Bardzo Wam Dziękuję za te wspaniałe komentarze ;* Kocham W;as i wiele to dla mnie znaczy *.* Jeżeli na czyimś bloga zaobserwowanym przeze mnie nie komentuje to znaczy, że nie mam czasu. Nauka, dodatkowe zajęcia itd... Zrozumcie /

wtorek, 18 listopada 2014

Postanowione!

A więc tak. (Jak ja kocham to rozpoczęcie xD)
Postanowiłam, że założę nowego bloga (który już jest) i przeniosłam tam rozdziały z opowiadania 2. Teraz tylko chcę wiedzieć, czy mogę ten nowy blog "włączyć" by był publiczny i usunąć rozdziały na tym blogu. Więc jak?
To tylko jest zrobione z myślą o was. Chodzi o to, żeby wam się wygodniej czytało ;D
PS - Jestem chora, więc nwm kiedy rozdział xd
PS 2 - Pozdrawiam Olcię Oleńkę, ponieważ również jest chora xd


niedziela, 16 listopada 2014

Pytanie (WAŻNE!)

Mam.. pytanie. Na tym blogu mam dwa opowiadania i tak sobie pomyślałam, że mogłabym założyć drugiego bloga i przenieść nowe opowiadanie. Chcę znać waszą opinię na ten temat, bo nie wiem czy zostawić to w spokoju, czy jednak to jakoś "uporządkować". Wszystko zależy od was. Jak wam wygodniej będzie do czytania xd
PS Co do One Shot'a, to jest 4 - 4 wciąż, więc dalej nie mam ostatecznej decyzji ;d

poniedziałek, 10 listopada 2014

Violetta 3 !

Hejka, siedzicie przed telewizorem?? ;D
Ja już czekam ;)
Nareszcie 10 listopad! <33
Nie mogłam się doczekać!
Na początku oglądałam po hiszpańsku, ale przy 18 odcinku przestałam.
Stwierdziłam, że po polsku by mi się później nie chciało oglądać, więc to zostawiłam *o*
Przypominam o ankiecie (prawy górny róg)
Zapraszam do zaznaczania odpowiedzi !
Obecnie jest 4 - 4, więc dalej nwm czy bd ten konkurs na OS.. ;/
Postanowiłam wspomóc "akcję" Olci Oleńki (O CO CHODZI DOWIECIE SIĘ WCHODZĄC W TĘ STRONĘ)
Więc jeśli macie twitter'a, dodajecie:
#Violetta3enPolonia i zdjęcie poniżej ;D

niedziela, 9 listopada 2014

One Shot

Co do tego One Shot'a... W ankiecie 3 osoby kliknęły odpowiedź : "tak", i 3 osoby : "nie".
Więc te osoby, które chcą, niech piszą teraz pod tym postem,
a osoby, które nie wiedziały, proszę, zaznaczać odpowiedzi ;D
Jeśli nie chcecie, to po prostu wciśnijcie "nie" i już :)
A co do rozdziałów.
Zabieram się za pisanie 4 rozdziały z s. 3, a rozdział 8 (op. 2) nie wiem kiedy.
Przy okazji chciałabym podziękować mojej kochanej Cisver77 za te miłe komentarze z jej strony <33
oraz za zadedykowany rozdział na jej stronce : "Kocham Cię" "Ja też" "Ty też co?" "Ja też Cię kocham" ;**
Pozdrawiam *.* .

poniedziałek, 3 listopada 2014

Rozdział 3 s. 3





3




     Dziewczyna wstała rano o godzinie 12:00. Dość późno wczoraj Blanco'wie opuścili dom. Doszedł do tego alkohol i ... są konsekwencje. Rozejrzała się po pokoju i jej wzrok spoczął na nierozpakowanych walizkach. Ugh... - pomyślała. Wstała z jękiem i kucnęła przed czarnym obiektem. Otworzyła i zaczęła wybierać ciuchy na dzisiejszy dzień. Wyciągnęła bordową bluzę, która odkrywa jedno ramię, szare dresy i adidasy. Oczywiście po chwili zabrała bieliznę (czarną) i białe skarpetki (stópki). Po przygotowaniu stroju na dzisiejszy dzień udała się do łazienki.

     - Dzień dobry. - usłyszała głos za swoimi plecami. Dziewczyna siedziała na kanapie i oglądała film. Obejrzała się za siebie i ujrzała Jorge. Uśmiechnęła się.
     - Co ty tu robisz? - zapytała. Usiadł obok niej i chwycił jej dłoń. Poczuła przyjemny dreszcz i coś dziwnego w brzuchu.
     - Zabieram Cię na spacer. Musimy sobie porozmawiać. - powiedział tajemniczo.
     - O czym? - zaciekawiła się.
     - O wszystkim. - odpowiedział jej i podniósł się z kanapy wciąż mając jej dłoń w swojej. - To jak?
     - No dobrze. Ale poczekaj chwilkę, przebiorę się. - jęknął i pociągnął ją w stronę drzwi.
     - Wyglądasz pięknie. Dlatego teraz założysz bluzę i pójdziesz ze mną. - uśmiechnął się.
     - Dziękuję, ale i tak muszę iść do pokoju po bluzę. Nie rozpakowałam się jeszcze. - zaśmiała się. Z niechęcią puścili swoje ręce. Ostatni raz na niego spojrzała i pobiegła szybko na górę.

     Szli przez park. Co jakiś czas odzywając się do siebie. Martina przyglądała się Buenos Aires. Dawno tu nie była... Nagle poczuła, że znowu ją łapie za dłoń. Usiedli na ławce.
     - No, to opowiadaj.
     - Ale o czym? - uśmiechnęła się.
     - O wszystkim. - oznajmił krótko.
     - A możesz ty zacząć? - zaśmiał się i przytaknął głową.
     - No więc tak... nie wiem od czego zacząć. Pamiętasz to wczorajsze pytanie "znalazłaś kogoś"? No więc powiedziałem, że tak. Jest to Roxy, jest w naszym wieku. Na pewno się polubicie.
     - A czym się zajmuje? - spytała z lekkim smutkiem.
     - Głównie komponowaniem. Ma już na swoim koncie kilka fajnych piosenek. Ostatnio też narzekała, że nie może napisać tekstu. Być może razem go napiszecie? - zaśmiał się. - A ty?
     - Ja nikogo nie mam. Nie miałam czasu, by o tym myśleć. Całe dnie pracowałam.
     - Przejdziemy się na plażę? - zaproponował. Skinęła głową, więc wyruszyli.
     Cały czas o czymś zawzięcie rozmawiali. Aż dotarli do celu. Przechodzili blisko brzegu, przez co mieli delikatnie pomoczone buty. Stanęli w pewnym miejscu i dalej rozmawiali. Byli bardzo blisko siebie. Martinie było przykro i smutno, że Jorge znalazł sobie kogoś. Zaś Jorge było głupio, że on "odnalazł swoje szczęście", a ona jest dalej sama. Zaśmiał się, kiedy przypomniała mu się sytuacja w Studiu. Wtedy ostatni raz tam była.
     - Tęskniłem za tobą. Wiesz? - spojrzał w jej oczy.
     - Wiem - zaśmiała się. - Bo ja też.
     Odwróciła głowę w jego stronę, a ten, nieświadom tego co robi pocałował ją. Zapragnął ponownie poczuć smak jej ust. Nie myślał o tym, że właśnie zdradza swoją dziewczynę. O niczym nie myślał.
     A Martina? Była zaskoczona. Czuła, jak w jej brzuchu buszuje miliony tych potworów.
     Po chwili jednak chłopak zrozumiał co robi i się od niej oderwał. Czuł się niezręcznie, ona zresztą tak samo. Nie wiedzieli co powiedzieć, ani CZY coś powiedzieć. W końcu Jorge przerwał tą napiętą ciszę.
     - Przepraszam, ja... nie wiem co się ze mną stało. Na prawdę nie wiem. Zapomnijmy o tym. - spojrzał w jej czekoladowe oczy ze smutną miną.
     - Jak ja mam zapomnieć o tym, że mnie pocałowałeś?! - krzyknęła ze łzami w oczach. - Lepiej będzie jak sobie pójdę.
     - Nie! Martina, proszę cię... - przerwała mu.
     - Nie bój się. Nic nie powiem Roxy. Możesz być tego świadomy. - powiedziała oschle idąc po piasku w stronę jej domu. Podbiegł do niej szybko i chwycił jej nadgarstek.
     - Proszę cię... to nie miało być tak...
     - Ale to zepsułeś! - krzyknęła. Poczuła, jak pierwsza łza wypłynęła jej z oka. Szybko ją wytarła i wymijając go wróciła do domu.
     Tam nie dawał jej spokoju. Co chwilę wydzwaniał na jej telefon, na domowy... ale za każdym razem nie odbierała. W końcu wyłączyła komórkę. Usadowiła się na kanapie i włączyła TV. Nikogo nie było w domu. Wszyscy byli w pracy. Oprócz Olgi, która akurat poszła do sklepu uzupełnić lodówkę. I tak właśnie spędziła resztę dnia. Samotnie, oglądając obrazki, które leciały w telewizji. Nie słuchała tego, co mówili. Była zajęta. Uporządkowała myśli. Nie miała pojęcia co ma teraz zrobić. Wciąż czuła jego wargi na swoich. I  ten ton, jakim do niej mówił. Dopiero co przyjechała, a tu już takie coś. W końcu zmęczona zasnęła przed włączonym telewizorem.
      Kiedy jej ojciec wrócił, było bardzo późno. Zgasił jej kablówkę i przykrył grubym kocem, by nie było jej zimno w nocy. Ucałował jej czoło. Był szczęśliwy. Cieszył się, że nareszcie tutaj jest. W swoim prawdziwym domu.

piątek, 24 października 2014

Rozdział 2 s.3




Martina




     Po opuszczeniu lotniska próbowałam złapać taksówkę, ale jakoś mi się to nie udawało. Dlatego wyciągnęłam z mojej torebki i Phone i wykręciłam numer Ruggero.
     - Co chciałaś gaduło? - powitał mnie ''miło''.
     - Odebrałbyś mnie z lotniska?
     - Jasne. Poczekaj 10 minut. 
     - Dziękuję. - wcisnęłam czerwoną słuchawkę i włożyłam telefon ponownie do torebki.
    
     - Martina! - krzyknął mój ojciec, gdy weszłam do domu. Uśmiechnęłam się. Nie mogłam się doczekać spotkania.
     - Tato! - również krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
     - Już tak szybko? Jak Ci minął lot? Jak tam w Nowym Jorku? Znalazłaś sobie kogoś? - zadawał mnóstwo pytań. To ostatnie mnie zdziwiło.
     - Dzień dobry. - usłyszałam głos za plecami swojego ojca. Kobiecy głos. Spojrzałam się w tamtą stronę i ujrzałam panią Blanco. Uśmiechnęłam się sztucznie. Pomyślałam, że skoro jest ona, to będzie jeszcze jej mąż i ich syn. Jorge. A nie... Jorge jest w Madrycie. Zapomniałam...
     - Dzień dobry. 
     - Jak widzę cała i zdrowa.
     - Na szczęście. Jest ktoś jeszcze w tym domu?
     - Nie. Ale dzisiaj ma przyjechać Jorge. Długo się nie widzieliście.
     - Yhym... - mruknęłam. - A co u niego? - postanowiłam się zapytać.
     - Wszystko dobrze. A nawet bardzo dobrze. Chodź, zrobię Ci herbatę albo kawę. Co wolisz?
     - Kawę.
     Przeszliśmy do kuchni. Zastanawiało mnie to, co tutaj robi pani Blanco.
     - Przepraszam, że tak to zabrzmi, ale... co pani tutaj robi?
     - Prowadzimy, a właściwie, to zaczęliśmy prowadzić wspólną firmę.
     - Aha... - od razu pomyślałam sobie, że Jorge będzie często przebywał u nas w domu, a ja u niego. Jakoś zrobiło mi się dziwnie...
     - No to opowiadaj kochanie. - powiedział do mnie tata.
   
     Nawijałam im o mojej pracy, o tym co robiłam i tak dalej... Mój ojciec ponowił wcześniej zadane mi pytanie. "Znalazłaś kogoś"?...
     - Nie... A jak tam u Ciebie? W ogóle w Buenos Aires! - szybko zmieniłam temat.
     - Wspaniale. Tylko wiesz... Ruggero czasami sprawia kłopoty... - zaśmiał się i spojrzał na chłopaka. Ten spojrzał na niego z miną "co?! to nie prawda!". Wybuchnęłam śmiechem. Nie mogłam się opanować. Po chwili jego wzrok spoczął na mnie i podniósł jedną brew do góry, co skutkowało głośniejszym śmiechem, jeśli to było możliwe. Dawno się tak nie śmiałam... Tak bardzo za nimi tęskniłam...
     Nagle usłyszałam, jak ktoś wchodzi do środka. Do domu. Nie miałam pojęcia kto to jest. Przestałam się śmiać i mając na twarzy wielki uśmiech czekałam, aż ktoś wejdzie do kuchni.
     - Mamo, mogłabyś mnie wcześniej informować o wyjściu z firmy - ten "ktoś" chyba właśnie ściągał bluzę, albo płaszcz. Ale ten głos... i słowo "mamo"... tylko jedna osoba ma taki głos. -. Dopiero co przyjechałem. Chciałem się z Tobą zobaczyć, a dowiaduję się od Amandy, że jesteś na kawie u pana Germana. Następnym ra...  - wtedy wszedł i zaniemówił. Patrzył na mnie. Badał mnie wzrokiem, mając delikatnie otwarte usta. - Martina?... - wyszeptał.
     - Cześć. - odezwałam się. Serce waliło mi jak oszalałe...
     - Co Ty tu robisz?... - zapytał po dłuższej chwili milczenia.
     - To może my was zostawimy samych? - zapytała jego mama i opuścili z moim tatą i Ruggero kuchnie.
     - Odpowiesz?
     - Mój tata chciał, żebym przyjechała, to przyjechałam... A Ty? Myślałam, że zostaniesz na stałe w Madrycie. - po wypowiedzeniu tych słów zrozumiałam, co powiedziałam. - Znaczy, tak sądziłam, nie chodzi mi o to, że chcę byś tam, ugh... znaczy... wiesz o co mi chodzi... - zaśmiał się. Poczułam ciepło w środku.
     - Przyjechałem, bo się stęskniłem za rodziną, przyjaciółmi i... w sprawie firmy naszych rodziców.
     - Czyli tylko ja o tym nie wiedziałam? - zaśmiałam się. Uśmiechnął się ukazując mi swoje białe ząbki i słodkie dołeczki. Oparłam się łokciami o blat, a Jorge podszedł do mnie bliżej.
     - Tęskniłem za Tobą. - powiedział. Oparł się tak samo jak ja po mojej prawej stronie.
     - Ja za Tobą też. - uśmiechnęłam się delikatnie.
     - Jak tam? Znalazłaś sobie kogoś? - zaśmiał się.
     - Czemu każdy o to pyta?! - dołączyłam do niego. - Nie, nie mam. A Ty?
     - Wiesz... - zrobił taką minę specjalnie by mnie wkurzyć i przeciągał.
     - Mów. - dziabnęłam go palcem w brzuch. Poczułam, jak mój paznokieć wbija się w jego twarde mięśnie. Udałam, że nie robiło to na mnie żadnego wrażenia. Ale tak na prawdę, to się tak jakoś dziwnie, ale fajnie, poczułam.
     - No okey. Mam. - smutno mi się robiło, ale tego nie pokazałam. - Opowiem Ci szczegóły później. Chodźmy teraz do naszych rodziców. I Rugge. - chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę salonu. Miałam ochotę zamknąć się w swoim pokoju i nigdy z niego nie wychodzić...

wtorek, 30 września 2014

Czy ktoś mnie w ogóle czyta??? :/ (WAŻNE!)

Hej. Mam takie jedno pytanie. Czy wy mnie jeszcze czytacie? No bo jest coraz mniej komentarzy... Wiem, że jest szkoła i wgl no ale proszę was. Czuję się, jakbym pisała do siebie, dla siebie. Jeżeli czytacie tego, to napiszcie byle co w komentarzy. Choćby kropkę.
Jeżeli będzie mało komentarzy albo wcale, to usuwam bloga.
Tak będzie najprościej.
Przepraszam was za moją nieobecność, ale zrozumcie.
Szkoła, nauka, a do tego przychodzą najróżniejsze problemy...
Zrozumcie.
A, i tak wgl to Wszystkiego Naj z okazji Dnia Chłopca! ;*