Bardzo Wam Dziękuję za te wspaniałe komentarze ;* Kocham W;as i wiele to dla mnie znaczy *.* Jeżeli na czyimś bloga zaobserwowanym przeze mnie nie komentuje to znaczy, że nie mam czasu. Nauka, dodatkowe zajęcia itd... Zrozumcie /

środa, 31 grudnia 2014

Nowy szablon ;D

Jak zauważyliście jest nowy szablon. (Serio? Tytuł posta i wygląd mówi za siebie xd)
Pobrałam go z tej strony [ Wioska Szablonów ]
Wykonała go ~Daytona~

❤ ❤ ❤ ❤ ❤

wtorek, 23 grudnia 2014

Nowy Blog + Życzenia ! ❤

Hey ❤
Ostatnio do głowy wpadł mi pomysł na nową historię i postanowiłam założyć nowego bloga. Nazywa się on Skinny Love ❤ i możecie do niego wejść wciskając TO xd
Po raz pierwszy tak mi się spodobał PROLOG xd nienawidzę pisać prologów ;/
Jak na razie muszę jeszcze dodać kilka gadżetów i playlistę, jest tam na razie tylko prolog, ale i tak zapraszam ;D
❄❅❆
W ten wigilijny dzień zaśnieżony, kiedy w kościele biją dzwony, a pierwsza gwiazdka błyska na niebie, moje życzenia płyną do Ciebie. Hmmm... a jakie mam Ci złożyć życzenia, by warte były Twego westchnienia? Sukcesów w życiu, ciepła w miłości, dużo uśmiechu, wiele radości. Spełnienia wszystkich najskrytszych marzeń, samych przyjaznych w Twym życiu zdarzeń. Niech ten wyjątkowy w roku dzień, odsunie na zawsze Twe troski w cień. I niech się śmieje do Ciebie świat, blaskiem szczęśliwych i długich lat.

❄❅❆

Oczywiście Last Christmas xd 
Dla Blogerek życzę również wystarczająco dużo weny na ten nowy rok ;d
Kocham Was ❤


PS nie dodam następnego rozdziału, jeśli nie pojawi się tam kilka komentarzy. Czuję się, jakby mnie nikt nie czytał, poza kilkoma osobami ;/

sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 7 s.3

 



7





     - Poczekaj... wyjeżdżasz za dwa tygodnie? - spytał zaskoczony.
     - Tak, przykro mi, że zepsułam twoje nierealne plany wobec mnie. - uśmiechnęła się sztucznie i odwróciła się na pięcie ruszając w stronę domu. Brunet szybko do niej podbiegł ponownie łapiąc ją za prawy nadgarstek. Spojrzała się w jego stronę zła.
     - Puść mnie! Nie rozumiesz, że nie chcę z tobą być?!
     - Kochasz mnie, ja to wiem... - powiedział zrezygnowany. Przybliżyła się do niego i szepnęła wprost w jego usta, które chciały ją pocałować. Napiął mięśnie, było mało miejsca pomiędzy ich ciałami.
     - No to masz błędne informacje. - wiedziała, że kłamstwo nie pomoże, ale marzyła o tym, by wejść do domu, rzucić się na łóżko i zajadać czekoladowymi lodami, które uwielbiała.
     - Nie, Tini... Znam cię, wiem, kiedy udajesz, kłamiesz, łżesz... - zatkało ją. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć. W końcu coś wydukała.
     - Najwyraźniej nie... ? - wtedy usłyszeli dźwięk piosenki Tom'a Odell'a "Another Love". Telefon Blanco. Dziewczyna spuściła głowę wyobrażając sobie osoby, które mogłyby do niego zadzwonić.
     - Odbierz, pewnie to Roxy... - szepnęła pod nosem, kiedy wyciągał swojego smartfon'a z tylnej kieszeni spodni. Jednak usłyszał to. Uśmiechnął się delikatnie widząc zazdrosną Stoessel. Teraz miał pewność, że wciąż coś do niego czuje. Odrzucił połączenie od swojej mamy i zwrócił swój wzrok na blondynkę.
     - Mama też może do mnie dzwonić, skarbie. - uchylił się lekko do jej ucha i dopowiedział. - Ale fajnie, że jesteś zazdrosna.
     - Nie jestem o ciebie zazdrosna, kochanie. - uśmiechnęła się sztucznie i drugi raz udała się w stronę drzwi myśląc nad tym, że chciałaby tak do niego mówić codziennie. "Kochanie".
     - Spakuj się na 13.00, jutro. - zdziwiła się.
     - Ale ja nie ch... - przerwał jej sprzeciw unosząc brwi do góry i uśmiechając się nonszalancko.
     - Spakuj się. Przyjadę po ciebie. - zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć, on już siedział w samochodzie za kierownicą. Odpalił auto i odjechał.


     - Cześć, kochana! Jak wiesz, niedługo mam urodziny i pomyślałam sobie, że skoro już tutaj jesteś, a nie w Nowym Jorku, to całą paczką pojechalibyśmy nad morze, tam by była impreza. Tak, jak za dawnych lat, kiedy byliśmy nastolatkami... Ach. Chciałabym wrócić do tamtych czasów. - rozmarzyła się rudowłosa rozmawiając przez komórkę ze swoją przyjaciółką.
     - No nie było wtedy tak kolorowo... ale dawno was nie widziałam. Fajny pomysł. - spojrzała na zegarek w swojej kuchni. 12.45. Jorge kazał jej się spakować na 13.00, ale po co ona miałaby się go słuchać?
     - To przyszykuj się na jutro! Napiszę ci godzinę, okay? A przyszłabyś do mnie? Poznam cię z moim narzeczonym! On jest taki słodki! Ostatnio zaprosił mnie na spacer i wiesz, chodzimy sobie, rozmawiamy, a on nagle powiedział, że chciałby mieć ze mną dzieci!... Jest taki kochany. Nawet nie musiałam zaczynać tematu, on to zrobił. - wiedziała, że się uśmiecha do słuchawki. Sama to robiła.
     - Za chwilkę będę. Max 15 minut. - zaśmiała się. - Do zobaczenia.
     - Paaaa! - rozłączyła się i szybko pobiegła do swojego pokoju w celu przebrania się. Była w pidżamie.

      Będąc w łazience usłyszała dźwięk dzwonka. Jorge.
     - Czyli ten idiota jednak mówił na poważnie. - westchnęła. Założyła ostatnią część garderoby, która jej została - szorty i wyszła z toalety.
      Kiedy w końcu dotarła na dół, otworzyła drzwi. Ujrzała za nimi przystojnego bruneta, który patrzył na nią z uśmiechem.
     - No hej, spakowana? - dziewczyna odeszła od drzwi zostawiając je otwarte na znak, że ma wejść.
     - Nie. Nigdzie z tobą nie pojadę.
     - Ugh... Martina. Proszę. Nawet nie wiesz, gdzie chcę cię zabrać.
     - Między innymi dlatego nie chcę jechać. - było widać, że się waha, ale w końcu uległ.
     - No ... dobrze. Chciałem cię zabrać nad morze. Candelaria robi tam imprezę na swoje 21 urodziny. Wszyscy mieli tam dotrzeć dopiero jutro, ale chciałem spędzić z tobą ten jeden dzień. To jak? Zgadzasz się? - dziewczyna wybuchnęła śmiechem, co bardzo zaskoczyło bruneta. Spojrzał się na nią pytającym wzrokiem.
      - No... jakieś pół godziny temu Cande mnie zaprosiła na jej urodziny. Nad morze. Jutro.
      - Okay... czyli wszystko wiesz. Pojedziesz ze mną? - miał nadzieję, że jednak się zgodzi. Stęskniłam się za nią.
      - A co z tego będę miała? - uniosła wysoko lewą brew.
      - Ugh... nie wierzę, że to mówię ale... pójdę z tobą na zakupy. Może być? - i wtedy wpadła na pomysł. Momentalnie przytaknęła głową i pobiegła do swojego pokoju się szybko spakować.


      Siedzieli w samochodzie. Muzyka cicho leciała z radia. Martina rozmawiała z Candelarią odwołując dzisiejsze spotkanie z nią i jej narzeczonym, który jak się okazało ma na imię Dylan i z opowiadań rudej jest "nieziemsko przystojny".
     - A co u ciebie kochana? Widziałaś się już z Jorge? - Stoessel odwołała spotkanie, ale nie powiedziała z jakiej przyczyny. Chcieli jej zrobić niespodziankę.
    - Tak, tak... - bała się, że chłopak, który znajdował się obok niej usłyszy to, co mówi przyjaciółka. - Dowiedziałam się o nim kilku nowych rzeczy. - on, słysząc, że chodzi o jakiegoś faceta, zaczął się przysłuchiwać rozmowie.
     - No... na przykład, że ma dziewczynę, a w ogóle to fajna jest. Taka rozrywkowa. Ma śliczne włosy! - zdziwiła się. Poznała ją. Mogła się od niej dowiedzieć różnych rzeczy na temat partnerki jego byłego chłopaka.
     - Tak? A opowiesz mi coś więcej o niej?
     - No więc tak... jest ładna, ma śliczne blond włosy, świetnie komponuje, a gada tylko o nim. - zaśmiała się. - Żartuję. Jest na prawdę spoko. A tak w ogóle, to ją poznasz nad morzem. Tylko nic nie mów Jorge, okay? Prosiła by to była niespodzianka. - dziwnie się poczuła i na jej twarzy nieświadome pojawił się grymas.
     - Coś się stało? - zaniepokoił się. Dziewczyna od razu zmieniła wyraz twarzy i zaprzeczyła kręcąc głową. - Przecież widzę. Powiedz.
     - Dobrze Cande. Muszę lecieć. A, i nie mogę jutro z wami pojechać. Nie czekajcie na mnie ani nic, bo wracam do Nowego Jorku. Samolot już startuje, więc muszę się żegnać, Za kilka dni wrócę. Do zobaczenia.
     - Szkoda... no nic, potem pogadamy. Wyjaśnisz mi dlaczego musiałaś wrócić do Nowego Jorku. - było słychać w jej głosie smutek.
     - Jasne. Pa. - rozłączyła się.
     - Co się dzieje? - spytał uważnie patrząc na drogę.
     - Nic. Cande myśli, że wróciłam na chwilę do NY. - oparła głowę o siedzenie z prawej strony, żeby na niego nie patrzeć. Myślała ciągle o Roxy. "Śliczne włosy, ładna, świetna kompozytorka...". Poczuła, że skręcają. Stanęli. Spojrzała się na chłopaka, który specjalnie zjechał na pobocze, żeby wycisnąć z niej tą jedną informacje.
     - Co, się, stało? - pytał robiąc przerwy pomiędzy wyrazami. Przymknęła powieki.
     - Nic. Czy ty tego nie możesz zrozumieć? Jedźmy lepiej.
     - Ale... Tini, błagam. Widzę, że się smucisz. - położył swoją dłoń na jej kolanie, żeby dodać jej otuchy.
     - Po prostu Candelaria wspomniała o Samuelu i mi się zrobiło przykro.
     - Powiedzmy, że ci wierzę.

sobota, 22 listopada 2014

Rozdział 6 s.3

     - Jorge, czy my... - chłopak domyślając się o co jej chodzi szybko przerwał dziewczynie.
     - Nie, nie... nie. - odetchnęła z ulgą.
     - To co ja tutaj robię?
     - No wczorajsza imprezka była prganizowana w hotelu, a że ty się nieźle upiłaś ojciec zarezerwował ci pokój.
     - To co ty tutaj robisz? - uśmiechnął się i usiadł obok dziewczyny.
      - Przyszedłem cię odebrać. Twój tata mnie o to poprosił. - przewróciła oczyma.
     - Okey... widziałeś gdzieś moją sukienkę? - postanowiła zapytać.
     - Nie... a sprawdzałaś pod łóżkiem? - kiwnęła przecząco głową. Schylił się i ujrzawszy biały mzateriał sięgnął go. Podał blondynce i skierował się w stronę drzwi.
     - Czekam przed drzwiami, ślicznotko. - zarumieniła się lekko uśmiechając. ~Co ty wyprawiasz idiotko!~ od razu skarciła się w myślach.

     - Nie Jorge ty nic nie rozumiesz! - krzyknęła jadąc do swojego domu w samochodzie byłego chłopaka.
     - Rozumiem! Kochasz mnie, ale nie chcesz się przyznać! Tini... błagam. Nie zrezygnuję z Ciebie! Nawet nie masz pojęcia jak tęskniłem... cholernie żałuję, że wtedy zdradziłem cię z Vicky. To ona mnie pocałowała, jednak wiem, że mogłem temu zapobiec. Przepraszam...
     Martina nic mu nie odpowiedziała. Siedziała cicho, aż dojechali. Miała już wychodzić, lecz brunet zatrzymał ją zaciskając swoje palce na jej nadgarstku.
     - Martina... zostańmy przyjaciółmi. Proszę przynajmniej o przyjaźń. - patrzył się na nią tymi smutnymi oczami. Nie mogła mu teraz powiedzieć zwykłe "spadaj".
     - Wiesz co ja wtedy czułam?… Nie. Bo cię przy mnie nie było. Kiedy cię najbardziej potrzebowałam. Dzięki za podwózkę. - po czym zamknęła drzwi od pojazdu. Chłopak szybko wybiegł za nią.
     - Martina... - przerwała mu.
     - Spieprzaj! Idź do Roxy. Leć do Madrytu. Ja za dwa tygodnie wracam do Nowego Jorku. Nie rób sobie nadziei.

czwartek, 20 listopada 2014

Rozdział 5 s.3

   



5





     Dziewczyna zarumieniona usiadła obok swojego ojca przy stole. Ciągle musiała nasłuchiwać o nowych projektach, o firmie,  o pracy... Żałowała, że nie ma tutaj Lodovica'i... Znudzona rozmową odeszła od stolika mówiąc ciche "przepraszam" i udała się do ubikacji.
      Stanęła przed lustrem i poprawiła makijaż. Oparła się o ścianę, zaczęła kombinować, co by mogła powiedzieć, żeby iść do domu.
      - Już wiem... - szepnęła. Postanowiła powiedzieć, że źle się czuje. Otworzyła drzwi i nie zauważając mężczyzny wpadła na niego, Spojrzała mu w te głębokie oczy... niemal poczuła, jak się rozpływa. Ale się "ogarnęła" i szybko wstała.
     - Przepraszam... - burknęła i chciała odejść, lecz młody Blanco chwycił ją w talii i odwrócił z powrotem w swoją stronę. Jego twarz wyrażała smutek.
     - Zatańczysz? - wiedziała dobrze, że chce porozmawiać, dlatego się zgodziła kiwnięciem głowy. Ruszyli na parkiet i brunet przytulił ją do siebie. Zrobiło jej się dziwnie, ale nic z tym nie robiła.
     - Wiem, że nie chcesz ze mną gadać, więc ja będę tylko mówił. Ten pocałunek... niby nie powinien się pojawić, ale... ciągle coś do ciebie czuję i nie będę się z tym krył. Wiem, mam dziewczynę, nie chcę jej zranić... nie  mam zielonego pojęcia co robić. Nie widziałem cię długi czas, ale już podczas naszego pierwszego spotkania, jak przyjechałem... coś odżyło - przełknęła głośno ślinę, a do oczu napłynęły jej łzy. - Jesteś wciąż dla mnie ważna i nie chcę byśmy mieli takie relacje. Wybaczysz mi? - spojrzał jej prosto w oczy. 
     - Kochasz ją? 
     - Ttak...
     - To dlaczego mnie o to pytasz? To ty mi wybacz, bo nie potrafiłabym być teraz twoją przyjaciółką. Nie po tym co się stało.
     - Ale Tini... proszę cię. Mam to powiedzieć prosto z mostu?
     - Niby co? - zdziwiła się. Schylił się i wyszeptał jej do ucha.
     - Kocham cię. - odepchnęła go do siebie, ale on ponownie ją do siebie przytulił i dalej tańczyli.
     - W co ty ze mną grasz?! - kilka osób zaczęło z ciekawością przyglądać się ich "rozmowie". - Całujesz mnie, potem przepraszasz, że niby nie chciałeś, masz dziewczynę, a teraz wyznajesz mi "miłość"?! - tym razem krzyknęła szeptem, zauważając ich zainteresowanie.
     - Tak. W nic z tobą nie gram. Po prostu... uświadomiłem sobie, jak bardzo za tobą tęskniłem. Ucieszyłem się na twój widok. Tini... chcę zacząć wszystko od nowa. Nie pamiętajmy o Chuck'u, o tym co ci zrobiłem... zacznijmy nowy rozdział. To jak?
     - Z tobą? - spojrzała mu w oczy. Miała ochotę krzyknąć "jasne", po czym zarzuciłabym swoje ręce za jego szyję, jednak miała przeczucie, by lepiej nie "wchodzić dwa razy do tej samej rzeki".
     - Obiecuję, że naprawię nasze relacje. - zależało mu na znajomości ze Stoessel.
     - Zerwałeś z tą całą ''Roxy"? - spytała podnosząc brwi do góry.
     - Y...Nnnie... jjeszcze nie - zaczął się jąkać. - ale Tini...
     - Jak na razie nie mamy o czym rozmawiać Jorge. - przerwała mu odsuwając się od niego. Wciąż trzymał jej dłoń, jednak ona bez spojrzenia w jego stronę delikatnie ją wyrwała.
     

     Obudziła się w nie swoim pokoju. Oraz wielkim bólem głowy. Rozejrzała się, jednak nikogo tutaj nie było. Wyszła spod kołdry w samej bieliźnie i podeszła do drzwi. Natrafiła na łazienkę. Uśmiechnęła się, gdy zauważyła swoje buty. Chwyciła je, przy okazji patrząc na swoje odbicie w lustrze.
     - Nie wyglądam tak źle. - powiedziała sama do siebie. Opuściła toaletę wynosząc z niej swoje buty. Stała najwyraźniej w sypialni. Nie miała zielonego pojęcia gdzie jest. Postanowiła się ubrać i stąd wyjść, jednak nigdzie nie mogła znaleźć swojej sukienki. Szukała jej wszędzie.
     Gdy nagle usłyszała pukanie do drzwi. Wytrzeszczyła oczy. Przecież nie wpuści jakiejś osoby, kiedy jest w samej bieliźnie.
     - Chwila! - krzyknęła. Zaczęła analizować, gdzie jeszcze nie szukała, ale po chwili usłyszała otwieranie drzwi, więc szybko położyła się w łóżku i przykryła kołdrą.
     - Martina, pogadamy…? - usłyszała głos Blanco. Zamarła. Przez głowę przechodziły jej najgorsze scenariusze. Była przerażona. Chłopak zamknął drzwi i wszedł tak, by widzieć blondynkę. Zdziwił się ujrzawszy ją jeszcze w łóżku. - Obudziłem cię?
     - Nie, nie... wcześnieej wstałam. Jorge... dziwnie jest się o to pytać, ale... co ja tutaj robię?
    - To ty nie pamiętasz? Właściwie to ci się nie dziwię. Zaszalałaś wczoraj. - te słowa jeszcze bardziej ją przestraszyły.
     - Jorge czy my…? - zrozumiał o co jej chodzi, więc szybko jej przerwał.

…………………………………………………………………………………………………………………
Hahahahah xd xd
Jestem zołzą ;d
Nie chciałam znowu krótkiego, no ale tak bardzo chciałam zostawić was w niepewności xd
No to co...
ZAPRASZAM DO KOMENTOWANIA ! ;D
Przypominam, że rozdziały z opowiadania 2 zostały przeniesione na nowy blog stworzony specjalnie z myślą owas <3 ---> http://nienawiscamilosc.blogspot.com ^•^ *•*

środa, 19 listopada 2014

One Shot cz.1 "Przyjaźń damsko-męska istnieje... do czasu"

     Brunetka właśnie weszła do budynku szkoły muzycznej. Nazywała się ona Studio ON BEAT. Uwielbiała tu przychodzić. Kochała muzykę, kochała śpiewać, tańczyć... robiła to, w czym jest najlepsza.
     Od razu udała się do ubikacji. Na szczęście nikogo nie było, więc położyła torbę na blacie i spojrzała w swoje odbicie. Dzisiejszy strój wybierała ponad pół godziny. Zawsze jej to zabierało mniej czasu, ale jakoś dziś nie mogła się zdecydować. Bordowe rurki wspaniale komponowały się z białą koszulką na ramiączkach i czarnym swetrem. Na nogi założyła vansy w podobnej barwie co sweter. Była zadowolona z efektu swojej pracy.
     Na twarz nigdy nie nakładała makijażu. Nie lubi tego i obrzydzają je dziewczyny, które przesadnie się malują, by być "piękne", co według niej daje kompletnie odwrotny efekt.
     Włosy zaś wyprostowane, wydłużając przy tym jej piękne włosy.
     Uśmiechnęła się i gdy się upewniła, że wygląda dobrze opuściła toaletę. Ruszyła do szafek odnieść torbę z zeszytami. Nagle poczuła ucisk na nadgarstku. Odwróciła się i zobaczyła sylwetkę jej najlepszego przyjaciela.
     - Siema, piękna. Co robisz po szkole? - zapytał od razu. Zaśmiała się.
     - Nie wiem, jeszcze o tym nie myślałam... A co proponujesz? - przygryzła dolną wargę i się uśmiechnęła.
     - Zależy od tego, czy będziesz chciała spędzić ze mną po południe. - wywinął się.
     - Oczywiście, że tak. To gdzie idziemy? - spytała kontynuując swoją drogę do szafki. Wysoki brunet szedł tuż obok niej.
     - Zobaczysz. - odpowiedział i chwycił ją w pasie. Podniósł delikatnie i 'przewiesił' przez ramię.
     - Puszczaj mnie! On mnie porywa! Słyszycie?! On mnie... - w tym momencie chłopak zatkał jej usta ręką spuszczając ją powoli na dół.
     - Było tak fajnie, a ty musiałaś to zepsuć - zrobił obrażalską minę, na co ona uderzyła go w brzuch. Od razu na jego usta wkroczył szeroki uśmiech. - Co mamy pierwsze?
     - Hmm... Zajęcia z Gregorio. Chodź, bo jeszcze się spóźnimy. - brunet objął ją i poszli razem w stronę sali baletowej, gdzie mieli organizowane zajęcia z lekcji tańca.

~*~

     - O matko... nienawidzę czwartku. - odrzekł.
     - Nie nienawidź go. Jutro piątek. - zaśmiała się chcąc dać mu jakieś powody, z których może się cieszyć, że już jest ten dzień.
     - A no właśnie co do jutra... Mercedes ci mówiła? Jutro u niej jest impreza. Pójdziesz ze mną? - spytał, a dziewczynę oblała fala ciepła. Sama nawet nie wiedziała czemu.
     - Ok-key... To o której?
     - O 16.00 będę u ciebie, ale pochodzimy sobie gdzieś i przyjdziemy gdzieś około 18.00.
     - Dla mnie spoko - uśmiechnęła się. - To powiesz mi w końcu gdzie idziemy?
     - Okay, bo mnie zaraz wykończysz od tych pytań. Idziemy do kina. - ucieszyła ją ta odpowiedź.
     - A na co?
     - Tego to już się dowiesz, jak dojdziemy do celu. - dziewczyna spojrzała na niego spod głowy.
     - Co?
     - Tego to już się do... - przerwała mu.
     - No wiem, wiem... dlaczego mi nie powiesz na co idziemy? Chyba mam prawo.
     - Oj, kochanie, nie denerwuj się tak, bo jeszcze mi tu zawału dostaniesz. - zaśmiał się wypowiadając to zdanie słodkim głosem. Dołączyła do swojego przyjaciela i go mocno przytuliła. Zdziwił się, ale odwzajemnił uścisk.
     - Coś się stało? - zapytał.
     - Nie, po prostu... cieszę się, że mam takiego przyjaciela, jak ty...
     - Ja też się cieszę, że cię poznałem. Jesteś najlepszą osobą jaką znam.

~*~

   
     Przyjaciele wybrali się na film pt. "Igrzyska śmierci : Kosogłos. Część 1", który im się bardzo spodobał. Po seansie chłopak zdecydował się odprowadzić blondynkę do domu. W czasie drogi cały czas ze sobą rozmawiali. Nie było chwili, kiedy słyszeli głuchą ciszę.
     - Bardzo ci dziękuję za dzisiaj - uśmiechnęła się. - Wspaniale spędziłam ten czas z tobą.
     - To chyba ja powinienem podziękować - zaśmiał się. - Uwielbiam być obok ciebie.
     - No to może wpadniesz do mnie na herbatkę? - przygryzła dolną wargę szeroko się uśmiechając.
     - Do ciebie zawsze.
     - Nie słodź już tak. - zażartowała i szli do jej domu.

~*~

     - Dzień dobry! - krzyknął po wejściu do środka. Dziewczyna wybuchnęła śmiechem. Spojrzał się na nią zdziwiony, ale na jego twarzy można było zauważyć cień uśmiechu. - Co?
     - Moich rodziców nie ma w domu. - wyjaśniła.
     - Aaa... mów mi szybciej, robię z siebie idiotę.
     - Ty jesteś idiotą. 
     - Słucham? - spytał łapiąc ją delikatnie w talii. Blondynka momentalnie domyśliła się, że jeśli odpowie źle, zacznie ją łaskotać. Jednak zaryzykowała.
     - To ty jesteś idiotą. I chyba... jeszcze głuchy.
     - O nie! Masz za swoje! - przez gilgotki wybuchnęła śmiechem i prosiła o koniec, ale nie ustępował. 
     - Przestań, błagam... 
     - A usłyszę coś? - zapytał przerywając czynność.
     - Nie! - szybko mu uciekła do kuchni.
     

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na razie krótki, ale to jest cz.1
Chciałam by był dłuższy, ale nie mam pomysłów
Znaczy wiem, co będzie dalej, ale jeszcze nie wiem jak to napisać xd
tak wiem, genialna ja xd
nadal chora ;// ale przynajmniej jestem w domu, a nie w piekle (czyt. szkole)  
oglądam właśnie V3 odc.7
Kocham to : "Może coś zaśpiewamy?"
Vilu: Ale kochanie ty będziesz tylko śpiewał, bo tańczyć ci nie wolno
Leon: Chętnie popatrzę jak tańczysz
Na co chłopaki : Ooooooouuuu ... <3333  
(dla tych co nie skapną się, bo ja "umiem" tłumaczyć cokolwiek - gif, o tą scenę mi chodziło, co przed śpiewaniemVilu i Leon mówili *o*)

wtorek, 18 listopada 2014