Bardzo Wam Dziękuję za te wspaniałe komentarze ;* Kocham W;as i wiele to dla mnie znaczy *.* Jeżeli na czyimś bloga zaobserwowanym przeze mnie nie komentuje to znaczy, że nie mam czasu. Nauka, dodatkowe zajęcia itd... Zrozumcie /

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 6

Martina


   Siedziałam na podłodze oparta o drzwi. Za nimi wciąż był Jorge. Błagał mnie, prosił, bym mu otworzyła, że jest sam, że chce pogadać... Ale co ja mam mu powiedzieć? Sorki Jorge, ale masz się do mnie nie zbliżać, bo jestem kompletną idiotką i boje się tego, co mi zrobi mój najlepszy przyjaciel?! Nie... nie...
   -Tini, proszę... otwórz te cholerne drzwi... -mówił to już płaczliwym głosem. 
   Nie chętnie wstałam, wytarłam rękawami od bluzy słone łzy, zamieszkujące na moich policzkach i powoli pociągnęłam za klamkę.
   -Tini... -spojrzałam na Jego twarz. Łzy napłynęły mi do oczu... Martwi się... To mój przyjaciel od piaskownicy... Przecież on mi nic nie zrobi... Co ja w ogóle wymyślam? Wtuliłam się w niego, a on zaczął mnie uspokajać.
   -Błagam nie płacz... -jeszcze bardziej się w niego wtuliłam.
   -Przepraszam... -wyszeptałam.
   -Nie masz za co... -przerwałam mu odrywając się gwałtownie od niego.
   -Mam! Tyle razy mi pomagałeś! Zawsze zajmowałeś się mną, jak na przykład wtedy, gdy się upiłam jak jakaś idiotka, a Ty zabrałeś mnie do siebie i sam miałeś kłopoty, wtedy, gdy przyszłam do Ciebie do domu i przez przypadek strąciłam ulubione kwiaty Twojej mamie, miałeś szlaban przez miesiąc... Kto by chciał się zadawać z dziewczyną, przez którą ma się same problemy? Co?! -krzyknęłam. 
   -Ja! A wiesz dlaczego?! Bo mi na Tobie zależy! -krzyknął jeszcze głośniej. Spojrzałam mu prosto w oczy.  Zobaczyłam w nich ból... zapadła cisza. Nie wiedziałam co powiedzieć...
   -Przepraszam... -szepnęłam i powolnym ruchem wróciłam do pokoju.
   Tam usiadłam na łóżku i po prostu się rozpłakałam...
------------------------------------------------------------------------------------------ Heey ;3
Sorki, że taki krótki ;c
Od razu pisze, że im więcej komentarzy, tym szybciej dostaniecie następny rozdział
Szantażyk ;***
Też was kocham xD
Blancowaa <3

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 5

Martina


   Obudziłam się rano, wcześnie rano. I na dodatek dlatego, że ktoś dosyć głośno rozmawiał w kuchni. Spojrzałam na Jorge, śpiacego obok mnie. Miał tak słodko rozczochrane włosy. Spał delikatnie chrapiąc pod nosem. Uśmiechnęłam się do siebie.
   Wstałam z kanapy i ruszyłam w strone dobiegających hałasów. Co tam zobaczyłam? Elizabeth stała opierając się o lodówke i Ruggero, który podtrzymywał się ręką o ściane. Rozmawiali o czymś.
   -Ale... nie. Nie wiem.
   -No proszę. -nalegał, w tym momencie dałam o sobie znać.
   -Hejka, nie przeszkadzam? -w chwili, gdy mnie spostrzegli od razu stanęli jak poparzeni. Cicho się zaśmiałam.
   -Cześć. Jorge też się obudził? -zapytała.
   -Nie, jeszcze nie... a wy... jesteście parą? -uśmiechnęłam się, oni jednak zarumienili.
   -Nie... -wymamrotał Rugge i pociągnął za dłoń Eliz. Uciekł z nią, jak się nie mylę, do jego pokoju.
   Zrobiłam sobie i Jorge'owi śniadanie. Położyłam je na tacke i zaniosłam do salonu. Nadal spał. Wpadłam na genialny pomysł! Usiadłam na nim i zaczęłam go łaskotać. On, gdy tylko się obudził i zorientował, co się dzieje, zwinnie przełożył mnie tak, że to ja byłam pod nim. I tym swoim "genialnym pomysłem" wpadłam w pułapkę. Od jego gilgotek, aż zaczął mnie boleć brzuch.
   -Proszę... błagam... przestań... -mówiłam po między napadami śmiechu. W końcu moje męczarnie się skończyły. Usiadłam na przeciwko niego.
   -Zemszcze się za tą pobudkę. -zagroził. Pocałowałam go w policzek.
   -A jeśli Ci to wynagrodze? -spytałam słodkim głosikiem.
   -Zależy... -wyszczerzył się.
   -Śniadanko? -pokazałam na stół.
   -Masz szczęście, że jestem głodny.

 
   Już od godziny nadal leżymy na kanapie i oglądamy filmy w telewizorze. Na stole leżą puste i brudne naczynia, czekając, aż ktoś je umyje. Nagle przypomniało mi się o Elizabeth.Przecież ona cały czas u nas jest.
   -Jorge?...
   -Yhym?...
   -Wiesz, że Twoja siostra u nas jest?...
   -Serio?
   -Tak, u Rugge. -odpowiedziałam obojętnie.
   -Pójdę do nich zobaczyć. -wstał z kanapy i skierował się w stronę pokoju mojego brata. Pomyślałam sobie, że w tym czasie mogłabym posprzątać ze stołu. Zgarnęłam naczynia na tackę i weszłam do kuchni.
   Po umyciu usiadłam sobie na blacie i sprawdziłam na telefonie co jest nowego na Facebook'u i Twiterze. Jednak przerwał mi dzwonek do drzwi. Już chciałam krzyknąć "Mamo, ktoś puka", ale zapomniałam, że ich nie ma w donu.
   Podeszłam do drzwi i przekręciłam klucz. Chwyciłam klamke i za drzwiami stał David. Strach ponownie powrócił. Chciałam szybko zamknąć mu drzwi przed nosem, jednak on przytrzymał je stopą. Ręce zaczęły mi się trząść.
   -Widze, że się mnie boisz. I dobrze. -wszedł do środka zaciągając mnie do kuchni.
   -Zostaw mnie, wyjdź stąd, bo zaczne krzyczeć.
   -I kto Cię obroni? Twój kuzyn? Rodzice o Tobie zapomnieli? -zadrwił. Chwycił mnie mocno za nadgarstek i przycisnął do ściany. Chciałam coś krzyknąć, choćby krótkie "Pomocy!", ale gdy tylko otworzyłam buzię, on przykrył ją swoją dłonią. Usłyszałam kroki po schodach, więc zaczęłam zrzucać co popadnie drugą ręką, rzeczami, które mogłam dosięgnąć. Do środka wszedł Jorge. Gdy tylko zobaczył David'a, podbiegł do niego i oderwał go ode mnie. Wydzierali się na siebie i po paru minutach chłopaka tu nie było, gdyż brunet zagroził mu policją. Chociaż za to, co mi zrobił już dawno powinien siedzieć w więzieniu.
   Jorge chciał mnie przytulić, ale ja go odepchłam i uciekłam do swojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami i wybuchnęłam płaczem. Do drzwi zaczął dobijać się zielonooki. Jednak teraz byłam w zbyt wielkim szoku, by stanąć teraz z nim oko w oko...

------------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że dopiero teraz, ale mówiłam, że nie będzie mnie od 1 do 5. No cóż tylko z perspektywy Martiny, ale .... chciałam go tak bardzo dodać. Przepraszam również, że taki krótki....
Tylko u mnie nie da się oddychać, bo jest tak duszno i gorąco??? :/
Zapraszam do komentowania !
Aha i taki mały szantażyk :
2 kom = Rozdział 6 we.... wtorek ! ♥♥♥

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 4

Z dedykacją dla Kathy <3 Przepraszam za błąd Kochanie ;***

Martina


   Ruggero stał z kompletnym bezruchu, jednak po chwili się otrząsnął i usiadł obok mnie. Objął swoim ramieniem i dał mi się wypłakać. Siedzieliśmy tak dopóty, dopóki nie wrócił Jorge. Szkoda tylko, że wrócił z Diego...
   -Tini! Ja Cię tak strasznie przepraszam! To moja wina! -Rugge wstał i złapał go za koszulkę.
   -Dlaczego go nie powstrzymałeś?! Jeszcze mi powiedz, że stałeś i tak po prostu się na nich gapiłeś?! Hmm?!?! -jego ciałem zapanowała wściekłość. Przeraziłam się, że zaraz się pobiją, a raczej mój kuzyn mu coś zrobi. 
   Szybko wstałam i odsunęłam ich od siebie, stając pomiędzy chłopakami. Jednak po chwili Rugge mnie od siebie odepchnął, rzucając mnie w ramiona Jorge. Teraz się przeraziłam nie na żarty. Brunet zamachnął się i uderzył pięścią prosto w Diego. Krzyknęłam "PRZESTAŃ!", ale to go nie zatrzymało. Jorge mnie do siebie przytulił tak, bym  nie widziała, jak się biją i wyprowadził z kuchni. Próbowałam się wyrwać i ochronić Diego przed moim kuzynem, jednak Jorge był za silny. Wybuchnęłam płaczem. Podniosłam głowę i spojrzałam się w oczy mojego "ochroniarza".
   -Diego mi nic nie zrobił... -szepnęłam załamana. Właśnie obrywa nie ten koleś.
   -Ccco? Ty go bronisz? -był zdezorientowany.
   -Bo on dostaje od mojego kuzyna kompletnie za nic! -krzyknęłam, a po chwili dodałam. -On mi pomógł...
  -Że co?! -puścił mnie i wrócił do pomieszczenia, w którym bili się Oni. Usłyszałam krzyki w stylu "RUGGE, ZOSTAW GO", czy "POPADŁO CI NA MÓZG DO KOŃCA?!''. 
Bezradna usiadłam na podłodze i ponownie wybuchnęłam płaczem. Po jakimś czasie słychać było tylko samą ciszę. Do pokoju wparował Jorge. Sam.
   -Gdzie oni są? -zapytałam pośpiesznie.
   -Wiesz... Kazałem im gdzieś pójść i się dogadać. Mają być poza domem, by Ci nie przeszkadzać. By nam nie przeszkadzać. -odpowiedział. Uśmiechnął się z lekka do mnie. Nie odwzajemniłam gestu.
   -Mam pomysł. Idź się wykąpać, przebierz w wygodne ciuchy i... możemy obejrzeć jakiś film. I będzie to komedia, byś zapomniała o... tym wszystkim. -tym razem się uśmiechnęłam. 
   Zgarnęłam z pokoju czarne dresowe spodnie, czystą bieliznę i białą luźną koszulkę. Weszłam do łazienki. Pierwsze co zrobiłam, to podeszłam do kabiny prysznicowej i sprawdziłam jaka jest woda. Była ona ciepła, a nawet gorąca. Hmmm... Taka jak lubię. Ściągnęłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Umyłam swoje ciało i owinęłam je ręcznikiem. Stanęłam przed lustrem i zmyłam caluśki makijaż. Po raz pierwszy Jorge zobaczy mnie bez makijażu... Przeżyje... Założyłam na siebie czyste ciuchy i wyszłam z pomieszczenia. Usłyszałam, jak chłopak włącza film, po czym szybko zatrzymuje, byśmy go obejrzeli od początku. Zeszłam na dół i ujrzałam na stole dużą miskę popcorn'u. Uśmiechnęłam się sama do siebie.

Jorge


   Gdy usłyszałem, że Martina schodzi po schodach, szybko podniosłem głowę. Po raz pierwszy widzę ją bez makijażu i.... jest taka piękna.... po co ona się maluje? Bez tych najróżniejszych kosmetyków wygląda o wiele lepiej... Widziałem, jak się uśmiecha. Usiadła na kanapie i spojrzała się na mnie.
   -To co oglądamy? -pokazałem jej tylko okładkę płyty. Jej uśmiech rozszerzył się jeszcze bardziej.
   -A nie mieliśmy obejrzeć komedii? -zagadnęła.
   -Mieliśmy... ale kiedy przeglądałem płyty, przy tej była karteczka "muszę to obejrzeć", więc pomyślałem, że to świetna okazja.
   -A nie zanudzisz się? Nie myślałam, że jakiś chłopak z własnej woli, będzie chciał obejrzeć "Trzy metry nad niebem"....
   -No to źle myślałaś. Pomęczę się dla Ciebie. -usiadłem obok niej, chwytając pilota z ławy. Dziewczyna wtuliła się we mnie i delikatnie musnęła swoimi wargami mój polik.
   -Dziękuję. -poczułem, jak serce zaczyna mi bić szybciej i uderzyła mnie fala gorąca....

Ruggero


   Po dwóch godzinach dyskusji, ostatecznie pogodziłem się z Diego. Na szczęście nic mu nie jest, poza kilkoma siniakami. Podziękowałem mu za to, że obronił Martine przed tym .... Ugh, David'em.
   Dostałem też sms'a, że rodzice musieli nagle wyjechać do Włoch, do mojej mamy, w celu wyjaśnienia jakiejś sprawy i wrócą dopiero za dwa dni.
   Po rozmawiałem z nim trochę, i wróciłem do domu. Gdy weszłem do środka, wszystkie światła były po gaszone i widać było tylko włączony film na telewizorze. Westchnąłem i wyłączyłem urządzenie. Odwróciłem się i na kanapie zauważyłem Jorge z Tini. Spali. Już miałem odchodzić, gdy usłyszałem ciche pomrukiwanie Martiny. Spojrzałem na nich ponownie, i teraz dziewczyna leżała wtulona w mojego przyjaciela. Uśmiechnąłem się do siebie. 
   Myślę, że Martina szybko zapomni o tym, co zrobił jej David, gdy będzie spędzać czas z Jorge'm. 
   Ostatni raz się na nich popatrzyłem i poszłem do swojego pokoju. Rzuciłem się na łóżko i odpłynąłem do krainy Morfeusza.

Elizabeth


   Wczoraj Jorge miał iść po Tini i przyjść z powrotem do Mechi na imprezę, ale nikt ich nie widział. Zaniepokoiłam się i zostałam w domu. Dzwoniłam do niego, ale nie odbierał. Byłam bardzo zmęczona i tak jakoś... zasnęłam. Jednak nazajutrz rano, dalej go nie było. Postanowiłam więc, że pójdę do Martiny. Być może w ogóle do niej nie poszedł?
   Właśnie stoję przed jej domem. Zapukałam delikatnie i po chwili otworzył mi Ruggero. 
 -Cześć, przepraszam, jeśli Cię obudziłam. Widziałeś gdzieś Jorge? Nie wrócił wczoraj na imprezę, ani na noc. Strasznie się martwię. -powiedziałam chowając kosmyk moich włosów za uchem. 
   -No... widziałem. Został u nas na noc. 
   -A coś się stało, że został? -niepokoiłam się.
   -Nie, nie, nic MU się nie stało. Wiesz, Tini to jego przyjaciółka i tak wyszło, że musiał jej pomóc.
   -Okey, to ja już się nie wtrącam. Na razie. -pocałowałam go w policzek i szybko uciekłam do domu. Odetchnęłam z ulgą, że mojemu bratu nic nie jest.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

Miał być dłuższy, ale stwierdziłam, że i tak jest długi,a chciałam wam zrobić niespodziankę i... Jest! <3

niedziela, 29 czerwca 2014

Ważne, bo...... ZOSTAJĘ!!! ♥♥♥

Przemyślałam sobie to wszystko i stwierdziłam, że za szybko to zrobiłam. Na początku chciałam oddać komuś bloga, ale po ostatecznych za i przeciw, uświadomiłam sobie, że nie chcę jeszcze odchodzić. Rozdział 4 dodam za tydzień. Dlaczego?? Bo od 1 do 5 mnie nie będzie, a wątpie w to, że zdąże to napisać poprawić itd., a chciałabym, napisać go długiegi, na PRZEPROSINY. Jest mi smutno, bo jak oznajmiłam, że odchodzę, to skomentowały tylko Kathy i Klaudia Bandyk. Szkoda... no a pod rodziałem 3 nie było tych 3 komentarzy...
Do zobaczenia ;***

czwartek, 26 czerwca 2014

... (╥﹏╥) ... (ㄒoㄒ) ...

Moje zdjęcie na pamiątkę ❤
No więc tak ... Podjęłam dość bardzo ważną decyzję i ... odchodzę. Z wielkim trudem napisałam "odchodzę", uwierzcie mi.... Łzy leją mi się strumieniami, nie mogę tego opanować, bo .... was zostawiam. Nawet nie wiecie, jakie to było dla mnie ważne. Codziennie sprawdzałam po kilkanaście razy, czy nie ma nowego komentarza, nie zależało mi na tym, bym miała najwięcej wyświetleń, tylko, by się wam podobały moje opowiadania. Szczerzyłam się, jak głupia, gdy czytałam wasze opinie .... Strasznie mi ciężko od was odejść, zostawić was, ale .... i tak nie zrozumiecie. Nikt się nie cieszył z tego, że piszę bloga. Nikt. Tylko moje przyjaciółki, rodzice i rodzeństwo, wiedzieli, że go piszę. Nikt więcej. Nikt nie akceptował tego, że lubię serial "Violetta". Przepraszam, jeśli kogoś to urazi, ale mój tata powiedział, że to mi robi wodę z mózgu... Nikt mnie w tym nie wspiera. A moja przyjaciółka, gdy dowiedziała się, że piszę, zaczęła również. Tylko, że ona nie robiła tego, bo to kocha, tylko po to, by dostać kolejną dobrą ocenę z polskiego i pochwalić się swoimi "umiejętnościami".... Bardzo was przepraszam, nawet nie wiecie, jak bardzo mi z tego powodu źle.... Kocham was. Pamiętajcie o tym.... Dziękuję osobą, którzy komentowali, nawet nie wiecie, ile to dla mnie znaczy.... Nie usunę bloga, bo chciałabym, by moje prace, moje starania, moje wyobraźnie tak po prostu zniknęły .... A więc, tak .... To ostatni post na tym blogu. Nie obiecuję, że być może kiedyś znowu będę pełna życia, pełna weny, pełna chęci do życia, i wrócę do was kochani, ale daję słowo, że solidnie to przemyśle, chociaż już tyle nad tym myślałam. Okey, koniec tego. Wycieramy policzki, dodajemy posta i ... Żegnam się z wami ❤
Życzę wam pogodnych, wesołych, wspaniałych, zdrowych i pełnych życia WAKACJI !!

Kocham was !!!
I nigdy nie zapomnę !!!


Nie wierzę, że ostatni raz to piszę....

Blancowaa <3


Mój kontakt dla was ujawniony
Przyjmę was z miłą chęcią, tylko powiadomcie mnie, że to Wy ❤

czwartek, 19 czerwca 2014

One Shot "Moje serce bije tylko i wyłącznie dla Ciebie"

   Nie zgadniecie, gdzie teraz jestem... W szpitalu, na łóżku, podłączona do jakichś pikających maszyn. Doktor powiedział, że będą mnie operować i mogę tego nie przeżyć. Potrzebuję nowego serca, potrzebuję również kogoś, kto mógłby mnie podeprzeć w tych trudnych momentach, ale mój chłopak jeszcze nie przyszedł....
   Może opowiem wam coś o mnie, o nim, o naszych relacjach, znajomych?.... Zresztą, i tak nie mam nic lepszego do roboty. A więc tak poznałam się z Jorge'm:
   Mieliśmy napisać razem piosenkę, na dodatkowe zajęcia w szkole. Nam obojgu zależało na dobrej ocenie, więc siedzieliśmy na nią cały dzień. Później Jorge zabrał mnie do jakiejś knajpki na kolację, bo jak on stwierdził "przyda mi się nagroda ;)". Bawiłam się z nim świetnie, nie zabrakło śmiechu, nie było takiej sytuacji, że było cicho i niezręcznie. Po skończonym posiłku odprowadził mnie do domu, jednak przed samymi drzwiami zatrzymał mnie, chwytając za rękę.
-Hmm? -zapytałam. Wtedy on się do mnie przybliżył i po prostu ... pocałował.
   Następnego dnia zostaliśmy już parą ;)
Teraz trochę zapoznam was ze mną i moim "księciem" ? 
   Ja, jestem szczupłą, niską brunetką, o imieniu Martina. Moje oczy są niczym "czekolada", tak je nazywa Jorge. Mam dużo zainteresowań, ale największym to ... chyba komponowanie piosenek, utworów... Kocham moich przyjaciół i nie zamieniłabym ich za nic w świecie <3
   Jorge, to wysoki brunet o zielonych, głębokich oczach. Jest niezwykle przystojny, ale on twierdzi inaczej. Kocha swoje hobby, czyli jazdę na motorze.
   No a o przyjaciołach? To zabawne...
   Właśnie wyszłam z samolotu i podeszłam do miejsca, gdzie miałam zabrać swój bagaż. Wzięłam bardzo podobny do mojego i po prostu odeszłam. Ale jednak... Zatrzymał mnie głos jakiejś Włoszki. Odwróciłam się i ... ujrzałam moją walizkę! Podbiegłam do niej i serdecznie przeprosiłam. 
   Tak właśnie poznałam Lodovicę, a ona mnie zapoznała z Ruggero, Mercedes, Samuel'em, Candelarii, Xabiani'm, Albą i Facund'em.
   Boję się, że Jorge nie przyjdzie... Już dawno powinien tu być. Do oczu napłynęły mi łzy.
   
   
   Operacja skończona! Doktorzy mówią, że wszystko poszło zgodnie z planem, że się UDAŁA! Ale ... nadal go nie ma. Nadal potrzebuję kogoś, kto mógłby wesprzeć mnie w tych trudnych chwilach, ale jego cały czas nie ma... Do sali weszła Cande, Mechi, Lodo i Alba.
-Cześć! Widzisz, mówiłam, że operacja się uda! A Ty narzekałaś! -mówiła uśmiechnięta Lodovica.
-Cześć, tak, miałaś racje, wszystkie mieliście... -powiedziałam smutno.
-Ej, co jest? Powinnaś się cieszyć!
-No, cieszę się, że się udało, ale... ani razu nie przyszedł do mnie Jorge...
-Nie martw się, w końcu przyjdzie, zobaczysz. 
-Dobra dziewczyny, gadajcie, co tam u was! -krzyknęłam przywracając się, do pozycji siedzącej.


   Minęło już dużo czasu, wyszłam ze szpitala, wszystko ze mną w porządku. Mój chłopak nadal nie przyszedł, więc teraz postanowiłam do niego pójść. Bardzo się tym przejmuję... Zeszłam do gabinetu mojego taty i lekko zapukałam.
-Proszę! -weszłam do środka.
-Tato, mogłabym pójść do Jorge? -spojrzał się na mnie pytająco.
-A... tak. -nagle zrobił się smutny.
-Coś nie tak? -zaniepokoiłam się.
-Nie, nie... Idź do Jorge. -uśmiechnął się.
   

   Byłam u niego, długo waliłam drzwi, ale nie było nikogo, nikt nie chciał mi otworzyć... Pchnęłam drzwi i ... były otwarte, więc weszłam do środka. Na stole znalazłam kartkę papieru. Podniosłam ją i przeczytałam na głos, myśląc, że wyszedł do sklepu, czy coś i po prostu zostawił wiadomość mamie, zapominając zamknąć drzwi.
-"Kochanie, wybacz mi, że nie mogłem Cię w tych trudnych momentach wesprzeć, a tak wiem, że tego potrzebowałaś. Chcialem Ci zrobić prezent, moje serce już dla mnie nie biję... Ale jestem szczęśliwy, że mogłem Ci je oddać, że nadal żyję w Tobie... Kocham Cię, Jorge ... ;*".















środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 3

Martina


   Gdy Ruggero wyszedł z pokoju położyłam się na łóżku i wybuchnęłam płaczem. Wtedy, w kawiarni, gdy Damien złapał mnie za rękę, do środka wszedł David. On go zabije... Muszę coś z tym zrobić. Odczekałam chwilę, by mieć pewność, że Rugge odszedł daleko. Chwyciłam moją torebkę i wyszłam z domu.
   
   Po paru minutach znajdowałam się przed domem Caroline. Delikatnie zapukałam szybko wycierając zaschnięte łzy na policzkach. Otworzyła mi Jessica.
-Hej. -przytuliła mnie.
-Cześć. Jest Damien?
-Tak, jest. Wchodź. Damien!!!! -zawołała go. Chwile później po schodach schodził brunet.
-Siema. Caroline wyszła. -uprzedził.
-Przyszłam do Ciebie. Masz chwilkę? To bardzo ważne.
-Tak, jasne. Chodź do mnie, do pokoju. -jak powiedział tak zrobiłam. Weszłam do jego pokoju i czekałam, aż usiądzie obok.
-No to o co chodzi? Stęskniłaś się? -zaśmiał się.
-Damien zostaw mnie w spokoju. Nie gadaj ze mną, nie łaź za mną, nie wchodź mi w drogę. -powiedziałam z drgającym głosem.
-Ccco? To jakiś żart? Ty chyba nie... nie. To nie może być prawda.
-Może. A teraz wybacz mi, ale muszę wracać do domu. -chciałam wstać, jednak on chwycił mnie za nadgarstek odwracając w swoją stronę.
-Co się dzieje? Powiedz mi tylko jedno. Nie lubisz mnie, ktoś Ci powiedział o mnie coś głupiego albo żenującego?... albo ktoś Ci grozi. -przeszedł mnie dreszcz, gdy wyppwiedział te słowa. Bez odpowiedzi spuściłam głowę i wybiegłam z jego pokoju. Odnalazłam Jess i się z nią pożegnałam. Łzy zaczęły mi napływać do oczu, jednak ja dalej szłam. Nawet nie wiem gdzie, szłam przed siebie.
   Po jakiejś godzinie usiadłam na pierwszej lepszej ławce i ponownie dziś wybuchnęłam płaczem. Ale... nagle poczułam, że ktoś się dosiada. Podniosłam głowę i od razu tego pożałowałam.
-Co tu robisz sama księżniczko?
-Zostaw mnie samą Diego.... -odwróciłam się do niego plecami.
-Ej, co jest? -po raz pierwszy nie słyszałam w jego głosie kpiny, chłodu lub nienawiści. Spojrzałam na jego twarz. Martwił się, wiedziałam to... w końcu po raz pierwszy płaczę tak mocno na jego oczach
-Nnie ważne.
-Chodź, pójdziemy do mnie, dam Ci jakąś herbatę czy coś.
-A... będzie David?
-Nie, a co, coś Ci zrobił?
-Jak się dowie prawdy to tak.... -nie wiedząc co robię przytuliłam się do niego.
-Boję się...
-Nie masz czego. Jestem przy Tobie. -zrobiło mi się ciepło na sercu.
-Chodźmy.

Ruggero


   Siedzę sobie na kanapie w salonie i oglądam film, a do domu wbiega zapłakana Tini.
   -Hej, hej, hej! Co się stało? -przeskoczyłem przez kanapę i w mgnieniu oka znajdowałem się obok mojej małej kuzynki.
-Nie dotykaj mnie! -powiedziała wystawiając ręce przede mną. Na jej policzku zauważyłem siniak, a warge miała rozciętą, więc się zaniepokoiłem.
-Co się stało? -powtórzyłem pytanie. Milczała, jednak po chwili wybuchła płaczem i wtuliła się we mnie. Postanowiłem nie naciskać i położyłem ją na kanapie. Nie chciała się ode mnie oderwać.
-Zrobię Ci herbatę, jesteś blada, zimna i myślę, że masz wilgotne ubrania. Czuję to. Pójdź się przebrać. -kiwnęła głową i odrywając się nie chętnie poszła do swojego pokoju.
   Weszłem do kuchni i wykonałem potrzebne czynności. Usłyszałem pukanie do drzwi, i zanim zdąrzyłem powiedzieć "proszę", do środka wszedł Jorge.
-Siema młody. Jest kuzynka?
-Tak, a co? 
-Idziemy na imprezę do Mercedes. -oznajmił, jakby to było oczywiste.
-Raczej nie będzie mieć ochoty na imprezy...
-Coś się stało? -zapytał tak jakoś dziwnie.
-Wymknęła się z domu i wróciła cała zapłakana. Ona... ma duży siniak na lewym policzku. Boję się, że mógł ktoś jej coś zrobić.
-Rzeczywiście... jak chcesz to z nią pogadam.
-Nie, spokojnie, dam radę. -do pomieszczenia weszła Tini ubrana w za dużą szarą bluzą z napisem "California 34", czarne legginsy i włosy związała w luźnego koka.
-Hej. -przywitała się z Jorge'm wychrypując.
-Cześć. Jak się trzymasz? -na tych słowach do jej oczu napłynęły łzy.
-Dobrze... -spuściła głowę. Podeszła do blatu, usiadła na nim i zgarnęła kubek z gorącą herbatą.
-Tini... Co się stało? -zapytałem w obawie, że zaraz wybuchnie płaczem. Westchnęła głośno przygotowując się do odpowiedzi.
-Onnn... onnn.... nie powiem tego. -wybiegła zakrywając twarz dłońmi. Jednak Jorge był szybszy i złapał ją w talii, przyciągając do aiebie. Byli blisko i Martina wtuloła się w zielonookiego. Objął ją mocno.
-Czego się boisz? -zapytał głośno szepcząc. Pewnie powiedziała mu coś na ucho.
-Ale dlaczego? Co on Ci zrobił? -pytał dalej.
-Zabiję go! -wrzasnął. Martina oderwała się od niego gwałtownie, a on wybiegł z domu. Usiadła przerażona na podłodze.
-O co chodzi?
-On już wie... -mówiła do siebie.
-O czym? -zaczynało mnie to denerwować, że nic nie rozumiem, a ona cierpi.
-O tym, że... Daviddd.... mmnie... zzzgwał... ciłłł.... -gdy to usłyszałem zamarłem w bezruchu....


Przepraszam za błędy, za opuźnienie i długość opowiadania. ♥♥♥
Next === 3 komentarze ♥♥♥