Bardzo Wam Dziękuję za te wspaniałe komentarze ;* Kocham W;as i wiele to dla mnie znaczy *.* Jeżeli na czyimś bloga zaobserwowanym przeze mnie nie komentuje to znaczy, że nie mam czasu. Nauka, dodatkowe zajęcia itd... Zrozumcie /

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 3 s. 3





3




     Dziewczyna wstała rano o godzinie 12:00. Dość późno wczoraj Blanco'wie opuścili dom. Doszedł do tego alkohol i ... są konsekwencje. Rozejrzała się po pokoju i jej wzrok spoczął na nierozpakowanych walizkach. Ugh... - pomyślała. Wstała z jękiem i kucnęła przed czarnym obiektem. Otworzyła i zaczęła wybierać ciuchy na dzisiejszy dzień. Wyciągnęła bordową bluzę, która odkrywa jedno ramię, szare dresy i adidasy. Oczywiście po chwili zabrała bieliznę (czarną) i białe skarpetki (stópki). Po przygotowaniu stroju na dzisiejszy dzień udała się do łazienki.

     - Dzień dobry. - usłyszała głos za swoimi plecami. Dziewczyna siedziała na kanapie i oglądała film. Obejrzała się za siebie i ujrzała Jorge. Uśmiechnęła się.
     - Co ty tu robisz? - zapytała. Usiadł obok niej i chwycił jej dłoń. Poczuła przyjemny dreszcz i coś dziwnego w brzuchu.
     - Zabieram Cię na spacer. Musimy sobie porozmawiać. - powiedział tajemniczo.
     - O czym? - zaciekawiła się.
     - O wszystkim. - odpowiedział jej i podniósł się z kanapy wciąż mając jej dłoń w swojej. - To jak?
     - No dobrze. Ale poczekaj chwilkę, przebiorę się. - jęknął i pociągnął ją w stronę drzwi.
     - Wyglądasz pięknie. Dlatego teraz założysz bluzę i pójdziesz ze mną. - uśmiechnął się.
     - Dziękuję, ale i tak muszę iść do pokoju po bluzę. Nie rozpakowałam się jeszcze. - zaśmiała się. Z niechęcią puścili swoje ręce. Ostatni raz na niego spojrzała i pobiegła szybko na górę.

     Szli przez park. Co jakiś czas odzywając się do siebie. Martina przyglądała się Buenos Aires. Dawno tu nie była... Nagle poczuła, że znowu ją łapie za dłoń. Usiedli na ławce.
     - No, to opowiadaj.
     - Ale o czym? - uśmiechnęła się.
     - O wszystkim. - oznajmił krótko.
     - A możesz ty zacząć? - zaśmiał się i przytaknął głową.
     - No więc tak... nie wiem od czego zacząć. Pamiętasz to wczorajsze pytanie "znalazłaś kogoś"? No więc powiedziałem, że tak. Jest to Roxy, jest w naszym wieku. Na pewno się polubicie.
     - A czym się zajmuje? - spytała z lekkim smutkiem.
     - Głównie komponowaniem. Ma już na swoim koncie kilka fajnych piosenek. Ostatnio też narzekała, że nie może napisać tekstu. Być może razem go napiszecie? - zaśmiał się. - A ty?
     - Ja nikogo nie mam. Nie miałam czasu, by o tym myśleć. Całe dnie pracowałam.
     - Przejdziemy się na plażę? - zaproponował. Skinęła głową, więc wyruszyli.
     Cały czas o czymś zawzięcie rozmawiali. Aż dotarli do celu. Przechodzili blisko brzegu, przez co mieli delikatnie pomoczone buty. Stanęli w pewnym miejscu i dalej rozmawiali. Byli bardzo blisko siebie. Martinie było przykro i smutno, że Jorge znalazł sobie kogoś. Zaś Jorge było głupio, że on "odnalazł swoje szczęście", a ona jest dalej sama. Zaśmiał się, kiedy przypomniała mu się sytuacja w Studiu. Wtedy ostatni raz tam była.
     - Tęskniłem za tobą. Wiesz? - spojrzał w jej oczy.
     - Wiem - zaśmiała się. - Bo ja też.
     Odwróciła głowę w jego stronę, a ten, nieświadom tego co robi pocałował ją. Zapragnął ponownie poczuć smak jej ust. Nie myślał o tym, że właśnie zdradza swoją dziewczynę. O niczym nie myślał.
     A Martina? Była zaskoczona. Czuła, jak w jej brzuchu buszuje miliony tych potworów.
     Po chwili jednak chłopak zrozumiał co robi i się od niej oderwał. Czuł się niezręcznie, ona zresztą tak samo. Nie wiedzieli co powiedzieć, ani CZY coś powiedzieć. W końcu Jorge przerwał tą napiętą ciszę.
     - Przepraszam, ja... nie wiem co się ze mną stało. Na prawdę nie wiem. Zapomnijmy o tym. - spojrzał w jej czekoladowe oczy ze smutną miną.
     - Jak ja mam zapomnieć o tym, że mnie pocałowałeś?! - krzyknęła ze łzami w oczach. - Lepiej będzie jak sobie pójdę.
     - Nie! Martina, proszę cię... - przerwała mu.
     - Nie bój się. Nic nie powiem Roxy. Możesz być tego świadomy. - powiedziała oschle idąc po piasku w stronę jej domu. Podbiegł do niej szybko i chwycił jej nadgarstek.
     - Proszę cię... to nie miało być tak...
     - Ale to zepsułeś! - krzyknęła. Poczuła, jak pierwsza łza wypłynęła jej z oka. Szybko ją wytarła i wymijając go wróciła do domu.
     Tam nie dawał jej spokoju. Co chwilę wydzwaniał na jej telefon, na domowy... ale za każdym razem nie odbierała. W końcu wyłączyła komórkę. Usadowiła się na kanapie i włączyła TV. Nikogo nie było w domu. Wszyscy byli w pracy. Oprócz Olgi, która akurat poszła do sklepu uzupełnić lodówkę. I tak właśnie spędziła resztę dnia. Samotnie, oglądając obrazki, które leciały w telewizji. Nie słuchała tego, co mówili. Była zajęta. Uporządkowała myśli. Nie miała pojęcia co ma teraz zrobić. Wciąż czuła jego wargi na swoich. I  ten ton, jakim do niej mówił. Dopiero co przyjechała, a tu już takie coś. W końcu zmęczona zasnęła przed włączonym telewizorem.
      Kiedy jej ojciec wrócił, było bardzo późno. Zgasił jej kablówkę i przykrył grubym kocem, by nie było jej zimno w nocy. Ucałował jej czoło. Był szczęśliwy. Cieszył się, że nareszcie tutaj jest. W swoim prawdziwym domu.

piątek, 24 października 2014

Rozdział 2 s.3




Martina




     Po opuszczeniu lotniska próbowałam złapać taksówkę, ale jakoś mi się to nie udawało. Dlatego wyciągnęłam z mojej torebki i Phone i wykręciłam numer Ruggero.
     - Co chciałaś gaduło? - powitał mnie ''miło''.
     - Odebrałbyś mnie z lotniska?
     - Jasne. Poczekaj 10 minut. 
     - Dziękuję. - wcisnęłam czerwoną słuchawkę i włożyłam telefon ponownie do torebki.
    
     - Martina! - krzyknął mój ojciec, gdy weszłam do domu. Uśmiechnęłam się. Nie mogłam się doczekać spotkania.
     - Tato! - również krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
     - Już tak szybko? Jak Ci minął lot? Jak tam w Nowym Jorku? Znalazłaś sobie kogoś? - zadawał mnóstwo pytań. To ostatnie mnie zdziwiło.
     - Dzień dobry. - usłyszałam głos za plecami swojego ojca. Kobiecy głos. Spojrzałam się w tamtą stronę i ujrzałam panią Blanco. Uśmiechnęłam się sztucznie. Pomyślałam, że skoro jest ona, to będzie jeszcze jej mąż i ich syn. Jorge. A nie... Jorge jest w Madrycie. Zapomniałam...
     - Dzień dobry. 
     - Jak widzę cała i zdrowa.
     - Na szczęście. Jest ktoś jeszcze w tym domu?
     - Nie. Ale dzisiaj ma przyjechać Jorge. Długo się nie widzieliście.
     - Yhym... - mruknęłam. - A co u niego? - postanowiłam się zapytać.
     - Wszystko dobrze. A nawet bardzo dobrze. Chodź, zrobię Ci herbatę albo kawę. Co wolisz?
     - Kawę.
     Przeszliśmy do kuchni. Zastanawiało mnie to, co tutaj robi pani Blanco.
     - Przepraszam, że tak to zabrzmi, ale... co pani tutaj robi?
     - Prowadzimy, a właściwie, to zaczęliśmy prowadzić wspólną firmę.
     - Aha... - od razu pomyślałam sobie, że Jorge będzie często przebywał u nas w domu, a ja u niego. Jakoś zrobiło mi się dziwnie...
     - No to opowiadaj kochanie. - powiedział do mnie tata.
   
     Nawijałam im o mojej pracy, o tym co robiłam i tak dalej... Mój ojciec ponowił wcześniej zadane mi pytanie. "Znalazłaś kogoś"?...
     - Nie... A jak tam u Ciebie? W ogóle w Buenos Aires! - szybko zmieniłam temat.
     - Wspaniale. Tylko wiesz... Ruggero czasami sprawia kłopoty... - zaśmiał się i spojrzał na chłopaka. Ten spojrzał na niego z miną "co?! to nie prawda!". Wybuchnęłam śmiechem. Nie mogłam się opanować. Po chwili jego wzrok spoczął na mnie i podniósł jedną brew do góry, co skutkowało głośniejszym śmiechem, jeśli to było możliwe. Dawno się tak nie śmiałam... Tak bardzo za nimi tęskniłam...
     Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi do środka. Do domu. Nie miałam pojęcia kto to jest. Przestałam się śmiać i mając na twarzy wielki uśmiech czekałam, aż ktoś wejdzie do kuchni.
     - Mamo, mogłabyś mnie wcześniej informować o wyjściu z firmy - ten "ktoś" chyba właśnie ściągał bluzę, albo płaszcz. Ale ten głos... i słowo "mamo"... tylko jedna osoba ma taki głos. -. Dopiero co przyjechałem. Chciałem się z Tobą zobaczyć, a dowiaduję się od Amandy, że jesteś na kawie u pana Germana. Następnym ra...  - wtedy wszedł i zaniemówił. Patrzył na mnie. Badał mnie wzrokiem, mając delikatnie otwarte usta. - Martina?... - wyszeptał.
     - Cześć. - odezwałam się. Serce waliło mi jak oszalałe...
     - Co Ty tu robisz?... - zapytał po dłuższej chwili milczenia.
     - To może my was zostawimy samych? - zapytała jego mama i opuścili z moim tatą i Ruggero kuchnie.
     - Odpowiesz?
     - Mój tata chciał, żebym przyjechała, to przyjechałam... A Ty? Myślałam, że zostaniesz na stałe w Madrycie. - po wypowiedzeniu tych słów zrozumiałam, co powiedziałam. - Znaczy, tak sądziłam, nie chodzi mi o to, że chcę byś tam, ugh... znaczy... wiesz o co mi chodzi... - zaśmiał się. Poczułam ciepło w środku.
     - Przyjechałem, bo się stęskniłem za rodziną, przyjaciółmi i... w sprawie firmy naszych rodziców.
     - Czyli tylko ja o tym nie wiedziałam? - zaśmiałam się. Uśmiechnął się ukazując mi swoje białe ząbki i słodkie dołeczki. Oparłam się łokciami o blat, a Jorge podszedł do mnie bliżej.
     - Tęskniłem za Tobą. - powiedział. Oparł się tak samo jak ja po mojej prawej stronie.
     - Ja za Tobą też. - uśmiechnęłam się delikatnie.
     - Jak tam? Znalazłaś sobie kogoś? - zaśmiał się.
     - Czemu każdy o to pyta?! - dołączyłam do niego. - Nie, nie mam. A Ty?
     - Wiesz... - zrobił taką minę specjalnie by mnie wkurzyć i przeciągał.
     - Mów. - dziabnęłam go palcem w brzuch. Poczułam, jak mój paznokieć wbija się w jego twarde mięśnie. Udałam, że nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Ale tak na prawdę, to się tak jakoś dziwnie, ale fajnie, poczułam.
     - No okey. Mam. - smutno mi się robiło, ale tego nie pokazałam. - Opowiem Ci szczegóły później. Chodźmy teraz do naszych rodziców. I Rugge. - chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę salonu. Miałam ochotę zamknąć się w swoim pokoju i nigdy z niego nie wychodzić...

wtorek, 30 września 2014

Czy ktoś mnie w ogóle czyta??? :/ (WAŻNE!)

Hej. Mam takie jedno pytanie. Czy wy mnie jeszcze czytacie? No bo jest coraz mniej komentarzy... Wiem, że jest szkoła i wgl no ale proszę was. Czuję się, jakbym pisała do siebie, dla siebie. Jeżeli czytacie tego, to napiszcie byle co w komentarzy. Choćby kropkę.
Jeżeli będzie mało komentarzy albo wcale, to usuwam bloga.
Tak będzie najprościej.
Przepraszam was za moją nieobecność, ale zrozumcie.
Szkoła, nauka, a do tego przychodzą najróżniejsze problemy...
Zrozumcie.
A, i tak wgl to Wszystkiego Naj z okazji Dnia Chłopca! ;*

wtorek, 16 września 2014

Rozdział 1 sezon 3



Martina



          Dzisiaj wracam do Buenos Aires. Dlaczego? Albo nie... opowiem wam wszystko od początku. No więc tak... Po tym, jak Diego chciał mnie pocałować Jorge wyjechał. No właściwie to wyleciał. Samolotem. Do Madrytu. Przez pierwsze tygodnie było normalnie, nie tak, jak zawsze, ale normalnie. Ale po kilku miesiącach nie miałam co robić. Przestałam śpiewać, wypisałam się ze Studia. Chodziłam tam tylko na lekcję tańca, bo chciałam zachować kondycję. Z naszej paczki odeszło dużo osób. Już nic nie jest takie samo. Wyprowadziłam się z Buenos Aires i zamieszkałam w Nowym Jorku. Tam poznałam kilka osób, ale i tak całe dnie spędzałam przed telewizorem, albo w pracy. Byłam asystentką w takiej jednej firmie. Ale zmęczyłam się tym. Wolne miałam tylko niedziele, czasami. Pracowałam od rana do wieczora. Mój tato chciał, żebym przyleciała do nich na miesiąc, albo kilka tygodni. Zgodziłam się, bo bardzo za nimi tęskniłam. 
      Chwyciłam moje walizki i opuściłam hotel. Złapałam taxi i podałam adres na lotnisko. Dziwne uczucie zawitało w moim brzuchu. Stres? Nie lubię tego...


------------------------------------------------------------------------------
No już, już wyjaśniam.
W ogóle nie miałam pojęcia co napisać, więc zrobiłam sezon 3.
Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam itp.
Myślę, że ten seozn lepiej będzie mi się pisał i napiszę go jak najlepiej.
Jutro mamy wolne (znaczy się nie do końca, bo mamy religię)
Bo mam wycieczkę i to w czasie lekcji ^^
Pozdrawiam ;33
PS Przepraszam za brak pytań do LBA, już je dodałam do postu ;D

poniedziałek, 15 września 2014

LBA! #2 [EDIT] (pytania)

No więc tak... Zostałam nominowana do Liebster Blog Award! Po raz drugi! ;DD Kto mnie nominował? Dziewczyna, która ma fantastycznego bloga <33
http://loveislikemagictry.blogspot.com/ --- cisver77 ;*
Bardzo Ci za to kochana dziękuję <33
Przejdźmy do pytań:
1) Najważniejsze słowo
Odp. Hmm... Właściwie dwa. "Przepraszam" i "Obiecuję"...
2) Ważny cytat
Odp. Nigdy nie żałuj swojej decyzji.
3) Co daje Ci poczucie szczęścia
Odp. Moi przyjaciele ;**
4) Bez czego nie możesz żyć
Odp. Powietrza?? xDD Nie no... tak właściwie, to gdyby nie moi przyjaciele to bym tyle nie wytrzymała xD
5) Dlaczego życie jest takie ważne
Odp. Szczerze? Długo zastanawiałam się nad tą odpowiedzią... Ale myślę, że dlatego, że mamy jakieś powody do szczęścia. Choćby jeden. Jeśli się sami zabijemy, stracimy wszystko... Rodzinę, przyjaciół. Dlatego nie warto popełniać samobójstwa. Skracamy swój żywot, a inni cierpią za nas.

Moje pytania:
1) Dlaczego lubisz pisać
2) Ile lat/miesięcy/dni spędziłaś przy pisaniu (tak około)
3) Gdybyś mogła spotkać się z jakimkolwiek aktorem/aktorką z serialu "Violetta", to kogo byś wybrała
4) Czy czytasz moje opowiadanie
5) Twój ulubiony blog

PS Przepraszam was, że wcześniej nie wstawiłam pytań, ale tak jakoś zaczęłam od razu nominować inne blogi i mi wyleciały z głowy xD Zapomniałam o nich xD

To tyle ;D
Ja nominuję:
1. Invisible z tego przecudownego bloga <33 --> http://amor-que-sobrevivira-todo.blogspot.com/
2. Werkaa Blanco, która prowadzi ślicznego bloga *.* http://leonviolettayfranymarcoo.blogspot.com/
3. Nicole Verdas z bloga, którego czytam od niedawna, a już się zakochałam xD http://leonetta--opowiadanie.blogspot.com/
4. Angiee Polonia z bloga tu obok. Piszesz genialnie ! http://violetta-y-leon.blogspot.com/

Więcej osób nie nominuję, ponieważ wybrałam tylko cztery osoby, które według mnie zasługują. Czytam wszystkie i mogę tylko wypowiedzieć jedno słowo: Cudo ;* (no i ewentualnie Bosko *.*)
Hahah xD

A co do opowiadań to:
Życie Martiny (ten z drugim sezonem) - nwm czy nie zakończyć tej historii. Nie mam pomysłu na niego, w ogóle zepsułam tą historię ;c
2 opowiadanie (nwm jaką zrobić nazwę xD) - niedługo 3 ;D

Pozdrawiam ~,~
Andżelika

piątek, 12 września 2014

Rozdział 12 sezon 2



Martina




     *dwa tygodnie później*
     Na drugi dzień wstałam cała obolała. Źle spałam i mnie wszystko boli.... Postanowiłam, że dzisiaj nie idę do szkoły, nie wyjdę z mojego pokoju, nie opuszczę dziś łóżka. Położyłam się z powrotem i zamknęłam oczy.
     Poleżałam sobie tak chyba tylko pół godziny, gdyż... ktoś zapukał do mojego pokoju. Ugh...
    - Kto? - spytałam z wyraźną niechęcią.
    - Lodo, Cande, Mechi, Alba i ... - tutaj przerwała.
    - I...? Dziewczyny gadajcie... - mówiłam z dalej zamkniętymi oczami, oczekując, aż Morfeusz porwie mnie do krainy snów.
    - Ktoś, kto chciałby z Tobą porozmawiać. - wyminęła Cande.
    - Czyli?! Dziewczyny proszę was, ale nie mam ochoty na głupie zgadywanki... Wchodźcie. - wtedy usłyszałam dźwięk ciągnięcia klamki. Przypomniało mi się, że wczoraj zamykałam drzwi na klucz. Ugh... Zwlokłam swoje ciało i przekręciłam klucz. Z powrotem wróciłam do łóżka i do środka weszła Mechi, Cande, Lodo i Alba.
    - A ta piąta osoba? - spytałam zirytowana ich zachowaniem.
   - Ktoś mnie wołał? - zapytał Diego. Uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego. Przez te dwa tygodnie zbliżyliśmy się do siebie, ale nie w tym sensie. Jest moim przyjacielem i to on pomógł mi, gdy w szpitalu Jorge tak jakby mnie odrzucił. Znaczy, niby jesteśmy "przyjaciółmi", ale i tak nie rozmawiamy ze sobą, ani nic...
    - Jesteś głodna? Na dole Olga Ci zrobiła śniadanie, a my zejdziemy na dół i masz 10 minut na wyszykowanie się.
    - Nie! Ja dzisiaj nie idę do szkoły... - wskoczyłam na moje łóżko.
    - Idziesz. Martina nie możesz opuszczać zajęć. Proszę Cię... - spojrzał mi w oczy.
    - No... okey. - wygoniłam ich z pokoju i podeszłam do szafy. Mogłabym z nimi podyskutować na temat szkoły, ale i tak nie pozwoliliby mi zostać w domu. Wybrałam jakiś czarny sweter i czarne legginsy. Weszłam do łazienki i wykonałam co trzeba. Włosy związałam w luźnego koka, a na twarz nałożyłam delikatny makijaż, czyli: tusz do rzęs (którego prawie nie widać). Szybko zbiegłam na dół do jadalni i chwyciłam bułkę Olgi w ręce.
   - Idę do szkoły! - krzyknęłam i wyciągnęłam z szafki na buty czarne vans'y. Założyłam je na nogi i wyszłam przed dom, gdzie stali moi przyjaciele. Razem z nimi doszłam do szkoły.

    Teraz miałam przerwę na 35 minut, więc weszłam do pustej sali muzycznej i stanęłam przed keyboard'em. Zaczęłam grać melodię do Junto a ti. Pamiętam to... było tak całkiem niedawno.
    - Co tu robisz sama? - zapytał Diego oparty o futrynę. Uśmiechnęłam się delikatnie.
    - Gram... Zaśpiewasz ze mną? - spytałam z nadzieją. Tak dawno z nim nie śpiewałam.
   - Yo soy asi. - powiedział od razu. Zaśmiałam się i zaczęłam grać melodię.

   Y es que yo soy asi
   Mi vida es alocada                                                             
   Siento que voy a mil
   Contigo todo canbia
   
   Y es que yo soy asi
   Con solo una mirada
   Vas a quedar de mi 
   Por siempre enamorada
   
   Kiedy skończyliśmy Diego zaczął się do mnie przybliżać. Na początku się nie domyślałam, o co może mu chodzić, ale kiedy już prawie dotknął moich ust odsunęłam się. Spuściłam głowę na dół.
    - Martina, ja... - do środka wszedł Jorge.
   - Hej, jest zebranie w sali tanecznej, chodźcie. - wiedziałam, że był zazdrosny. Po czym? Jak zawsze podniósł wysoko brwi, oraz to, że zaczął bawić się swoim pierścieniem. Poczułam wtedy jakieś miłe uczucie w środku. To było takie słodkie... ;3
    - Martina, idziesz? - zapytał się, kiedy Diego znajdował się obok niego, a ja wciąż stałam w tym samym miejscu. Kiwnęłam głową i podeszłam do nich. Diego szedł daleko przede mną, a malutki kawałeczek ode mnie szedł Jorge. Czasami czuła, jak jego dłoń przeciera o moją. Wtedy zaciskałam ją w pięść, żeby nie mógł jej chwycić, czy coś, chociaż i tak pewnie tego nie zrobi. Jednak mimo moich myśli, zrobił to. Ale tylko po to, by zaciągnąć mnie do innej sali.
    - Co? - spytałam zdezorientowana. Wtedy on zamknął drzwi i spojrzał się na mnie lekko przestraszony.
    - Czy Ty i Diego... ? - przerwałam mu, bo wiedziałam o co mu chodzi. Co mnie oczywiście bardzo zdenerwowało.
    - A co Cię to w ogóle obchodzi?! Hmm?! Sam mnie odrzuciłeś, a teraz robisz mi sceny zazdrości! Nie mogę w to uwierzyć! Wiesz co?! - krzyknęłam, a w moich oczach pojawiły się łzy.
    - No niby co?! Nienawidzisz mnie?! To już chyba się domyśliłem... - spojrzałam mu prosto w oczy i po prostu wypowiedziałam te słowa.
    - Żałuję, że z tobą chodziłam... - głos mi drżał, a po policzku spłynęła mi łza. Spuścił głowę. Podeszłam do drzwi i je otworzyłam. Już miałam wychodzić, ale usłyszałam go.
    - Nie, Tini, proszę, poczekaj, ja... - chwycił mnie w tali i obrócił w swoją stronę. Od razu podniosłam ręce do góry.
    - Nie dotykaj mnie... - zaczęłam się wyrywać, ale Jorge coraz mocniej mnie trzymał. - Puść mnie, proszę... - rozpłakałam się i schowałam twarz w jego torsie. - Błagam...
    - Wysłuchasz mnie do końca? - spytał dając mi warunek. Kiwnęłam głową, nadal mając ją schowaną w jego torsie.
   - Spytałem się czy Ty i Diego... no ten... no. Ponieważ, ja... za kilka dni wyjeżdżam. Do Madrytu. Chciałem tylko się upewnić, że... no wiesz... nie jesteś na mnie zła, ani nic, ale już wiem... Tak, więc nie martw się. Zniknę z Twojego życia na zawsze. - puścił mnie, a ja stałam w bezruchu. Obserwowałam go, każdy jego ruch. A co zrobił? Wyszedł... A ja dopiero teraz uświadomiłam sobie znaczenie jego wcześniejszych słów.

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 11 sezon 2

Martina


   Kiedy wybiegłam z sali Jorge od razu wpadłam w ramiona Diego. Wybuchnęłam płaczem. Otulił mnie swoimi ramionami.
   - Cii... Nie płacz... Co się stało? - chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam... nie mogłam nic z siebie wydusić. Staliśmy tak na środku korytarza przytuleni do siebie.
   - Ej no, Tini... Nie płacz.... Wszystko będzie dobrze...
   - Dziękuję...
   - Za co? - zaśmiał się.
   - Za to, że jesteś tu teraz ze mną i mi pomagasz....
   - Jesteś moją przyjaciółką i... nie, nic już.
   - Mi możesz powiedzieć. - uśmiechnęłam się do niego.
   - Nie, na prawdę, to nic takiego.
   - Okey...- oderwałam się od chłopaka. - Lepiej już pójdę do domu. Jorge pewnie nie chce bym tutaj była... Pa. - pocałowałam go w policzek i opuściłam szpital. Na pieszo poszłam do domu. Jeszcze znając moje szczęście pod koniec drogi zaczął padać deszcz. Mokra weszłam do środka.
   - Martina co Ci się stało?! Marsz się przebrać! I gdy skończysz przychodzisz do mojego gabinetu. Porozmawiamy sobie trochę. - oznajmił tata stanowczym głosem.
 
   Już od 15 minut bredzi na temat tego, że opuszczam zajęcia, włóczę się gdzieś po ulicy, że zrobiłam się jakaś dziwna...
    -Tato możesz skończyć?! Nie dziwie się, że teraz mi robisz awantury skoro nie masz zielonego pojęcia, co się dzieje u mnie! Nic o mnie nie wiesz! Dlatego proszę Cię, daruj sobie. - wyszłam mimo sprzeciwu mojego ojca i pobiegłam do mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i położyłam się na łóżku. Łzy spłynęły mi po policzkach...