Bardzo Wam Dziękuję za te wspaniałe komentarze ;* Kocham W;as i wiele to dla mnie znaczy *.* Jeżeli na czyimś bloga zaobserwowanym przeze mnie nie komentuje to znaczy, że nie mam czasu. Nauka, dodatkowe zajęcia itd... Zrozumcie /

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 04 sezon 2

Martina


   Jak to moja ciąża jest zagrożona?... Nie dość, że zabiłam Samuela, to jeszcze zabije nasze, poprawka, moje dziecko! Jestem kompletną idiotką!... Płakałam tak, wtulając się w Ruggero. Byłam strasznie zmęczona i głodna. Nic nie jadłam dzisiaj....
   -Rugge... -szepnęłam.
   -Tak? -zapytał z troską.
   -Jestem głodna.... -powiedziałam, już prawie czułam, jak zasypiam. Byłam kompletnie wyczerpana...
   -Zjadłaś moje naleśniki?
   -Nie... Rugge... Ja.... -i... odpłynęłam...

Ruggero


   Martina zaczęła coś mówić, ale... zasnęła? Delikatnie szturchnąłem ją w ramię. Nic. Zrobiłem to ponownie i znowu zero reakcji. Przestraszyłem. Zacząłem ją szturchać mocniej, ale ona nadal się nie budziła. Łzy napłynęły mi do oczu. Krzyknąłem: "Pomocy!" i zaczęli przybiegać lekarze, pielęgniarki... Jakiś chłopak złapał mnie za ramiona i wyprowadził z sali. Po mnie wyszedł stamtąd German. Nie wytrzymałem... Usiadłem na krześle, wybuchnąłem płaczem i obserwowałem przez szybę, jak jej ratują życie...

Vicky


   Jak to Jorge i Martina są razem?... I ona z nim w ciąży?... A już myślałam, że coś z tego będzie... Chociaż, mogę spróbować. Zapukałam delikatnie do jego pokoju i po chwili siedziałam obok niego na łóżku.
   -Hej... -powiedziałam specjalnie smutno. 
   -Cześć... Słuchaj Vicky, przepraszam, jeśli robiłem Ci jakieś nadzieje, ale... kocham Martine i... zrozum. Nie długo będziemy mieć dziecko, chcę z nią iść przez ten świat.
   -Dobrze, ale mogę coś zrobić? -zapytałam niby "smutno".
   -Tak, jasne. Co chciałaś? -zapytał podnosząc brwi.
   -Właściwie, to nic ważnego... -wstałam.
   -Nie... powiedz. -przybliżyłam się do niego. 
   -Chciałam tylko... jedną rzecz... -uśmiechnęłam się i go pocałowałam.
   -Co tutaj się dzieje?! -krzyknęła Lodovica. Chłopak się ode mnie oderwał, spojrzał na czarnowłosą i usiadł na łóżku.
   -Lodo proszę Cię, nie mów nic Martinie... Błagam... -mówił z lekkim strachem.
   -Okey, nie powiem. Jak chcesz zrobić to sam, dobrze. Ale masz tydzień. Inaczej sama jej powiem. Nie wierzę, że jej to zrobiłeś... -i wyszła z naszego pokoju.
   -No to co? Dokańczamy? -przybliżyłam się do niego, jednak tym razem mnie odsunął tak, bym usiadła na łóżku i wyszedł. Ahhh... Faceci.


Martina


   Obudziłam się przez jakiegoś mężczyznę. To chyba... lekarz. Coś tam gadał do pielęgniarek i... chwila?! Czy on mnie... reanimował?!... Zaczął zadawać mi pytania.
   -Halo, słyszy mnie pani? Jeśli tak, to proszę dotknąć palcem swojego nosa. -tak też zrobiłam, ale... strasznie bolał mnie brzuch...
   -Strasznie  mnie boli.... -wybełkotałam.
   -Co pani boli, w którym miejscu? 
   -Podbrzusze... całe... -wysyczałam. Skuliłam się i kurczowo trzymałam sweter w okolicach bólu. Coś tam gadał znowu do pielęgniarek i po chwili go już tu nie było. Podszedł do mnie ten sam chłopak, co był ze mną w karetce.
   -Martina zabierzemy Cię teraz sale operacyjną, by usunąć dziecko. Niestety teraz ono zagraża Twojemu życiu... Przykro mi... -rozpłakałam się... Odłączyli mnie od pikających maszyn i zaczęli przewozić na salę operacyjną. Po drodze przyczepili się tata z Rugge'm.
   -Co jest? Dlaczego Cię zabierają? -zapytał zapłakany tata.
   -Usuwają mi....dziecko...bo zagraża mojemu życiu... -płakałam.

*Kilka dni później - German wiezie Martine do domu*

   Siedziałam w tym samochodzie i byłam cicho. Przez te kilka dni dużo się zmieniło... Nie jestem w ciąży... Moje życie się zawaliło... Nie widziałam się ani razu z Jorge'm... Kilka razy próbowałam się pociąć w szpitalnej łazience (?), ale zawsze przeszkodziły mi albo pielęgniarki, albo jacyś ludzie, pacjenci, albo ten ratownik... Dlaczego chce się zabić? To proste... moje życie nie ma sensu... To ja powinnam umrzeć, zamiast Samuela... Jorge mnie zdradza... Moje niedoszłe dziecko nie żyje... Po co żyć?

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 03 sezon 2

Martina



   Gdy usłyszałam słowa Vicky, poczułam... zazdrość, zdenerwowanie... Powiedziałam Jorge'owi, że go nienawidzę i uciekłam z domu. Słyszałam, jak mnie woła, biegnie za mną, lecz ja nie ustępowałam. Nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Dlatego wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Ruggero. Odebrał po dwóch sygnałach.
   -Coś się stało? -zapytał troskliwie. 
   -Pomożesz mi? -spytałam płaczliwym głosem. Nie, tylko nie to, ja nie chcę płakać...
   -O co chodzi? -bardziej się zmartwił. Łzy napłynęły mi do oczu.
   -Jorge... -wypowiedziałam jego imię drżącym głosem i chłopak mi przerwał.
   -Coś Ci zrobił?
   -Flirtował z Vicky... Dlatego nie mów mu, gdzie jestem, tylko do mnie przyjdź.
   -A gdzie jesteś? -zapytał.
   -Będę.... nad jeziorem. -i się rozłączyłam. Poszłam w stronę wody i.... się rozpłakałam. Po prostu się rozpłakałam. 
   Gdy już dotarłam, usiadłam na moście. Wpatrywałam się w zachód słońca, który o tej porze wyglądał niesamowicie. Ale, gdy tylko pomyślałam o moim chłopaku, uśmiech znikł mi z twarzy. Jeśli z nim zerwę, to co wtedy się stanie z naszym dzieckiem? Sama sobie nie poradzę... To wszystko.... Najlepiej byłoby, gdybym w ogóle go nie poznała. 
   Usłyszałam, jak ktoś idzie po moście. Odwróciłam się i zobaczyłam Rugge z kocem. Blado się do niego uśmiechnęłam. Wtedy po policzku spłynęła kolejna słona łza. Chłopak usiadł obok mnie i dodał otuchy, przytulając mnie do siebie. Zaśmiałam się, a po chwili wybuchnęłam płaczem. Schowałam twarz w jego torsie.
   -Dlaczego to tak boli? -zapytałam się.
   -Sam nie wiem.... -powiedział i okrył nas kocem. 

Jorge



   Szukałem jej wszędzie, ale jej nigdzie nie było... Nie dziwię się jej, że mnie nienawidzi. Nie powinienem podrywać Vicky, ale co ona powiedziała Martinie, że uciekła? W celu, by dowiedzieć się prawdy, poszedłem do pokoju Cande. Tam również ma sypialnie Vicky. 
   Delikatnie zapukałem i otworzyła mi ona.
   -Coś się stało? -zapytała z uśmiechem.
   -Słuchaj... Powiesz mi, o czym gadałaś z Tini? -spytałem opierając się o próg drzwi. 
   -Nooo.... o tym.... że.... Ty mi .... się podobasz? -spytała niewinnie. I już wszystko zrozumiałem. Martina pewnie myśli, że podczas jej pobytu w szpitalu, ja się bawiłem z inną. Ale jak ona mogła tak pomyśleć?
   -Wiesz Vicky, jesteś extra dziewczyną. Jesteś piękna, inteligentna, rozsądna, miła i... -przerwał mi znajomy głos za mną.
   -No wiesz Ty co?! Ja już myślałam, że przesadzam, ale najwyraźniej się myliłam... Nienawidzę Cię! -krzyknęła. Szybko do niej podszedłem i chwyciłem za dłonie, które natychmiastowo wyrwała.
   -Nie dotykaj mnie... Zostaw mnie w spokoju... -powiedziała i wybiegła do swojego pokoju. Vicky zaczęła pytać.
   -O co w tym wszystkim chodzi? -odwróciłem się w jej stronę.
   -Martina to moja...chyba jeszcze...dziewczyna. Jest ze mną w ciąży. -oznajmiłem i sam udałem się do swojego pokoju. Spojrzałem ostatni raz na nią. Stała zszokowana, potem mina jej się zrobiła taka smutna, a na koniec wybuchnęłam płaczem i trzasnęła drzwiami, wbiegając do swojego pomieszczenia. Zrobiło mi się jej żal, ale teraz na głowie miałem większy problem. Martina myśli, że ją zdradzam....

Samuel



   Siedziałem w kuchni, gdy nagle usłyszałem trzask drzwi. Hałas dobiegał przy pokoju Martiny. Czyli coś się stało. Delikatnie zapukałem do drzwi, czekając na słowa typu "proszę", ale zamiast tego usłyszałem...
   -Jorge odwal się ode mnie! Nie chcę Cię widzieć... -mówiła płaczliwym głosem. Dlatego właśnie weszłem do środka. Brunetka była cała zapłakana... Gdy tylko dostrzegła, że to ja, zaczęła ścierać łzy.
   -Hej, kochanie... -usiadłem obok niej na łóżku, a ona na moje słowa, cicho się zaśmiała. -Co się stało? -pytałem spokojnym głosem.
   -Pokłóciłam się z Jorge'm. On... Podczas mojego pobytu w szpitalu, zabawiał się z Vicky... -rozpłakała się mocniej, a ja czułem, że zaraz coś zrobię temu gościowi, jednak to mój przyjaciel... Dziewczyna się we mnie wtuliła.
   -Nie martw się tym durniem. Pogadam z nim i... -przerwała mi. 
   -Nie! Nie gadaj z nim o tym, i proszę nie mów mu tego. Ale ja... chcę wrócić do domu. Pomożesz mi? -zapytała nieśmiało. Pocałowałem ją w czubek głowy.
   -Oczywiście. Pomóc Ci w pakowaniu? 
   -Nie, dam sobie radę.
   -Okey, to ja zaraz wracam. 
   Wyszedłem z jej pokoju i zacząłem szukać Candelari. Muszę jej powiedzieć, że mnie nie będzie i to przez dłuższy czas. W końcu ją znalazłem na tarasie, zapatrzoną w jakiś odległy punkt przed sobą. 
   -Cande... Niestety nie będzie mnie przez kilka godzin... -odwróciła się momentalnie.
   -Ale dlaczego? -spytała ze smutkiem i zdziwieniem.
   -Bo... Tini posprzeczała się z Jorge'm i chce wrócić do domu.
   -Ale co się stało? -ta jej ciekawość... xD
   -Kochanie, Martina widziała go z Vicky i... się pokłócili. Nie martw się.
   -Już ja sobie z nim pogadam. Dobrze, jedź, ale uważaj na siebie, bo ostatnio gadali, że jest coraz więcej wypadków drogowych. Obiecujesz?
   -Obiecuję. -przytuliłem się z nią i pocałowałem czule w usta, na co się uśmiechnęła. Wróciłem do Martiny. Siedziała na łóżku, a obok leżały dwie duże walizki, przy okazji się przebrała. Zaniosłem jej walizki do samochodu i usiadłem na miejscu kierowcy. Nie długo po mnie wsiadła do samochodu Martina. Na początku jechaliśmy w ciszy, którą potem przerwała brunetka.
   -Ciekawe, co teraz robi...? -spytała, tak jakby, sama do siebie.
   -Oj Tini... Przestań już o nim myśleć. 
   -A co jeśli teraz siedzi sobie z Vicky? -szepnęła.
   -Nie siedzi... Tylko wyolbrzymiasz problemy.
   -Ja wyolbrzymiam?! A Ty co robiłeś rok temu Candelari?! -wiem, że jest w ciąży, więc to pewnie tylko jej humorki. Dlatego siedziałem cicho, chociaż i tak miała prawdę...
   -No co?! Nic nie powiesz?! A wiesz dlaczego?! Bo to jest tylko i wyłącznie prawda! A on mnie zostawi samą z dzieckiem i tyle! -krzyczała. Odwróciłem się, by spojrzeć w jej oczy i sam krzyczałem...
   -Możesz już przestać?! Denerwujesz mnie i nie mogę się skupić na dro... ! -przerwała mi.
   -Samu ciężarówka wyjeżdża! -wrzasnęła z przerażeniem w głosie. Jednak zanim zdążyłem się odwrócić, poczułem ogromny ból, przez uderzenie w głowę i słyszałem tylko dźwięk tłuczonego szkła oraz krzyki jakiegoś faceta... Potem już... sam nie wiem co się ze mną działo...

Lodovica



   Siedzieliśmy sobie w pokoju z Cande, gdy nagle do środka wszedł Ruggero. Był przybity.
   -Dziewczyny nie widziałyście Martiny? -stanął w drzwiach.
   -No! Pewnie jest u siebie w pokoju, a dlaczego jesteś taki smutny? -wtrąciła się Candelaria.
   -Nie, nie ma jej. Samuel odwiózł ją do domu, bo się posprzeczała z Jorge'm. I przypomniałyście mi, bym sobie z nim pogadała... -powiedziała.
   -To dobrze... Znaczy, szkoda, że się pokłóciła ze swoim chłopakiem, ale przynajmniej wiem, że nic jej nie jest... No wiecie, siedzieliśmy sobie nad jeziorem i powiedziała, że chce już wrócić, ale przekonała mnie, że chce pójść sama, więc ją puściłem. Już myślałem, że jej się coś stało... -odetchnął z ulgą. 
   -Hejka dziewczyny! To co? Robimy sobie babski wie... -przerwała, gdy dostrzegła, że stoi przed Rugge. Po jego minie widziałam, że nie jest zadowolony z tego, że ją spotkał.
   -Dobra, to ja już pójdę. Dzięki za pomoc. -powiedział smutny i wyszedł z pokoju omijając Mercedes szerokim łukiem. Stała smutna i spuściła głowę. O nie! Jeszcze oni się mają pokłócić? Nie pozwolę na to!
   -Mechi dlaczego za nim nie pójdziesz i nie wytłumaczysz, że to było nie porozumienie? Ja gadałam z Xab'em i jest dobrze. Wy sobie pogadacie i też tak będzie. -uśmiechnęła się.
   -Przejdzie mu... -usiadła obok nas na łóżku i zaczęliśmy ploteczki. Chociaż bez Martiny było trochę dziwnie tak sobie zrobić babski wieczór... ;/

Martina




   Obudziłam się w... karetce? Spróbowałam się podnieść, ale na to nie pozwolił mi ratownik, stojący nade mną i trzymający moje "łóżko".
   -Co się stało? Gdzie my jesteśmy? -zapytałam się. Otworzyłam oczy szerzej i zorientowałam się, że nie ma tutaj Samuel'a. -Gdzie jest chłopak, który kierował? -spojrzałam się na ratownika.
   -Bardzo, bardzo mi przykro, ale ... niestety zmarł na miejscu... rany były zbyt poważne i zbyt dużo ich było... Niestety, ale nie którzy po prostu giną w takich wypadkach. Na szczęście zdołaliśmy panią uratować. Musi nam pani powiedzieć, jak się nazywa, ile ma lat i miejsce zamieszkania. Zdołasz to powiedzieć? To bardzo ważne... -słuchałam go cały czas, ale po mojej minie można, by było stwierdzić, że skończyłam przy słowach "zmarł na miejscu"... Jak to zmarł?! To wszystko przeze mnie! To ja go zdenerwowałam! To wszystko i wyłącznie moja wina... Wybuchnęłam płaczem i zakryłam twarz dłonią, jednak dalej nie mogłam się podnieść do pozycji siedzącej. Ja go... zabiłam... On nie żyje... Byłam roztrzęsiona. Lecz postanowiłam ujawnić informacje, których potrzebuje ten chłopak.
   -Nazywam się Martina Stoessel, mam 17 lat, mieszkam w Buenos Aires, na ulicy Av de Mayo. Jestem w trzecim tygodniu ciąży. Jak byłam mała, wykryto u mnie żółtaczkę, ale udało mi się ją wyleczyć... Mam uczulenie na kiwi. Może być? -mówiłam spokojnie, próbując zapanować nad sobą, ale moje ręce trzęsły się ze strachu.
   -Dziękujemy, że powiadomiłaś nas o ciąży, ale jesteś niepełnoletnia, więc musimy powiadomić o wypadku Twoich rodziców, oraz, że jesteś w szpitalu. Podałabyś nam numer do nich? -chłopak mówił spokojnie i powoli, co mnie trochę uspokoiło, ale ciągle po głowie chodziły mi te 4 słowa...niestety zmarł na miejscu... Podałam mu numer do mojego taty i myślałam, że już koniec gadaniny i będę mogła sobie wszystko przemyśleć, jednak ten ratownik zapytał się mnie:
   -Chciałabyś bym to ja ich powiadomił, czy wolisz to zrobić sama? -wyciągnął do mnie rękę, w której trzymał komórkę. Pokiwałam delikatnie głową i zabrałam od niego urządzenie.
   -Halo? -usłyszałam głos mojego taty...
   -Tata? Bo wiesz... jestem w szpitalu... miałam wypadek... przyjedziesz do mnie? -zapytałam płaczliwym głosem.
   -Kochanie co się stało?... Jak to jesteś w szpitalu?... Wszystko dobrze?...
   -Nie wiem tato, jadę dopiero do niego. Słuchaj, przyjedź do nas do domku, poproś Rugge, żeby Cię zwiózł do szpitala. On będzie wiedział, gdzie jechać...
   -Dobrze, dobrze, zaraz będę, będziemy... Trzymaj się córeczko i pamiętaj, że wszystko będzie dobrze. -uśmiechnęłam się.
   -Dziękuję... Czekam na Ciebie. -rozłączyłam się i oddałam urządzenie ratownikowi, wybuchając przy tym niekontrolowanym płaczem.

Ruggero



   Oglądałem film na DVD, gdy nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Zdziwiłem się, ale poszedłem otworzyć. Troszeczkę się przestraszyłem, gdy za drzwiami ujrzałem German'a i to ze łzami w oczach.
   -Rugge opowiem Ci wszystko w drodze, ale teraz zabierz mnie do szpitala, Martina miała ponoć wypadek i mówiła, że będziesz wiedział, gdzie jechać. Mogę na Ciebie liczyć? -zapytał z nadzieją. Przestraszyłem się i szybko założyłem na swoje nogi buty. Pobiegłem tylko do mojego pokoju po klucze od samochodu i wybiegłem z German'em z domu. Wsiedliśmy do auta i ruszyłem. German wszystko mi wytłumaczył po drodze. Miał wieści od swojej córki, ale w środku przejechanej trasy, zadzwonił jakiś nieznany numer, co się okazało, lekarz. German cały czas z nim gadał.
   -Dzień dobry... Tak, tak, to ja... Co?... dobrze... Tak, macie moją zgodę... Już do niej jadę... Do widzenia... -rozłączył się i blado na mnie spojrzał.
   -Co? Co się stało? -spytałem uważnie obserwując drogę.
   -Martina jest w ciąży... I... Ta ciąża jest zagrożona... A na dodatek chcą ze mną pogadać na temat tego, że ona jest niepełnoletnia... -próbował mówić spokojnie. Trochę się speszyłem, bo wszyscy wiedzieli o ciąży Tini, no oprócz Germana, Olgi itp., wszyscy w domku o tym wiedzieli... tylko. 
   Na szczęście dojechaliśmy dosyć szybko i bez żadnych wpadek. Ale... ciągle wszyscy gadają o Martinie, a co z Samuel'em?...

Martina



   Leżałam już na swoim łóżku w odpowiedniej sali. Cały czas płakałam... Nie mogłam tego znieść, że Samu... on... nie.... nie... tak nie może być... Okazało się, że coś się może stać z moim dzidziusiem... To mnie jeszcze bardziej załamało... Nie no, niech jeszcze tutaj wejdzie Jorge może co?! Do środka wszedł mój tata, a za nim Ruggero. Tata usiadł obok mnie, pocałował mnie w czoło i powiedział, że wszystko będzie dobrze... Tylko jak?... Jeszcze muszę mu powiedzieć o ciąży... Już otwierałam buzię, żeby coś powiedzieć, ale mojego tatę zawołał lekarz. Ten jeszcze raz mi dał buziaka w czoło i podszedł do tego faceta. Ruggero przysunął sobie krzesło po mojej prawej stronie i chwycił za dłoń.
   -Dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś? To jest pierwsza sprawa. Druga jest taka, że Twój tata wie o ciąży, a trzecia to: Gdzie jest Samuel? -wybuchnęłam kolejny raz płaczem. Przytuliłam się do jego ręki i delikatnie skuliłam.
   -Samuel nie przeżył... -powiedziałam patrząc w jeden punkt przed sobą. Czułam, jak chłopak rozluźnia swoją dłoń i zakrył twarz rękoma... -To moja wina... -dodałam ciszej.
   -Nie żartuj sobie... Co się wtedy stało? -zapytał powoli i stanowczo patrząc mi w oczy. Wiedziałam, że teraz cierpi...
   -Jechaliśmy i... zaczęliśmy się kłócić. To ja ją zaczęłam. To ja go zdenerwowałam... On wtedy odwrócił wzrok od drogi i nale... Z podjazdu wyjechała ciężarówka i... wtedy... -nie wytrzymałam i ryczałam, jak małe dziecko... Chłopak szybko mnie do siebie przytulił. Sam płakał...
   -Nie możesz siebie obwiniać... To wina tamtego kierowcy, nie Twojego. -pocałował mnie w czubek głowy. -Mam jeszcze jedną złą wiadomość.
   -To i tak mój najgorszy dzień w życiu... Gadaj. -zaśmiałam się smutno.
   -Twoja ciąża jest zagrożona... -i rozpłakałam się jeszcze mocniej, jeśli to było możliwe...

....

http://violetta-martinastoesselpl.blogspot.com/2014/07/przedpremierowy-odcinek-violetty-3.html
https://www.youtube.com/watch?v=3iprM6_5004
Boże... Już czekam na 1 odcinek po polsku i chcę wiedzieć, czy Leon ją złapie!!!! (podekscytowana)
Ludmiła z Federico tak słodko wyglądają <33
A nasza Violka jest zazdrosna! ;D


sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 02 sezon 2

Martina


   Poprosiłam Rugge, żeby mnie zabrał ze szpitala, więc po jakiś 10 minutach stał w mojej sali. Pomógł mi wejść do samochodu, a on poszedł do recepcji po wypis. 
   Przyszedł z kartką w ręku i odpalił silnik. Przez drogę zadawał mi pytania co chwile. Były one typu "nic Cię nie boli?", "na pewno wszystko dobrze?", "dzidzia nie jest głodna?". Gdy usłyszałam ostatnie pytanie wybuchłam śmiechem.
   -Tak, Rugge. Dlatego, jak przyjedziemy do domu zrobisz mi masę naleśników z truskawkami, bananami, bitą śmietaną i oczywiście... -nie dokończyłam, bo chłopak zrobił to za mnie.
   -Mnóstwem czekoladowej polewy! -zaśmiał się. -Jak moja księżniczka sobie życzy.
   -Dziękuję, jesteś kochany, ale Rugge... Jesteś jakiś... hmm... inny. Coś się stało? -mina mu zmizerniała.
   -Mech... Mercedes -poprawił się.- chyba kręci z Xab'em. Widziałem, jak ... no flirtowali. Lodo zrobiła mu awanturę. Wierzę, że nic pomiędzy nimi nie ma, ale .... gdyby nic się nie stało, to Lodovica nie miałaby powodu do zazdrości.. co nie?
   -Nie mam pojęcia. Lodo czasami jest taka... dobra skończmy już ten temat. Będzie dobrze -uśmiechnęłam się do niego i położyłam swoją dłoń na moim jeszcze nie takim widocznym brzuszku. Nie mogę się doczekać, aż zobaczę dziewczyny, chłopaków i Jorge...

   Po jakiś 10 minutach byliśmy na miejscu. Rugge w ramach umowy, poszedł do kuchni, a ja skierowałam się w stronę łazienki. Już miałam pukać, ale wyszła z niej Cami.
   -Martina!!! Już jesteś!!! I jak tam dobrze się czujesz? Wszyatko dobrze? -przytuliła mnie.
   -Tak, wszystko dobrze. Widziałaś gdzieś może Jorge?
   -Pewnie jest w swoim pokoju. -uśmiechnęła się, co odwzajemniłam. Weszłam do łazienki i zrobiłam to, co musiałam. Następnie ruszyłam do mojego chłopaka <3

Jorge


   Śmiałem się z Vicky w moim pokoju. Było extra! Przez dwie godziny gadałem z nią na najróżniejsze tematy. W pewnym momencie spytała się mnie, czy nauczę ją grać na gitarze. Zgodziłem się bez wahania, więc szybko wyjąłem instrument i kazałem jej usiąść na łóżku. Zrobiłem to samo co ona, tylko, że ja siedziałem tuż za nią, by pokazywać jej akordy. Oddałem jej gitarę i obejmując ją delikatnie, pokazałem jej chwyt E-dur. Położyłem swoją dłoń na jej i powoli przejechałem po strunach, by usłyszeć ten wspaniały dźwięk. Uśmiechnęła się zarumieniona. Odwzajemniłem gest i położyłem dłoń na jej kolanie, gdy do śroska weszła ... Martina? Przecież ona miała być w szpitalu!
   -Hej. Stęskni... -przerwała, gdy nas zobaczyła. Vicky szybko wstała i odłożyła gitarę na bok. Przytuliła złą Tini.
   -Cześć. Jak ja Cię dawno nie widziałam.... ! Jorge poczekaj chwilkę... -i wyciągnęła moją dziewczynę na korytarz.

Vicky


   Byłam taka szczęśliwa, gdy Jorge zgodził się, by mnie nauczyć gry.... a gdy mnie dotknął... ahhh.... mogłabym patrzeć w jego oczy godzinami.... ale nagle do środka weszła.... Martina?! Oh, jak ja jej dłuuugo nie widziałam! 
   Po króciutkiej rozmowie wyciągnęęłam ją na korytarz.
   -Muszę Ci coś powiedzieć. Podoba mi się Jorge! Aaaaaaaaaaaaa! -myślałam, że będzie piszczeć ze mną, ale ona tylko weszła z powrotem do pokoju i powiedziała:
   -Nienawidzę Cię -do Jorge i wybiegła z domu. Szkoda, że Jorge za nią.... ;c

czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 01 sezon 2

Martina


   Lekarz powiedział, że to może być niebezpieczne dla ciąży. Przestraszyłam się. Potem wyszedł, a jego miejsce zajął Jorge.                                                                                        nie zwracajcie na napis na gifie
   -I? Co się dzieje? -pytał zaniepokojony.
   -On... powiedział, że to może być niebezpieczne dla ciąży... -rozpłakałam się. Chcwycił moją dłoń i spojrzał mi w oczy.
   -Spokojnie. Wszystko będzie dobrze i zobaczysz, że nie długo będziemy chodzić na spacerki z naszym słodkim dzidziusiem w wózeczku. -uśmiechnął się.
   -Nie, znając życie i mojego pecha to wszystko będzie do bani! -krzyknęłam i odwróciłam się w drugą stronę.
   -Kochanie... -przerwałam mu.
   -Chcę pobyć sama. Proszę. -było słychać szuranie krzesła i trzask drzwi. Kolejne łzy spłynęły mi po policzku.

Ruggero


   Siedziałem w kuchni, aż do środka nie weszła Mechi.
   -Cześć kotek! -powiedziała, gdy tylko mnie zobaczyła i podbiegła do mnie się przytulić, jednak ja ją delikatnie odsunąłem. Stanąłem obok.
   -Słuchaj widziałem Twoją akcję z Xab'em. Ufam Ci, ale skoro Lodovica była zazdrosna, to musiała mieć powód. Na razie. -odszedłem do pokoju, zostawiając ją zdziwioną na środku kuchni.
   Usiadłem na łóżku, wcześniej zabierając gitarę ze stojaku (?) i zacząłem grać. Miałem na to ochotę. Od dawna nic nie grałem, nawet nie brząkałem byle by po brzdąkać. 

Candelaria


   Razem z Samuel'em poszliśmy się przejść nad jezioro. Wszyscy siedzą tylko w domku i nic nie robią. Chciałam jechać do Martiny, do szpitala, ale Jorge mówił, że lepiej nie. Chociaż wiem, że najchętniej to by tam siedział z nią cały dzień i noc, jakby trzeba było. Boi się. To normalne.
   -O czym myślisz? -spytał się mnie Sam.
   -O Martinie. Pojedźmy do niej... Proszę. -zrobiłam słodkie oczy.
   -Nie. Jorge mówił, że chce być sama. Jeśli zmieni zdanie, to zadzwoni. -zasmuciłam się. 
   -Ej, mała... Pojedziemy do niej. Obiecuję. Ale nie teraz. -uśmiechnęłam się na jego słowa i przytuliliśmy się. Nagle sobie o czymś przypomniałam.
   -Samu.... Nie będziesz zły, jeśli coś Ci powiem?.... -bałam się.
   -Zależy... Nie no Cande, przecież zrozumiem.
   -No i w tym problem, że chyba nie zdołasz... Bo chodzi o to, że.....


Jorge


   Siedziałem sobie spokojnie na kanapie, gdy usłyszałem dzwonek do drzwi. Poszedłem otworzyć i to, co zobaczyłem zaskoczyło mnie. To była... Vicky?!
   -Vicky! Jak ja Cię dawno nie widziałem! -krzyknąłem i odruchowo przytuliłem rok od nas młodszą siostrę Candelari. 
   -Co tutaj robisz? -spytałem szczerząc się.
  -Znaczy, że... Cande wam... nic nie powiedziała? Ugh... No więc tak. Będę z wami na tym waszym wypadzie nad morze. Miałam jechać od razu z rudą, ale wyszło, jak wyszło. No to... co robimy?
   -Oglądałem film w telewizji, ale możemy wybrać jakiś na DVD i obejrzeć sobie.
   -Ty to zawsze wiesz, jak mi zapewnić dobrze stracony czas. -zaśmiała się.
   -Pójdę zrobić cappuccino. Tyle ile zawsze słodzisz?
   -Tak! -udałem się do kuchni, zapominając o tym, że moja dziewczyna teraz cierpi leżąc w szpitalu...

Martina


   Właśnie wracam z badań. Bólu już nie odczuwam tak mocno, jak przedtem. Za dwie godziny mogę wrócić do domu, jednak jutro muszę się stawić na badania, i tak co tydzień. Tutaj chodzi o moje i Jorge dziecko.... 

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 00 sezon 2

Martina


*kilka tygodni później*
   Wstałam, jak zwykle, czyli poszłam od razu do łazienki. Przebrałam się, zrobiłam co musiałam i zeszłam do kuchni. Miałam ochotę na naleśniki. Już miałam podejść do blatu, gdy poczułam ból w podbrzuszu. Przytrzymałam się jedną ręką na plecach, a drugą na krześle.
   -Nic Ci nie jest?! -usłyszałam Rugge za mną. Słyszałam, jak do mnie podchodzi.
    -Strasznie boli... -wysyczałam.
   Chłopak delikatnie wziął mnie na ręce i posadził na stole.
   -Co Cię boli? -spytał szybko.
   -Podbrzusze.... -złapałam się za nie. Ból nie ustępował. -Zrób coś z tym... błagam... -pierwsza łza spłynęła mi po policzku.
   -Poczekaj chwile. Zawiozę Cię z Jorge'm do szpitala. -w mgnieniu oka opuścił kuchnie. 
   Chciałam zejść, więc powoli kładłam stopę na podłogę. Następnie drugą i opierając się o ścianę, szłam coraz bliżej drzwi wyjściowych. Po chwili chłopaki zbiegli po schodach.
    -Martina nie ruszaj się... zaraz Cię zabierzemy do szpitala, tak? -zapytał, biorąc moją twarz w swe dłonie. Skinęłam głową i dałam się zanieść do samochodu. 
   Ja siedziałam z moim chłopakiem z tyłu, a Ruggero prowadził. Droga dłużyła mi się nie miłosiernie, a ból coraz bardziej się powiększał. Jorge, widząc to jak cierpię, złapał moją dłoń i musnął ją swoimi wargami.
   -Będzie dobrze, słyszysz? Nie dam Ci wyjść ze szpitala, do póki nie przestanie Cię boleć. Nie dam... -drugi raz pocałował wierzch mojej dłoni. Następna łza spłynęła mi po policzku, i kolejna, i kolejna... to tak bolało...
   Po jakiś 15 minutach dojechaliśmy. Jorge wziął mnie na ręce i niósł do szpitala. Położyłam głowę na "wgłębieniu przy szyi" (od aut. sorki, sorki, ale nie wiedziałam, jak to nazwać. Naciśnij, to się dowiesz dokładniej). 
   -Proszę.... zabierz mnie stąd.... -wymruczałam. Nie miałam siły. 

Mercedes


   Gdy się obudziłam, poleżałam jeszcze chwilę i wstałam z łóżka. Nie miałam na nic ochoty. Założyłam jakieś byle jakie dresy i zeszłam na dół. W kuchni zrobiłam sobie cappuccino i wyszłam na taras. Podziwiałam widoki, gdy....

Xabiani


   Po obudzeniu się, wykonałem wszystkie potrzebne czynności, przebrałem się i miałem zrobić Lodovice niespodziankę, czyli śniadanko. Właśnie, miałem. Gdy przechodziłem obok tarasu, zauważyłam na nim Mechi. Stała zamyślona. Wpadłem na pomysł i po cichu za nią stanąłem. Przysunąłem usta do jej ucha i powiedziałem:
   -Bu. -dziewczyna niczego się nie spodziewała, więc tak jak myślałem, szybko się odwróciła przestraszona. Niestety, nie wiedziałem, że w ręce trzyma kubek z gorącym cappuccino. Z  tego strachu wszystko wylała na siebie, jak i na mnie. 
   -Przepraszam Cię, ja.... -przerwałem jej.
   -Nie przepraszaj, to ja Cię wystraszyłem potworze. -zaśmiała się i uśmiechnęła do mnie. 
   -Ja jestem potworem? To nie ja straszę ludzi! -krzyknęła ze śmiechem.
   -Cześć. Jak widzę miły poranek... -powiedział głos stojący za mną. Lodo. Odwróciłem się. Była zła.
   -Cześć skarbie. Głodna? Zrobię Ci śniadanie i... -przerwała mi.
   -Nie trzeba, nie jestem głodna. Ale spytaj Mercedes... -i wyszła. Spojrzałem się smutny na Mechi.
   -Zrozumie. Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. Nie martw się. Pogadam z nią. -chciała już iść do niej, ale ją zatrzymałem.
   -Nie, ja to zrobię. Tak będzie lepiej. Inaczej tylko się wkurzy.

Ruggero


   Martina została z Jorge'm w szpitalu, a ja miałem poczekać w domu. Tak więc zrobiłem. Gdy wszedłem do domku, usłyszałem śmiech. Należał on do Xab'a i Mechi. Ucieszyłem się, gdy pomyślałem o mojej księżniczce. Szłem za ich głosem i dziwnie się poczułem, jak ich zobaczyłem razem. Widziałem, jak Lodo złości się na Xab'a. Chciałem podejść do Mercedes, ale oni jeszcze chwilkę sobie "pogadali" i zrezygnowany poszedłem do kuchni...

Wyjaśnienia +pomysł na opowiadania

   No hej ;D Więc tak. Wracam. Jeśli chodzi o opowiadania, to nie mogę nic napisać. Po prostu moja głowa jest pusta na pomysły... Więc mam propozycję. Mogłabym napisać sezon 2 mojego 1 opowiadania (ten, gdzie był Chuck, i Martina chciała się zabić, Na początku chodziła z Diego, ale ją zdradził). Tylko na niego mam jakieś tam małe pomysły. Chcecie? A z resztą, znając siebie, to i tak go napiszę xD Jeśli wam się spodoba, to będzie 2 sezon opowiadania o ŻYCIU MARTINY!!!! <3
Andżelika

czwartek, 10 lipca 2014

Ymmm.... Jakby to powiedzieć.... Odchodzę

Ymmm.... Odchodzę??  


Nie mam już czasu, chęci ani nic na pisanie.
Szczerze... Jakoś znudziła mi się Violetta
Teraz zafascynowałam się innym serialem
I sobie tak myślę....
Nie chce mi się pisać o Violetcie,
Leonetcie, Fedemile, itd.,...

Po prostu nie.
No i też przedtem rozważałam decyzję odejścia
ale zostałam ze względu na was.
Opuściło mnie kilku czytelników.
Gdy oznajmiłam wam, że odchodzę,
pod tym postem były dwa komentarze
I baardzo wam dziewczyny dziękuję <3
Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy...
Być może zostawię tego bloga lub oddam jakiejś
zainteresowanej osobie
Jednak obawiam się, że więcej tutaj nie napiszę
Mogłabym pomagać nowym administratorom

Z wielką chęcią <3
Ale mnie tutaj "nie będzie"
Wiem, wiem...
Często zmieniam zdanie xD
Przepraszam was za wszystkie błędy 
W ostatnim poście dotyczącym odejścia 
tłumaczyłam wam tak nie szczegółowo
ale po części moją decyzję
Teraz jest podobna
No to chyba....
Na razie
Lub do zobaczenia ;****
Dziękuję ;***
Kocham was <333

Blancowaa <3