Bardzo Wam Dziękuję za te wspaniałe komentarze ;* Kocham W;as i wiele to dla mnie znaczy *.* Jeżeli na czyimś bloga zaobserwowanym przeze mnie nie komentuje to znaczy, że nie mam czasu. Nauka, dodatkowe zajęcia itd... Zrozumcie /

niedziela, 20 kwietnia 2014

Rozdział 21 sezon 1

Dla.... Borkoś Blanco <3 
Martina
Dzisiaj rano wstałam około godziny 11:40. Jakoś inaczej się czułam po rozmowie z Mercedes. Nie czułam się tak zdołowana i stęskniona. Ona uświadomiła mi, dlaczego oni to robią. Oczywiście, że chcę, by byli przy mnie, ale nie można mieć wszystkiego, czego się zapragnie. Poszłam zrobić sobie śniadanie, przebrałam się i kolejny dzień rozpoczęłam od obejrzenia czegoś w telewizji.
 Jednak po pół godzinie mi się znudziło. Wyciągnęłam telefon i napisałam do mojego taty.
"Cześć tato. Niestety nie wiem kiedy wrócę z naszego wypadu nad morze ;) Przepraszam"
Odpisał mi, że nic się nie stało, ale niech Rugge się mną opiekuje. Ach... Czasami przesadza. No ale co ja mam zrobić? Mam jeszcze 17 lat i mam mało do gadania.... Niestety. Z góry zeszła Lodovica i usiadła obok mnie na kanapie.
-Tini, musimy pogadać. Bo chodzi o to, że Jorge... -przerwałam jej.
-Co mu się stało? Wszystko dobrze?! -przeraziłam się.
-Nie, nie... Rozmawiałam z nim o Tobie i... Martwi się o Ciebie.
-W sensie?
-Nic nie jesz, nie pijesz... Martina naprawdę się o Ciebie boimy.
-Wczoraj rozmawiałam z Mechi i wiem, że tym tylko sobie szkodzę. Oni to robią dla nas, a ja im tylko przeszkadzałam. Moje zachowanie było głupie, ale nie mogę cofnąć czasu... Przepraszam was.
-Okey. Czyli sprawa zamknięta. A jak się trzymasz?
-Lepiej. Co robimy?
-Nie wiem. Idziemy się przejść?
-Jasne. -założyłam na siebie skórzaną kurteczkę i przełożyłam przez ramię moją beżową torebkę. Włożyłam do niej telefon, chusteczki, klucze do domku i butelkę picia. Później wyszłam razem z dziewczyną na spacerek po plaży, jednak w trakcie....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No wiem, urywam wam w takim momencie.... Ale nie długo się dowiecie co takiego się stało ;) 
Blancowaa <3
Przypominam o ankiecie! ;**


sobota, 19 kwietnia 2014

Życzenia ;D

No więc tak... Życzę miłych, pogodnych, wesołych, dobrze zorganizowanych dni. By wszystko szło po naszej myśli, spełnienia marzeń, zdrowia i dla nie których WENY! ♥♥♥ Dobrych ocen xD
Może nie są zbyt dobre, długie i wg. ale płynące prosto z serca kochani ♥ ;** I tego wam właśnie życzę.
Pozdro dla każdego ;D
Blancowaa <3 ★

Rozdział 20 sezon 1

Mercedes
Około godziny 23:40 weszłam do pokoju mojego i Martiny. Dziewczyna siedziała na parapecie ze słuchawkami w uszach. Miała przymknięte powieki, a na policzkach ślady po łzach.
-Tini wszystko dobrze? -zapytałam. Chyba mnie nie usłyszała. Szturchnęła ją lekko w ramię. Od razu otworzyła oczy i spojrzała na mnie zmęczona.
-Coś się stało?
-Oprócz tego, że nie mogę normalnie z Tobą porozmawiać, to nic...
-Nie zrozumiesz...
-Rugge przy mnie też nie ma, ale wiem, że to robi dla mnie. Tak samo Jorge. Nie wiesz ile razy o Tobie gadał, gdy uciekaliśmy przed nimi, albo... nie wygadasz?
-Nie.
-Kiedyś jak spał, słyszałam jak krzyczy Twoje imię. Nie mam pojęcia co mu się śniło, ale potem się uśmiechał przez sen.
-Kocham go... -zaśmiała się. Przytuliłyśmy się.
-Tęskniłam za Tobą....-uśmiechnęłam się.
Martina
-Ja za Tobą też... Dobra! Czas do łóżka. Jest już na serio późno... -opatuliłam się miękką kołderką i zasnęłam wspominając dzisiejsze spotkanie z moim najlepszym, najprzystojniejszym, najbardziej utalentowanym, romantycznym, kochanym, czułym, inteligentny... co ja..? Ach tak. Wspominałam spotkanie z moim chłopakiem. Ale czy on i ja, jesteśmy dalej razem? W końcu ze mną zerwał, ale to tylko dla mojego dobra... nie wiem. Pogadam o tym pòźniej z Mechi.
 Rano wstałam z ciężkim bólem brzucha, jednak nikomu o tym nie powiedziałam. Przecież coś zjem i przestanie. To pewnie przez to, że wogule ostatnio nic nie jadłam. Zrobiłam sobie śniadanko i włączyłam telewizor w salonie. Leciała jakaś telenowela, która mówiąc szczerze mnie wciągnęła i tak przesiedziałam cały dzień, a mój brzuch nie dawał o sobie zapomnieć... ;'C

Rozdział 19 sezon 1

Jorge
Kiedy Tini wykrzyczała nasze imiona momentalnie sie odwróciliśmy. Ona stała na moście. Powiedziała tak jakby się z nami żegnała. Czy ona... ? Przestraszyłem się i razem z chłopakiem zaczęliśmy do niej biec. Jednak za późno. Rzuciła się do wody. Bez namysłu wskoczyłem po nią. Złapałem ją jedną ręką w talii i wyciągnąłem na brzeg. Była nieprzytomna. Zacząłem robić jej sztuczne oddychanie. Rugge dzwonił po przyjaciół.
-No dalej... Obudź się. -mówiłem, gdy robiłem jej uderzenia w klatkę piersiową. Zakaszlała. Przytuliłem ją.
-Nigdy tak nie rób... nigdy. -wtuliła się we mnie i głowę ukryła w mojej szyi.
-Zabierz mnie ze sobą. Wtedy nic mi się nie stanie.
-Czy ty się słyszysz? Zrozum, że tutaj jesteś bezpieczna. Ze mną i Rugge, nie. Wybacz. Obiecaj mi, że nic sobie nie zrobisz.
-Obiecuję... -pomogłem jej wstać. Po chwili przyszli nasi przyjaciele.
-Zabierzcie Martine do domku. -pocałowalem ją w czubek głowy i szepnąłem do ucha.
-To dla twojego dobra... -odeszłem. Odwróciłem się tylko raz i pomachałem. Mimo odległości, widziałem jak łzy spływają po jej twarzy. Z bólem serca, musiałem ją tu zostawić. Ja też bardzo za nią ręsknie, ale wolę by była bezpieczna, niż ja szczęśliwy...
Lodovica
Martina wyglądała jakby zaraz miała umrzeć. Przytuliłam ją z całych sił i zaprowadziłam do domku. Ta, od razu poszła do pokoju. Nie pokoję się o nią. Nie pije, nie je. Zarywa noce. Cały czas tylko płacze. Nie brzmi to za ciekawie. Poszłam do pokoju Xab'a.
-Hej. Mogę? -zapytałam.
-Zawsze. O co chodzi?
-Boję się o Martine. -usiadłam obok niego na łóżku.
-Nic nie je, nie pije. Nie śpi. Co ja mam zrobić? To moja przyjaciółka...
-Przejdzie jej... Nie martw się. -przytulił mnie. Nie wiem, jakim cudem, ale po jakiś 10 minutach zasnęłam...
--------------------------------------------------------------------
Udało mi się napisać na telefonie. Przepraszam, że taki krótki ale... no tak jakoś wyszło. Na razie! ♥♥♥ 
Blancowaa <3



Post co do wydarzeń w rozdziałach


A więc... Lodovica miała wyjechać do Włoch. To nie aktualne. Dlaczego? Zapomniałam wcisnąć tą ważną informację do rozdziału 9. Przypomniało mi się dopiero teraz.... ;D No więc mama Lodovicy zmieniła zdanie. Zostanie sama z Lucą w Buenos Aires. Dlaczego? Godziny przekonywań dało swoje ;) i Luca zgodził się pilnować młodszą siostrę. To tyle. Dziękuje ;**
Blancowaa <3

PS Zapraszam do ankiety, która znajduje się po prawej stronie ------------>

Rozdział 18 sezon 1

Candelaria
Rano wstałam jak zwykle. Wzięłam do ręki mój telefon i sprawdziłam, czy nie mam przypadkiem jakiejś nieodebranej rozmowy, czy sms'a. Od razu na ekranie wyświetliło się: "1 nowa wiadomość". Otworzyłam zawartość i zaczęłam czytać szeptem.
"Hej, tu ja. Jorge. Nikomu nie masz mówić o tym, co Ci teraz powiem. A więc dzisiaj Ja, Rugge i Mechi przyjdziemy do was tylko ją odstawić. Martina nie może się dowiedzieć. Będziemy około 13:00, nad jeziorkiem."
Spojrzałam na zegarek leżący obok łóżka, na etażerce. 12:25. Szybko podeszłam do szafy i wyciągnęłam byle jakie ciuchy. Bez słowa wybiegłam na miejsce spotkania. Kiedy ich zobaczyłam całych i zdrowych euforia wypełniała mnie od środka. Przytuliłam każdego z osobna i szybciutko wypytałam o takie najpotrzebniejsze rzeczy.
-Dobra, my musimy już uciekać, bo jeśli nas znajdą to znajdą też was. Bądźcie bardzo ostrożni i jakby co dzwońcie. -Rugge pocałował Mercedes.
-Tak Jorge. Zrozumiałam. -złapałam Mechi za rękę i zaciągnęłam do domku.
-I jak się trzymasz? -spytałam.
-Trochę dziwnie.... Już wiem, jak się czuje Tini. Przed chwilą go widziałam, a już tęsknie...
-Kilka razy chciała się zabić i uciec. Z Tobą nie będzie takich problemów, co nie? -zaśmiałam się.
-Nie... Wiem, że chcą dla nas jak najlepiej i chcą byśmy byli bezpieczne. Dlatego są daleko, by nie sprowadzać na nas same złe rzeczy. Chłopaki dzisiaj postrzelili jeszcze jednego. Został im Chuck. (Chuck-imię byłego chłopaka Anabell, wróg Jorge, on chce ich zabić)
-Jak to postrzelili? -zdziwiłam się.
-Nie miałam wam tego mówić, ale... Oni mają broń.
-Dobra, nic nie wygadam. Chodźmy. -weszliśmy przez tylne drzwi, do kuchni. W niej była Alba i Lodo. Od razu zaczęły piszczeć i tulić blondynkę.
-Tak za wami tęskniłam....
-My za Tobą te... -Albie przerwała Martina.
-Mechi?! Co Ty tutaj robisz? -przytuliła ją.
-Nic Ci nie jest? Wszystko dobrze?
-Tak. Jak najlepiej. -brunetka tak jakby zdała sobie sprawę, że to pewnie chłopaki ją przyprowadzili.
-A Rugge? Jorge? Gdzie oni? No mówcie! -pisnęła z radości.
-Oni nie wrócili. Został im Chuck. Przykro mi....
-Wcale nie jest Ci przykro. Nie wiesz, jak to jest żyć bez ukochanej osoby przez ponad miesiąc. -chwyciła torebkę i podeszła do drzwi.
-Idę się przejść. -po czym znikła za drzwiami.
Martina
Jak oni mogli? Wiedzieli, że bardzo za nimi tęsknie, a i tak nie dopuścili do nich. Postanowiłam, że pójdę się przejść na plażę. Chodziłam tak przy brzegu i weszłam na most. Usiadłam na samym końcu i wybuchnęłam płaczem.
-A jeśli to byłoby nasze ostatnie spotkanie? Dlaczego ja nie mogę się z nim zobaczyć? -szeptałam. Wyciągnęłam telefon z torebki i czytałam moje sms'y z Jorge'm. Tak bardzo tęsknie... Czuję się tak jakby.... obserwowana? Zaczęłam się rozglądać. Zeszłam z mostu i coraz bardziej się niepokoiłam.
Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie za ramię. Poczułam te nieziemskie perfumy, które mogły należeć tylko do jednej osoby.... Odwróciłam się i rzuciłam mu na szyję. Nareszcie... Z moich oczu pociekły łzy delikatnie mocząc jego koszulkę.
-Kocham Cie, kocham Cię, kocham Cię..... Już nigdy mnie nie opuszczaj. -powiedziałam.
-Nie popełnię takiego samego błędu. Nigdy.... Nic Ci nie jest? Nic Ci nie zrobił?
-Ale kto? -nie do końca zrozumiałam.
-Chuck. Nie mogę go znaleźć.... Przepraszam.
-Jest okey. Nie martw się. Ale dlaczego zawróciłeś, skoro on dalej nas szuka? I gdzie jest Ruggero?
-Dlatego, że zapomniałem dać coś Mechi. A Rugge jest trochę dalej, bo mi się przypomniała jedna rzecz. Ale jak zobaczyłem się z Tobą, to mogę Ci to teraz dać. -włożył rękę do kieszeni i wyjął małe pudełeczko.
-Mercedes miała Ci to dać, bo nie wiem, czy dam radę z Chuck'iem. Jeśli na to spojrzysz, pomyśl, że to ja. Takie małe coś ode mnie. -otworzył i moim oczom ukazała się naszyjnik. Piękny naszyjnik z literką "J" jako zawieszka. Zapiął mi go na szyi.
-Dziękuję, jest przepiękny. Ale Ty i tak nigdy nie wyjdziesz z mojej głowy. I na pewno dasz radę z Chuck'iem. Rozumiesz? Zrób to dla mnie, dla naszych przyjaciół, dla nas.... Proszę.
-Nigdy się nie poddam, bo wiem, że Ty na mnie czekasz. Ale nie jestem w stanie tego przewidzieć. Dlatego Ja, Rugge i Mechi poszliśmy do mojego domu.(wyjaśnienie dla Borkoś Blanco ;*) Po naszyjnik. Miałem Ci go dać, po naszym wypadzie nad morze, ale... No wiesz. Sprawy potoczyły się inaczej i.... -przerwał mu jakiś głos.
-Jorge! Musimy wyruszyć. -spojrzałam na osobę stojącą za nim. Rugge. Podbiegłam do niego i go przytuliłam.
-Nic Ci nie jest?
-Nie... Proszę was. Wróćcie szybko. -chłopak pocałował mnie w czoło.
-Obiecuję. -przyszedł mój chłopak.
-ObiecujeMY. -podkreślił i pocałował mnie namiętnie w usta.
-Kocham Cię.
-Kocham Cię... -i znowu te głupie pożegnanie. Nie mogę. Złapałam ich za nadgarstki.
-Nie... Nie dam wam odejść! -Jorge złapał mnie za ramiona.
-Musimy odejść! Czy Ty tego nie rozumiesz, że jeśli mnie tutaj zobaczą, to zabiorą was?! Nie mogę.... -i odszedł. Nie wiedziałam co mam jeszcze powiedzieć, zrobić, by ich zatrzymać. Ale wpadłam na pomysł. Stanęłam na moście i krzyknęłam ich imiona.
-Skoro i tak odejdziesz. To ja nie chcę się bardziej męczyć... -chyba zrozumieli i zaczęli biec w moją stronę. Jednak ja byłam szybsza i rzuciłam się do wody....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam! Nie bijcie mnie za takie zakończenie! Czytałam wasze ostatnie zakończenie i dałam fragment wyjaśniający, dlaczego ukrywali się w domu chłopaka. Może głupie, ale wyjaśnienie jest. Dziękuję za to, że jesteście. Następny rozdział niebawem. Nie bójcie się o Martine  ;*

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 17 sezon 1

Rozdział z dedykacją dla Borkoś Blanco ;)

Martina
Zachciało mi się pić, więc wróciłam się do kuchni. Jednak w niej, siedział Facu i dalej rozmawiał przez telefon. Gdy usłyszałam "No to gdzie się ukrywacie?", momentalnie skryłam się za drzwiami.
-Ale.... Poczekaj.... Spokojnie, o niczym Martina nie ma pojęcia.... -tutaj się wystraszyłam. -Nie wie.... Dlaczego u Ciebie?.... Aha.... A ile tam będziecie?..... A.... Tak, Tini jest bezpieczna, tylko ciągle siedzi w pokoju i... No wiem.... Możesz mi nie przerywać? Dziękuję. No więc myślę, że gdyby ona wiedziała, że jesteś u siebie w domu, to na pewno by uciekła. A tak, to wolę, by siedziała z nami, chociaż to nie możliwe. Prawie w ogule się nie odzywa do nas, tylko dlatego, że nie ma was, a ze szczególnością Ciebie... -pobiegłam do pokoju i spakowałam do plecaczka najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam przez balkon. Bałam się, ale musiałam być twarda dla Nich. Szłam przez las, kiedy zauważyłam jednego z 4 gości. Wystraszyłam się. Biegłam ile sił, jednak po chwili, przewróciłam się. Podniosłam się i spojrzałam na moje kolano. Było całe poszarpane.
-To nic... -wycedziłam przez zęby. Nagle usłyszałam jak ktoś woła moje imię. Odwróciłam się i zobaczyłam Xabianiego. Szybko do mnie podbiegł, złapał za rękę i ciągnął w stronę domku.
-Co Ty robisz? Tam jest ten jeden z ich bandy! -próbowałam się wyszarpać, ale to nie skutkowało.
-Nikogo tu nie ma! To byłem ja, musiało Ci się coś przewidzieć, zrozum Tini.... Jeśli uciekniesz, to Cię złapią. Jeśli Cię złapią, to Jorge będzie Cie chciał od nich zabrać. Jeśli on Cie będzie chciał od nich zabrać, to być może nawet odda swoje życie. Nie rozumiesz?! -krzyknął. Spuściłam głowę.
-Przepraszam, ale jeśli oni go zabiją, to ja też stąd odejdę...
-Co?
-To, że nie wyobrażam sobie życia bez niego. Jak go zabraknie, to mnie też. -wyrwałam dłoń z jego i weszłam do domku. Nikt o nic nie pytał. Słyszałam jak Xab mówi, żeby mieli na mnie oko, a po chwili ktoś do mnie wszedł.
-Martina, daj. Opatrzę Ci ranę. -Alba usiadła wygodnie na łóżku. Przez cały czas nawet cicho nie syczałam z bólu, bo największe cierpienie jakie odczuwałam, to tęsknota. Cholerna tęsknota.
-Coś się stało?
-Nie.. nic. Dlaczego to tak boli?
-Bo się przewróciłaś na kamienie, widać małe odłamki i... -przerwałam jej.
-Nie te rany.... -dziewczyna zrozumiała i westchnęła.
-Pójdź już lepiej spać, wyglądasz na zmęczoną. -tak jak powiedziała tak zrobiłam. Zamknęłam powieki i po paru minutach odleciałam do krainy Morfeusza.
Jorge
Udało mi się załatwić z Rugge 2 gości. Zostało tylko dwóch. Byłem zmęczony jak na dzisiaj i położyłem się spać. Jednak to nie było takie łatwe. Cały czas myślałem nad tym, czy na pewno u nich wszystko w porządku. Rozmarzyłem się o Tini i tak jakoś.... odleciałem.
Narrator
 Martina po kolejnych dwóch tygodniach bez Niego i dwójki przyjaciół powoli nie wytrzymywała. Często można było oberwać za byle "cześć" w jej stronę, albo za to, że jej ktoś przyniósł coś do jedzenia. Nie wytrzymywała psychicznie tak dużej odległości od Jorge. Już raz się chciała pociąć, ale do pokoju weszła Lodovica i zdaniem Stoessel "tylko pogorszyła sprawę". Jej przyjaciele byli za nią odpowiedzialni i czuli, że nie długo ucieknie, zabije się, lub zostanie zamordowana przez byłego chłopaka nie jakiej Anabell.
 Jorge. On też tęsknił, nawet nie wiecie jak bardzo. Wiele razy przeszłą mu taka myśl, żeby wrócić do przyjaciół. Ale wiedział, że oni go szukają, śledzą... To by tylko sprowadziło na nich same kłopoty. Jednak miał plan. Cała trójka miała skrycie podrzucić Mercedes do domku przyjaciół, a sami mieli się rozprawić z dwójką porywaczy.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej ;) Macie rozdział! A, bo bym zapomniała. Chcecie konkurs na One Shot'y? Jak tak, to piszcie ^^