historię ;c
2 opowiadanie (nwm jaką zrobić nazwę xD) - niedługo 3 ;D

Pozdrawiam ~,~
Andżelika

piątek, 12 września 2014

Rozdział 12 sezon 2



Martina




     *dwa tygodnie później*
     Na drugi dzień wstałam cała obolała. Źle spałam i mnie wszystko boli.... Postanowiłam, że dzisiaj nie idę do szkoły, nie wyjdę z mojego pokoju, nie opuszczę dziś łóżka. Położyłam się z powrotem i zamknęłam oczy.
     Poleżałam sobie tak chyba tylko pół godziny, gdyż... ktoś zapukał do mojego pokoju. Ugh...
    - Kto? - spytałam z wyraźną niechęcią.
    - Lodo, Cande, Mechi, Alba i ... - tutaj przerwała.
    - I...? Dziewczyny gadajcie... - mówiłam z dalej zamkniętymi oczami, oczekując, aż Morfeusz porwie mnie do krainy snów.
    - Ktoś, kto chciałby z Tobą porozmawiać. - wyminęła Cande.
    - Czyli?! Dziewczyny proszę was, ale nie mam ochoty na głupie zgadywanki... Wchodźcie. - wtedy usłyszałam dźwięk ciągnięcia klamki. Przypomniało mi się, że wczoraj zamykałam drzwi na klucz. Ugh... Zwlokłam swoje ciało i przekręciłam klucz. Z powrotem wróciłam do łóżka i do środka weszła Mechi, Cande, Lodo i Alba.
    - A ta piąta osoba? - spytałam zirytowana ich zachowaniem.
   - Ktoś mnie wołał? - zapytał Diego. Uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego. Przez te dwa tygodnie zbliżyliśmy się do siebie, ale nie w tym sensie. Jest moim przyjacielem i to on pomógł mi, gdy w szpitalu Jorge tak jakby mnie odrzucił. Znaczy, niby jesteśmy "przyjaciółmi", ale i tak nie rozmawiamy ze sobą, ani nic...
    - Jesteś głodna? Na dole Olga Ci zrobiła śniadanie, a my zejdziemy na dół i masz 10 minut na wyszykowanie się.
    - Nie! Ja dzisiaj nie idę do szkoły... - wskoczyłam na moje łóżko.
    - Idziesz. Martina nie możesz opuszczać zajęć. Proszę Cię... - spojrzał mi w oczy.
    - No... okey. - wygoniłam ich z pokoju i podeszłam do szafy. Mogłabym z nimi podyskutować na temat szkoły, ale i tak nie pozwoliliby mi zostać w domu. Wybrałam jakiś czarny sweter i czarne legginsy. Weszłam do łazienki i wykonałam co trzeba. Włosy związałam w luźnego koka, a na twarz nałożyłam delikatny makijaż, czyli: tusz do rzęs (którego prawie nie widać). Szybko zbiegłam na dół do jadalni i chwyciłam bułkę Olgi w ręce.
   - Idę do szkoły! - krzyknęłam i wyciągnęłam z szafki na buty czarne vans'y. Założyłam je na nogi i wyszłam przed dom, gdzie stali moi przyjaciele. Razem z nimi doszłam do szkoły.

    Teraz miałam przerwę na 35 minut, więc weszłam do pustej sali muzycznej i stanęłam przed keyboard'em. Zaczęłam grać melodię do Junto a ti. Pamiętam to... było tak całkiem niedawno.
    - Co tu robisz sama? - zapytał Diego oparty o futrynę. Uśmiechnęłam się delikatnie.
    - Gram... Zaśpiewasz ze mną? - spytałam z nadzieją. Tak dawno z nim nie śpiewałam.
   - Yo soy asi. - powiedział od razu. Zaśmiałam się i zaczęłam grać melodię.

   Y es que yo soy asi
   Mi vida es alocada                                                             
   Siento que voy a mil
   Contigo todo canbia
   
   Y es que yo soy asi
   Con solo una mirada
   Vas a quedar de mi 
   Por siempre enamorada
   
   Kiedy skończyliśmy Diego zaczął się do mnie przybliżać. Na początku się nie domyślałam, o co może mu chodzić, ale kiedy już prawie dotknął moich ust odsunęłam się. Spuściłam głowę na dół.
    - Martina, ja... - do środka wszedł Jorge.
   - Hej, jest zebranie w sali tanecznej, chodźcie. - wiedziałam, że był zazdrosny. Po czym? Jak zawsze podniósł wysoko brwi, oraz to, że zaczął bawić się swoim pierścieniem. Poczułam wtedy jakieś miłe uczucie w środku. To było takie słodkie... ;3
    - Martina, idziesz? - zapytał się, kiedy Diego znajdował się obok niego, a ja wciąż stałam w tym samym miejscu. Kiwnęłam głową i podeszłam do nich. Diego szedł daleko przede mną, a malutki kawałeczek ode mnie szedł Jorge. Czasami czuła, jak jego dłoń przeciera o moją. Wtedy zaciskałam ją w pięść, żeby nie mógł jej chwycić, czy coś, chociaż i tak pewnie tego nie zrobi. Jednak mimo moich myśli, zrobił to. Ale tylko po to, by zaciągnąć mnie do innej sali.
    - Co? - spytałam zdezorientowana. Wtedy on zamknął drzwi i spojrzał się na mnie lekko przestraszony.
    - Czy Ty i Diego... ? - przerwałam mu, bo wiedziałam o co mu chodzi. Co mnie oczywiście bardzo zdenerwowało.
    - A co Cię to w ogóle obchodzi?! Hmm?! Sam mnie odrzuciłeś, a teraz robisz mi sceny zazdrości! Nie mogę w to uwierzyć! Wiesz co?! - krzyknęłam, a w moich oczach pojawiły się łzy.
    - No niby co?! Nienawidzisz mnie?! To już chyba się domyśliłem... - spojrzałam mu prosto w oczy i po prostu wypowiedziałam te słowa.
    - Żałuję, że z tobą chodziłam... - głos mi drżał, a po policzku spłynęła mi łza. Spuścił głowę. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Już miałam wychodzić, ale usłyszałam go.
    - Nie, Tini, proszę, poczekaj, ja... - chwycił mnie w tali i obrócił w swoją stronę. Od razu podniosłam ręce do góry.
    - Nie dotykaj mnie... - zaczęłam się wyrywać, ale Jorge coraz mocniej mnie trzymał. - Puść mnie, proszę... - rozpłakałam się i schowałam twarz w jego torsie. - Błagam...
    - Wysłuchasz mnie do końca? - spytał dając mi warunek. Kiwnęłam głową, nadal mając ją schowaną w jego torsie.
   - Spytałem się czy Ty i Diego... no ten... no. Ponieważ, ja... za kilka dni wyjeżdżam. Do Madrytu. Chciałem tylko się upewnić, że... no wiesz... nie jesteś na mnie zła, ani nic, ale już wiem... Tak, więc nie martw się. Zniknę z Twojego życia na zawsze. - puścił mnie, a ja stałam w bezruchu. Obserwowałam go, każdy jego ruch. A co zrobił? Wyszedł... A ja dopiero teraz uświadomiłam sobie znaczenie jego wcześniejszych słów.

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 11 sezon 2

Martina


   Kiedy wybiegłam z sali Jorge od razu wpadłam w ramiona Diego. Wybuchnęłam płaczem. Otulił mnie swoimi ramionami.
   - Cii... Nie płacz... Co się stało? - chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam... nie mogłam nic z siebie wydusić. Staliśmy tak na środku korytarza przytuleni do siebie.
   - Ej no, Tini... Nie płacz.... Wszystko będzie dobrze...
   - Dziękuję...
   - Za co? - zaśmiał się.
   - Za to, że jesteś tu teraz ze mną i mi pomagasz....
   - Jesteś moją przyjaciółką i... nie, nic już.
   - Mi możesz powiedzieć. - uśmiechnęłam się do niego.
   - Nie, na prawdę, to nic takiego.
   - Okey...- oderwałam się od chłopaka. - Lepiej już pójdę do domu. Jorge pewnie nie chce bym tutaj była... Pa. - pocałowałam go w policzek i opuściłam szpital. Na pieszo poszłam do domu. Jeszcze znając moje szczęście pod koniec drogi zaczął padać deszcz. Mokra weszłam do środka.
   - Martina co Ci się stało?! Marsz się przebrać! I gdy skończysz przychodzisz do mojego gabinetu. Porozmawiamy sobie trochę. - oznajmił tata stanowczym głosem.
 
   Już od 15 minut bredzi na temat tego, że opuszczam zajęcia, włóczę się gdzieś po ulicy, że zrobiłam się jakaś dziwna...
    -Tato możesz skończyć?! Nie dziwie się, że teraz mi robisz awantury skoro nie masz zielonego pojęcia, co się dzieje u mnie! Nic o mnie nie wiesz! Dlatego proszę Cię, daruj sobie. - wyszłam mimo sprzeciwu mojego ojca i pobiegłam do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i położyłam się na łóżku. Łzy spłynęły mi po policzkach...



niedziela, 24 sierpnia 2014

Rozdział 10 sezon 2

Martina


   Czekałam pod salą już drugą godzinę. Byli ze mną Diego, Facundo, Xab, Ruggero, Mercedes, Lodo, Cande, Alba, Conni, Valeria i Pablo. Strasznie się martwię o Jorge. Myślałam, że nic mu nie jest, że to nie jest nic poważnego. Diego mnie uspokaja, ale jeśli na prawdę coś mu jest? Właśnie wróciła Mora. Oderwałam się od Dominiqueza i podeszłam do niej. Chwyciłam jej nadgarstek i zaciągnęłam do łazienki.
   -O co Ci chodzi? Możesz mnie już puścić?! - krzyknęła.
   - Słuchaj. Muszę wiedzieć, co się stało. Dlaczego tutaj wylądował? I dlaczego z nim ciągle siedzisz?
   - Dlaczego? Przyszedł na tor w złym humorze. Zabrał swój motor i od razu poszedł jeździć. Nie wyrobił na zakręcie, motor go przygniótł, a potem... a potem stracił przytomność.
   - Co? - mój głos zadrżał. On jest głupi czy co?! W takim stanie poszedł jeździć?! Przecież mógł się zabić! Kiedy tak pomyślałam, przypomniała mi się moja próba samobójcza. Zrobiło mi się głupio. Mora wyszła, a ja usiadłam na tych zimnych kafelkach. On chciał się zabić?...

Jorge


   Lekarz ciągle mi robił badania. Przez ten cały czas myślałem o jednym. Martina do mnie przyszła, pocałowała mnie... a przecież nie dawno sama ze mną zerwała. Siedziała ze mną, kiedy tutaj leżałem? Czuwała nade mną każdego dnia? Muszę z nią o tym porozmawiać.
   - Dobrze. Wszystkie wyniki badań wskazują na to, że praktycznie nic panu nie jest. Jednak możesz mieć w ciągu najbliższych dwóch tygodni częste omdlenia. - już miał coś powiedzieć, ale przerwała mu pielęgniarka, słowami "pacjent spod 13 się dusi", więc szybko pobiegł za dziewczyną, która wyglądała na 19-20 lat. Ogólnie młode tu są pielęgniarki ;). 
   Nagle usłyszałem dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałem się w tamtą stronę. Martina.
   - Hej. Jak się czujesz? - spytała siadając obok mnie na łóżku.
   - Dobrze. Dzięki. Martina... ?
   - Tak? - spytała szybko.
   - Siedziałaś ze mną cały czas?... - i wtedy spuściła głowę.
   - Nie... Dopiero od dzisiaj. Przez weekend się z Tobą nie widziałam. Ale jak przyszłam do szkoły, Diego zapytał się mnie, czy jesteś. Wytłumaczyłam mu, że już... nie jesteśmy razem... ale nalegał, bym do Ciebie zadzwoniła. Mówił, że ode mnie być może odbierzesz. - uśmiechnęła się. - ale nie odebrałeś. Nie Ty. Mora. - tutaj posmutniała. - oddałam telefon Diego, nie chciałam gadać z Twoją nową dziewczyną. - zmarszczyłem brwi. Przecież to nie moja dziewczyna! - Diego dowiedział się, że jesteś w szpitalu. Nie miałam o tym pojęcia. Przyjechałam z nim jak najszybciej.
   - Mora nie jest moją dziewczyną. Nie wiem dlaczego tak pomyślałaś, ale... nie.
   - Aha... - złapała mnie za dłoń. - Jorge... przepraszam Cię za tamto... Ja nie chciałam krzyczeć, po prostu... wybuchłam.
   - Ja też Cię przepraszam. Nie chciałem, by tak wyszło z Vicky.
   - Czyli, że... wracamy do siebie? - zapytała z delikatnym uśmiechem.
   - Nie... Tini... Musimy dać sobie trochę czasu. Przemyśleć to wszystko...
   - Okey. - puściła moją dłoń i podeszła w stronę drzwi. Jednak szybko się wróciła i wpoiła w moje usta. Przymknęła oczy, tak jak zawsze. Patrzyłem się na nią ze zdziwieniem, ale i tęsknotą. Po chwili, tej dłuższej, się ode mnie oderwała. Spojrzała mi ostatni raz w oczy i wybiegła z sali. Dopiero po chwili skumałem co się właśnie wydarzyło....